Rytm miasta

14.01.2011 20:59 4,5 godziny "Trojan" w Teatrze Wielkim

Darth Vader nie wstrząsnął Operą Narodową

SERWISY:

W Teatrze Wielkim miało powiać futurystycznym designem jak z "Gwiezdnych Wojen" i nowatorskim podejściem do opery Berlioza "Trojanie". Nic z tego. Ta wypożyczona z Walencji produkcja operowa pokazuje tylko, dlaczego za popkulturę nie powinni brać się dyletanci. 

Mariaż tak zwanej sztuki wysokiej i tej popularnej ciągle budzi dyskusje. Jedni uważają, że to mezalians, inni z przyjemnością dostrzegają przepływ inspiracji. Jak wypadło to w przypadku "Trojan" w Operze Narodowej?

Inscenizacja pokazała, że twórcy nie orientują się w popkulturze, podchodzą do niej bez emocji, traktują protekcjonalnie. Efekt jest taki, że ani fani futurologii, fantastyki naukowej, "Gwiezdnych Wojen", ani po prostu fani opery, niczego ciekawego w przedstawieniu nie znajdą. 

Połyskujący koń trojański, przypominający statek kosmiczny na tle postatomowej animacji komputerowej, budzi oczywiście ciekawość. Kto spodziewa się konsekwentnego podążania futurystyczną ścieżką zawiedzie się. Po chwili dostrzeże wojowników, przypominających japońskich kamikaze i sanitariuszy z symbolem Międzynarodowego Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Wyłaniają się również trojańscy wodzowie w kostiumach żołnierzy armii lorda Vadera. Zaczyna się mętlik przypadkowych inspiracji, cytatów, które nie tworzą spójnej wizji.

Opera z pracownikami technicznymi w tle

Mało dynamiczne, dłużące się sceny - spektakl trwa 4 godz. 45 min. - byłyby do zniesienia, gdyby nie tandetna scenografia. Jej podstawę stanowią długie, grube na metr, wijące się pomarańczowe balony, które raz służą za węże morskie, które pożerają wieszcza trojańskiego Laokoona, innym razem imitują palmę czy elementy konstrukcyjne wnętrza pałacu królowej Kartaginy Dydony.

Balony okazują się niewypałem, bo ciągle pilnować ich musi obsługa techniczna, wiją się nie zawsze tak, jak to sobie wymyślono. W wielu chwilach spektakl najzwyczajniej toczy się równolegle z pracami technicznymi na drugim planie.

Coraz częściej zobaczymy na scenie ubranych na czarno, słabo rzucających się w oczy mężczyzn, dokonujących zmian w scenografii na oczach widzów. W przypadku "Trojan" przekroczona została jednak pewna granica.

Estetycznie było nie za często

Prawdziwe estetyczne i futurystyczne zarazem kąski trafiają się bardzo rzadko. Ślady interesujących pomysłów zauważyć można w zabawie na dworze królowej Dydony. Odbywa się tam pokaz designerskiej mody - tak mogliby wyglądać bohaterowie "Trojan". Efekt po chwili psują jednak tancerki ubrane jak cheerleaderki i partia solisty wystylizowanego na Elvisa.

W finale III aktu Eneasz i Dydona w miłosnym uścisku zostają wyniesieni nad scenę w półotwartej, wyściełanej miękkim obiciem, kapsule przypominającej również księżyc. Zza kulis nadlatuje człowiek w kapsule a la Sputnik. Całość efektowna, tyle że sonda to relikt, a nie futurologia. Niestety i w tej scenie obserwować można było technicznych statystów, którzy trzymali królewską parę dla asekuracji za stopy.

Cieszy oko jeszcze tylko finałowa scena spektaklu, w której gdzieś w tle wyłania się monstrualnych rozmiarów połyskująca czernią konstrukcja przypominająca hełm Dartha Vadera.

Wirus "Trojan", w miejsce konia trojańskiego, symbolizujący jakąś przyszłą wojnę elektroniczną i echo Anakina Skywalkera reprezentującego ciemną część ludzkiej natury w spektaklu, wbrew zapowiedziom, zaistniały w sposób ledwo zauważalny.

W Operze Narodowej nie powinno brakować rzeczy imponujących pokazywanych na Zachodzie, tyle że dobrze by było staranniej dobierać inscenizacje, które się wypożycza.

Marek Władyka

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • -gniew

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.01.2011 19:52 ~-gniew

    Panie Marku Władyko.

    Napisał Pan bardzo amatorską "recenzje". Jeśli pisze Pan o operze, to przydało by się trochę rzetelnych informacji o muzyce.

  • KINGA

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.01.2011 22:36 ~KINGA

    To miało być moje preludium do miłości do Opery i fiasko... totalna porażka. Jestem zawiedziona. Trudna muzyka Berlioza wymaga pięknej choreografii. Głosami wykonawców nie jestem zachwycona (być może złe nagłośnienie). Co prawda mój młody wiek nie w pełni upoważnia mnie do ostrej krytyki, ale żeby nie to, że w mojej rodzinie często słucham muzyki poważnej oraz pięknych głosów wyszłam z Opery z uczuciem niedosytu -a może przesytu czegoś dziwnego. Gdybym nie przerabiała Iliady i nie uczyła się o starożytnym świecie pewnie pogubiłabym się totalnie szczytem wszystkiego był wyskakujący z obszernej tuniki Elvis. Być może autorzy choreografii chcieli zdołować całą ludzkość o ponownej zagładzie i to im się udało ale nie tędy droga do młodego widza i słuchacza. Młodzi ludzie też kochają pięknoNatępnym absurdem było wojska starożytne uzbrojone w laptopy- penie autorzy chcieli coś przekazać ale to pomyłka absurdNastępną pomyłką było składanie na grobie samochodziku z XXI wieku jestem zdołowana zmęczona wściekła na choreografa myślę że będzie się podobać wyłącznie snobom bez własnego zdania

  • operowy maniak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2011 21:49 ~operowy maniak

    Radzę ekipie TVN Warszawa żeby nie trudziła się z pisaniem takiego kulturalnego bełkotu. Do recenzji operowych i teatralnych potrzebny jest prawdziwy profesjonalny krytyk muzyczny (Dorota Szwarcman, Jacek Marczyński), a nie wasz krytyk gier komputerowych. Ten tekst to jeden wielki bełkot na temat scenografii nie jest wart czytania. Tyle powiem jako stały bywalec opery. Opera jest dla tych co ją rozumieją, a wam rozumu zabrakło.

  • Opera Fan

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2011 13:28 ~Opera Fan

    Kto nie widział ten trąba? W takim razie ten kto "to coś" widział to frajer. Ot co.

  • Anna

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2011 12:05 ~Anna

    No to kto nie widział, ten trąba ;) Przepraszam za ortografa w poprzednim wpisie ;)

  • ...

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2011 11:35 ~...

    ~Anna, na jutro nie ma już biletów. ;]

  • Anna

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2011 11:11 ~Anna

    Drogi Opera Fanie, dyrektor Treliński w tym przypadku jedynie zadecydował o umieszczeniu "Trojan" w tym sezonie. Reżyserem spektaklu jest Carlus Padrissa z trochę skandalizującej niegdyś grupy teatralnej La Fura dels Baus - stąd dosyć niestandartowe (i być może mało szczęśliwe) podejście do tematu. Podtrzymuję jednak zdanie, że warto zobaczyc ten "mezalians", chociażby ze względu na to, że jest grany na deskach Opery jedynie trzy razy. Masz szansę zobaczyć go jeszcze tylko jutro ;)

  • Opera Fan

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2011 09:51 ~Opera Fan

    Powtórzę to samo co kiedyś pod artykułem nt. nowego sezonu w Operze. TRELIŃSKI (do którego nic nie mam) zażyna klasyczną operę, a w konsekwencji wychodzą takie porażki jak "Traviata" czy "Trojanie". WRÓĆMY DO KLASYKI. DAJMY OPERZE BYĆ OPERĄ. A jak Treliński chce robić cyrk, to niech zmieni pracę - Cyrk Zalewski na pewno go przyjmie.

  • Anna

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.01.2011 23:08 ~Anna

    Widziałam "Trojan" wczoraj i przyznam, że spektakl nie jest zapierającym dech w piersiach dziełem sztuki pod każdym względem. Stanę jednak trochę w jego obronie, ponieważ trzeba przyznać, że scenografia i wizualizacje (przednie i tylne, co dla widza sprawia wrażenie trójwymiaru) robią swoje. Byłam nawet świadkiem dyskusji widzów, czy pewne elementy były prawdziwe, czy wyświetlane. Futurystyczna wizja nie trzyma się kupy (laptopy, sondy kosmiczne, pokaz mody jak z teledysku Lady Gagi, metaliczne kostiumy, projekcje widoków jak od Gigera, etc) oraz nie pasuje do libretta, gdzie pojawiają się określenia uporczywie przywodzące a myśl jednak starą Grecję. Wystawienie "Trojan" to moim zdaniem pewnego rodzaju eksperyent Opery Narodowej - godny podziwu, że ta zacna instytucja eksperymentuje, szuka młodej publiczności, nie stawia wyłącznie na pewniaki takie jak Traviata czy Carmen. Nad takim spektaklem pracuje naprawdę ogromna liczba technicznych - to prawda, że przeszkadzają trochę na scenie podczas arii, ale momentami bardziej ciekawiła mnie ich praca niż występ solistów - wkładają w to naprawdę ogrom pracy, której żaden widz nie zobaczy i nie doceni - ewentualnie skrytykuje, tak jak autor tego artykułu. Szkoda, że widz nie ma możliwości obejrzeć chociaż części spektaklu zza kulis. Podsumowując - gdyby przedstawienie to było grane w teatrze dramatycznym, mogłoby stać się hitem. Niestety ramy muzyczne, libretta i innych elementów specyfiki spektaklu operowego sprawiają, że sztuka ta może zmęczyć. Mimo to uważam, że warto zobaczyć takie zetknięcie multimediów i techniki z największą scenią operową świata.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »