Ulice

31.05.2017 19:39 utrudnienia

"Jedynka" zderzyła się
z samochodem osobowym

SERWISY:

Samochód osobowy i tramwaj "jedynka" zderzyły się na Woli. Nasz reporter Lech Marcinczak ostrzegał przed utrudnieniami.

Do zdarzenia doszło około 18.30 na skrzyżowaniu Anielewicza i Okopowej. - Na miejscu są Nadzór Komunikacji Miejskiej, dwa zastępy straży pożarnej oraz karetka - relacjonował Marcinczak.

Dodał, że kierowca samochodu osobowego jest opatrywany w karetce. - Pasażerowie wychodzą ze składów, ale w okolicy zderzenia nie tworzą się korki. Utrudnienia dotyczą komunikacji miejskiej - mówił reporter tvnwarszawa.pl

Z kolei Zarząd Transportu Miejskiego informował o opóźnieniach tramwajów linii 1, 22 oraz 27. Dlatego uruchomiona została zastępcza linia autobusowa Z jeżdżąca w jednym kierunku: od Okopowej przez Dziką do Ronda "Radosława".

Tramwaje także kierowane były na trasy objazdowe (również w jednym kierunku). O 19.30 ZTM poinformował o zakończeniu utrudnień.


kz/mś

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • andrus

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 22:05 ~andrus

    scyzoryki ze służewca

  • andrus

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 22:03 ~andrus

    scyzoryki ze sluzewca

  • Wołający na pustyni

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 14:49 ~Wołający…

    kangarou~kangarou

    Odnosząc się do utyskiwań motorniczych, jaki to mają fatalny sprzęt, pensje i cele premiowe, a już najgorsi z tego wszystkiego to pasażerowie i inny uczestnicy ruchu drogowego:

    jechałem dzisiaj "17" z Tarchomina na Mokotów (wóz 3150). Trasa długa, w wielu miejscach dość szybka. Ani razu przez 45 minut prowadzący (prowadząca?) pojazd nie wykonał gwałtownego manewru, żadnego agresywnego dzwonienia. Płynne hamowanie (niektórym motorniczym słyszałem hamulce same chwytają na podjeździe do przystanku), płynne przyspieszanie. Pomiędzy trasą Mostu Północnego a Cmentarzem Włoskim przy samych torach stał człowiek, wyglądał na nietrzeźwego. Prowadzący wcześniej zwolnił, zadzwonił dzwonkiem i przetoczył się z bezpieczną prędkością koło tego człowieka. Można było zadziałać skrajnie - zatrzymać tramwaj, wywalić pasażerów i czekać na policję, albo przelecieć kilkanaście centymetrów od niego na pełnym gazie. Ale nie tym razem.

    Słowem: dziękuję. A innym pracownikom komunikacji miejskiej życzę takiego samego podejścia do swojej pracy. Jak się nie podoba, zawsze można zmienić i siedzieć na kasie w Lidlu.

    I właśnie tacy motorniczowie odchodzą z pracy. Bo nie godzą się na warunki panujące w warszawskiej komunikacji miejskiej. Zostają ci, którym nie zależy, albo nie mają dokąd pójść.
    Więc mówiąc motorniczym, że jak im się nie podoba to niech się zwolnią, sami strzelacie sobie w kolano. Bo tracicie najbardziej zaangażowanych ludzi, kierowców z powołania.
    Dobry pracownik wymaga dobrego traktowania. A motorniczego nie jest tak łatwo zastąpić pierwszym lepszym bezrobotnym z ulicy jak kasjera w supermarkecie. Przede wszystkim większość chętnych bezrobotnych odpada na badaniach lekarskich i testach psychotechnicznych.

  • rrr

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 12:33 ~rrr

    Szkoda auta, bo bardzo ładne.
    To SsangYong Tivoli jeśli się nie mylę.

  • były motorniczy

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 10:51 ~były motorniczy

    kangarou~kangarou

    Odnosząc się do utyskiwań motorniczych, jaki to mają fatalny sprzęt, pensje i cele premiowe, a już najgorsi z tego wszystkiego to pasażerowie i inny uczestnicy ruchu drogowego:

    jechałem dzisiaj "17" z Tarchomina na Mokotów (wóz 3150). Trasa długa, w wielu miejscach dość szybka. Ani razu przez 45 minut prowadzący (prowadząca?) pojazd nie wykonał gwałtownego manewru, żadnego agresywnego dzwonienia. Płynne hamowanie (niektórym motorniczym słyszałem hamulce same chwytają na podjeździe do przystanku), płynne przyspieszanie. Pomiędzy trasą Mostu Północnego a Cmentarzem Włoskim przy samych torach stał człowiek, wyglądał na nietrzeźwego. Prowadzący wcześniej zwolnił, zadzwonił dzwonkiem i przetoczył się z bezpieczną prędkością koło tego człowieka. Można było zadziałać skrajnie - zatrzymać tramwaj, wywalić pasażerów i czekać na policję, albo przelecieć kilkanaście centymetrów od niego na pełnym gazie. Ale nie tym razem.

    Słowem: dziękuję. A innym pracownikom komunikacji miejskiej życzę takiego samego podejścia do swojej pracy. Jak się nie podoba, zawsze można zmienić i siedzieć na kasie w Lidlu.

    O, ja kierowałem tramwajem właśnie tak jak opisujesz. Już nie pracuję w Tramwajach Warszawskich. Domyśl się dlaczego.

  • R 1111 R 2222 R3333 R4444

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 10:44 ~R 1111 R…

    STOP AGRESJI TRAMWAJARZY!!! Jesteś świadkiem łamania przez nich przepisów ( czerwone światło, wymuszenie pierwszeństwa palenie tytoniu rozmowa przez telefon komórkowy) wszystkie sytuację mające wpływ na bezpieczeństwo , napisz skargę do ZTM lub tramwai warszawskich spisz nr linii nr tramwaju godzinę i kierunek. Polecam spisywac tramwaje nowego typu wyposażene w monitoring. Może to zwiększy bezpośrednio i skończy głupie komentarze pracowników Tw.

  • Obiektywny

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 10:04 ~Obiektywny

    kangarou~kangarou

    Odnosząc się do utyskiwań motorniczych, jaki to mają fatalny sprzęt, pensje i cele premiowe, a już najgorsi z tego wszystkiego to pasażerowie i inny uczestnicy ruchu drogowego:

    jechałem dzisiaj "17" z Tarchomina na Mokotów (wóz 3150). Trasa długa, w wielu miejscach dość szybka. Ani razu przez 45 minut prowadzący (prowadząca?) pojazd nie wykonał gwałtownego manewru, żadnego agresywnego dzwonienia. Płynne hamowanie (niektórym motorniczym słyszałem hamulce same chwytają na podjeździe do przystanku), płynne przyspieszanie. Pomiędzy trasą Mostu Północnego a Cmentarzem Włoskim przy samych torach stał człowiek, wyglądał na nietrzeźwego. Prowadzący wcześniej zwolnił, zadzwonił dzwonkiem i przetoczył się z bezpieczną prędkością koło tego człowieka. Można było zadziałać skrajnie - zatrzymać tramwaj, wywalić pasażerów i czekać na policję, albo przelecieć kilkanaście centymetrów od niego na pełnym gazie. Ale nie tym razem.

    Słowem: dziękuję. A innym pracownikom komunikacji miejskiej życzę takiego samego podejścia do swojej pracy. Jak się nie podoba, zawsze można zmienić i siedzieć na kasie w Lidlu.

    Tylko kto będzie woził pasażerów, jak wszyscy kierujący pojazdami komunikacji miejskiej pójdą do innej pracy?
    Jakoś tłumów walących do pracy w komunikacji miejskiej nie widać.

  • gosc

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 09:50 ~gosc

    qsehe~qsehe

    Słońce dzisiaj mocne i trudno tramwaje zobaczyć. Ale czas najwyższy poodgradzać torowiska aby nie dało się przez nie skręcać a torowiska powinny mieć na skrzyżowaniach swoją fazę świateł tak aby motorniczy wiedział kiedy może jechać a kiedy nie. Jednak wiele razy widziałem gdy samochód osobowy stał na torach a motorniczy nie zwalniał, licząc (z pewnością), że pojazd odjedzie. Raz widziałem, że nie odjechał i był dzwon. Ciekawe jakie było wyjaśnienie motorniczego: zajechanie drogi?


    Dokładnie tak - zajechanie drogi. Zapis jest dość jasny - możesz przejeżdżać przez tory ale nie masz prawa na nich stać. Podobnie jak na skrzyżowaniu Jak wjeżdżasz na skrzyżowanie bez możliwości zjazdu to również jest zajechanie drogi. Jedni będą dla Ciebie łaskawi a inni (szczególnie ci co mają okazję zrobić sobie przedni zderzak za darmo) już nie i jesteś sprawcą jak dojdzie do kolizji.

  • kangarou

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.06.2017 09:26 ~kangarou

    Odnosząc się do utyskiwań motorniczych, jaki to mają fatalny sprzęt, pensje i cele premiowe, a już najgorsi z tego wszystkiego to pasażerowie i inny uczestnicy ruchu drogowego:

    jechałem dzisiaj "17" z Tarchomina na Mokotów (wóz 3150). Trasa długa, w wielu miejscach dość szybka. Ani razu przez 45 minut prowadzący (prowadząca?) pojazd nie wykonał gwałtownego manewru, żadnego agresywnego dzwonienia. Płynne hamowanie (niektórym motorniczym słyszałem hamulce same chwytają na podjeździe do przystanku), płynne przyspieszanie. Pomiędzy trasą Mostu Północnego a Cmentarzem Włoskim przy samych torach stał człowiek, wyglądał na nietrzeźwego. Prowadzący wcześniej zwolnił, zadzwonił dzwonkiem i przetoczył się z bezpieczną prędkością koło tego człowieka. Można było zadziałać skrajnie - zatrzymać tramwaj, wywalić pasażerów i czekać na policję, albo przelecieć kilkanaście centymetrów od niego na pełnym gazie. Ale nie tym razem.

    Słowem: dziękuję. A innym pracownikom komunikacji miejskiej życzę takiego samego podejścia do swojej pracy. Jak się nie podoba, zawsze można zmienić i siedzieć na kasie w Lidlu.

  • Warszawiak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 31.05.2017 22:51 ~Warszawiak

    jot23~jot23

    Tu kierowca wjechał pod tramwaj na czerwonym.
    Ciekawe, dlaczego?


    Przecież tam nie ma świateł poprzecznych.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl