Informacje

13.06.2018 16:35 Komisja ustalała, jak to się stało

Zmarł w 1974, w 2011 odzyskał działkę

SERWISY:


W środę komisja Patryka Jakiego zajmowała się działką przy Pięknej 49. Grunt w atrakcyjnej lokalizacji został zreprywatyzowany, chociaż jeden z beneficjentów - reprezentowany przez kuratora - już
nie żył. Urzędnicy miasta dopiero po kilku latach od zwrotu dotarli do jego aktu zgonu. Dziś na Pięknej stoi już biurowiec.

Piękna 49 to jedna z najbardziej zawiłych spraw, którymi do tej pory zajmowała się komisja weryfikacyjna. Podczas zeznań świadków pojawiało się wiele niewiadomych i niedopowiedzeń.

Grunt w 2011 roku został przekazany w prywatne ręce. Nie było pełnego składu właścicieli. Jeden z nich - Mieczysław Szenfeld mający 1/8 nieruchomości - był zaginiony i reprezentowany przez kuratora. Jednak niedługo po reprywatyzacji urzędnicy ratusza i dzielnicy Śródmieście znaleźli jego akt zgonu. Z dokumentu wynikało, że mężczyzna zmarł już w roku 1974.

W środę komisja starała się ustalić, jak to się mogło stać. Zwłaszcza, że po zwrocie osoba podająca się za Mieczysława Szenfelda stawiła się u jednego z notariuszy, by podpisać akt notarialny. Jak mówili zeznający, miał ukraiński paszport i akcent. Kim był ten mężczyzna? Skąd się wziął? Podczas ponad sześciogodzinnego posiedzenia nie znaleziono odpowiedzi na to pytanie.

Beneficjenci decyzji weryfikacyjnej (czyli ci, którzy odzyskali grunt) przekonywali, że nie mieli pojęcia o śmierci prawdziwego Szenfelda, a sami są w całej sprawie pokrzywdzeni. Pełnomocnicy miasta stołecznego Warszawy przekonywali, że powinni mieć taką wiedzę, bo dochodziły do nich akta urzędowe zawierające te fakty.

Przed komisją zeznawali: Wiesława Iwanicka i Przemysław Niedzielski z urzędu dzielnicy Śródmieście, kurator Bartłomiej Kościuszko, notariusz Grzegorz Arczewski oraz strony - Magdalena Motylińska i Sławomir Janiszewski.

 

Całe posiedzenie relacjonowaliśmy na bieżąco:

10.10 Przewodniczący Patryk Jaki otworzył posiedzenie komisji. Rozpoczął tradycyjnie od sprawdzenia listy obecności i kworum. I tak w imieniu miasta stołecznego Warszawy stawili się pełnomocnicy: Zofia Gajewska i Bartosz Przeciechowski oraz Piotr Rodkiewicz z miejskiego Biura Spraw Dekretowych. Za strony stawili się za to Magdalena Motylińska i Sławomir Janiszewski, a także - w imieniu spółki Piękna 49 - pełnomocnik Andrzej Bieńkowski.

10.13 Rozpoczęło się przesłuchanie pierwszego świadka - Wiesławy Iwanickiej, naczelnik Wydziału Nieruchomości w Urzędzie Dzielnicy Śródmieście.

Jako pierwszy pytania zaczął zadawać wiceprzewodniczący komisji Sebastian Kaleta. Chciał wiedzieć, w jakich okolicznościach świadek dowiedziała się o możliwych nieprawidłowościach w sprawie Pięknej. - Było to w procesie przekształcenia prawa użytkowania wieczystego we własność [czyli już po zwrocie działki, co miało miejsce w 2011 roku - red.]. Użytkownicy złożyli wniosek o to przekształcenie w 2012 roku - odpowiedziała Iwanicka.

Urzędnicy sprawdzali wówczas, czy jeden z dawnych współwłaścicieli nieruchomości i tym samym użytkowników wieczystych - Mieczysław Szenfeld - w ogóle żyje. Jak wskazała Iwanicka - były co do tego wątpliwości.

- Pierwsza analiza akt z BGN [Biuro Gospodarki Nieruchomościami - red.] wskazała, że pan Szenfled prawdopodobnie nie żyje, był taki dopisek w aktach - wspominała. Podkreślała, że w aktach sprawy było wiele niejasności i braków, między innymi brakowało imion rodziców Szenfelda. Urzędnicy zaczęli więc poszukiwać dodatkowych informacji - w księgach hipotecznych i archiwach.

W końcu - jak mówiła dalej naczelniczka - znaleziono akt zgonu, z którego wynikało, że mężczyzna zmarł w 1974 roku. Urzędnicy Śródmieścia wraz z burmistrzem zwrócili się więc do BGN, aby decyzję reprywatyzacyjną wycofać z obrotu prawnego. Było to w kwietniu 2013 roku. Ponadto burmistrz dzielnicy, którym wówczas był Wojciech Bartelski - zgłosili sprawę do prokuratury.

 

 

Kolejny członek komisji - Łukasz Kondratko (PiS) pytał świadka m.in. o pomoc kuratora pana Szenfelda w jego poszukiwaniu. - Nie posiadał żadnej wiedzy, która by nam pomogła. Nie znał też imion rodziców Szenfelda, których tak długo poszukiwaliśmy - wskazała Iwanicka.

Jan Mosiński (poseł PiS) z kolei chciał wiedzieć, czy urzędnicy Śródmieścia informowali prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz o nieprawidłowościach przy Pięknej i trudnej współpracy z Biurem Gospodarki Nieruchomościami. Iwanicka powiedziała, że apelowała do burmistrza, aby powiadomił o tych problemach. Nie potrafiła odpowiedzieć jednak, czy tak rzeczywiście się stało.

- Już w 2013 roku wiedzieliście państwo, że jeden ze współwłaścicieli nie żyje, a mimo to biurowiec na Pięknej 49 stoi. Jak to możliwe? - pytał dalej przewodniczący komisji Patryk Jaki. Urzędniczka wskazała, że chcąc zatrzymać proces inwestycyjny, trzeba było zastrzec wpis w księdze wieczystej i wykreślić inwestora. Tak się jednak nie stało. Spółka mogła więc starać się o pozwolenie na budowę, a następnie (gdy je uzyskała) realizować projekt.

- Gdybym ja prowadziła to postępowanie, byłoby ono prowadzone inaczej - podsumowała Iwanicka.

 

10.45 Po pytaniach od członków komisji głos zabrały strony. Pełnomocniczka jednej z właścicielek mecenas Anna Grabowska-Sanecznik zapytała, "jakiej części nieruchomości właścicielem był pan Szenfeld", o którym ciągle mówiono. Iwanicka wskazała, że była to 1/8 części nieruchomości. Dodała też, że pozostałe 7/8 przekazano prawowitym spadkobiercom (a nie kupcom roszczeń).

Inny pełnomocnik - Andrzej Bieńkowski dopytywał urzędniczki między innymi o to, czy przed sprawą przekształcenia użytkowania wieczystego we własność miała styczność ze sprawą Pięknej i czy zajmowała się również samą reprywatyzacją tej działki (a nie tylko przekształceniem użytkowania we własność). Iwanicka wskazała, że nie. Dodała jednak, że odkrycie, że jeden z właścicieli nie żyje "nie było skomplikowane" i powinno zostać uwzględnione przy zwrocie nieruchomości przez miasto.

Pełnomocnik ratusza Bartosz Przeciechowski pytał m.in. o udział w sprawie byłego burmistrza Śródmieścia Wojciecha Bartelskiego. - Burmistrz interesował się wszystkimi sprawami, zadawał bardzo dużo pytań. Tą sprawą interesował się szczególnie - odpowiedziała świadek.

Mecenas Zofia Gajewska (również pełnomocnik miasta) zapytała z kolei, z kim konkretnie (z Biura Gospodarki Nieruchomościami) współpraca nie układała się dobrze (o czym mówiła wcześniej Iwanicka). Świadek wskazała, że nie chce "personalnie odnosić się do sprawy". Dopytywana powiedziała jedynie, że szefem Biura był wtedy Marcin Bajko.

 

11.12 Zakończyło się przesłuchanie Wiesławy Iwanickiej i rozpoczęło przesłuchanie Bartłomieja Kościuszki, który był kuratorem Mieczysława Szenfelda (jednym z, bo kuratorów Szenfelda było kilku).

Jak powiedział na wstępie świadek, kuratorem został wskazany postanowieniem sądu w 2012 roku. Wiceprzewodniczący Kaleta zapytał więc, jakie działania podjął, aby odnaleźć Szenfelda (taka jest właśnie rola kuratora). - Przeprowadziłem rozmowę z radcą prawnym z urzędu miasta, skierowałem dwa pisma do urzędów dzielnicowych w Warszawie, bo chciałem się dowiedzieć czy ktoś taki w ogóle jest. Szukałem informacji w internecie i pytałem pana Janiszewskiego o to, co wie o panu Szenfeldzie - wyjaśniał Kościuszko.

Dalej świadek mówił, że uzyskane wiadomości często były sprzeczne. Nie wiedział więc dokładnie, kiedy Szenfeld się urodził i jakie imiona nosili jego rodzice.

- A kiedy finalnie dowiedział się pan, że nie żyje? - zapytał Kaleta.

- Dostałem telefon z urzędu miasta, że został znaleziony akt zgonu. Złożyłem więc wniosek o uchylenie kurateli - odpowiedział Kościuszko.

- A czy podjął pan działania zmierzające do uchylenia umowy użytkowania wieczystego, która została przecież zawarta na umowę nieżyjącą? - pytał dalej wiceprzewodniczący.

- Nie podjąłem, nie miałem takiego obowiązku - stwierdził świadek.

Adam Zieliński, członek komisji z ramienia Kukiz’15 pytał świadka m.in. czy znał Marcina Bajko lub Jakuba R. (byłego wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami). Kościuszko odpowiedział przecząco.

Łukasz Kondratko z kolei chciał wiedzieć, jak to się w ogóle stało, że Kościuszko został kuratorem Mieczysława Szenfelda. Świadek odpowiedział, że nastąpiło to "z urzędu". Nadmienił też, że nie jest pierwszym kuratorem w tej sprawie. - Postępowanie się toczyło przez lata, byli inni kuratorzy. Ja zostałem dołączony na samym końcu tylko po to, żeby odebrać decyzję administracyjną - tłumaczył.

Pełnomocnik pana Janiszewskiego - mecenas Bieńkowski chciał wiedzieć, czy Kościuszko - jako kurator - zapoznał się z całą sprawą Pięknej 49, w tym szczególnie z decyzją zwrotową. Świadek odpowiedział, że widział tę decyzję. Powiedział też, że zapoznał się z działaniami podejmowanymi przez poprzednich kuratorów.

Dalej Bieńkowski zapytał, kiedy Kościuszko dowiedział się o śmierci Szenfelda. Ten podał, że nastąpiło to w lutym 2013 roku - telefonicznie, od urzędnika miasta stołecznego Warszawy.

 

 

12.10 Zakończyło się przesłuchanie Bartłomieja Kościuszki i rozpoczęło przesłuchanie Przemysława Niedzielskiego, urzędnika dzielnicy Śródmieście. Pytany przez członków komisji Niedzielski poinformował, że ze sprawą Pięknej zapoznał się pierwszy raz na początku 2012 roku, przy okazji zamiany użytkowania wieczystego we własność. Wskazał dalej, że dotarł do informacji o śmierci Mieczysława Szenfelda - znajdowała się na stronie internetowej Muzeum Powstania Warszawskiego, bo Szenfeld był powstańcem.

Niedzielski przekonywał, że poinformował o tym Biuro Gospodarki Nieruchomościami, ale nie było odzewu.

Podczas przesłuchania świadków - w tym właśnie Niedzielskiego - wiele razy interweniował pełnomocnik Janiszewskiego - mecenas Bieńkowski. Zwracał uwagę, że pytania zadawane przez członków komisji wykraczają poza zakres dowodowy zawarty w aktach sprawy. Wiceprzewodniczący Kaleta odpowiedział jednak, że "to komisja decyduje, jakie pytania zadaje".

Dalej Bieńkowski dopytywał m.in., czy przy okazji przekształcania użytkowania wieczystego we własność urzędnicy mieli obowiązek sprawdzania, kim są strony. Niedzielski powiedział, że "jeśli strony żyły i wszystko było jasne, to nie". - Natomiast jeśli pojawia się kurator strony, która kupiła nieruchomość przed Powstaniem Warszawskim, istnieje duże prawdopodobieństwo, że ta osoba może nie żyć. Ta sprawa powinna zostać zbadana - powiedział urzędnik.

- Ile czasu zajęło państwu ustalenie faktu, że Szenfeld nie żyje? - pytał dalej mecenas Bieńkowski. Niedzielski odpowiedział, że akt zgonu został zdobyty w jeden dzień, a na inne dokumenty trzeba było czekać tydzień. - W każdym razie to nie był jakiś nie wiadomo długi czas - skwitował świadek.

 

 

12.43 Zakończyło się przesłuchanie Przemysława Niedzielskiego, rozpoczęło przesłuchanie ostatniego świadka - Grzegorza Arczyńskiego, notariusza.

- Pierwsze pytanie jest oczywiste. Z akt sprawy wynika, że pan Mieczysław Szenfeld stawił się w pana kancelarii w 2013 roku. Pamięta pan tę czynność? - zapytał na wstępie wiceprzewodniczący Kaleta (przypomnijmy, wcześniej świadkowie mówili, że Szenfeld nie żył od 1974 roku). Świadek odpowiedział, że nie pamięta, "ze względu na mnogość spraw i upływ czasu".

W toku następnych, bardziej szczegółowych pytań, Arczewski mówił, że pamięta, że Szenfeld wyglądał na osobę mającą mniej więcej 60-70 lat, posługiwał się dokumentami ukraińskimi, ale mówił językiem polskim.

- Podpisując akt notarialny nie miałem wątpliwości co do tożsamości stającego do tego aktu. W przeciwnym razie bym go nie podpisał - zapewnił świadek. Dalej dodał też, że gdyby "data urodzenia zapisana w paszporcie nie zgadzała się z fizjonomią Szenfelda", również akt nie zostałby podpisany.

13.00 Przewodniczący komisji ogłosił 15-minutową przerwę.

 

13.15 Po przerwie wznowiono posiedzenie. Trwa przesłuchanie świadka Grzegorza Arczewskiego.

Pełnomocnicy pytali notariusza m.in. czy pamięta kwestie związane z rozliczeniem między stronami. Arczewski powiedział, że z akt wynika, że takie rozliczenie było, ale samej czynności nie pamiętał.

Mecenas miasta Bartosz Przeciechowski zapytał z kolei, czy w kancelarii Arczewskiego działa monitoring. Świadek odpowiedział, że tak, ale nie wiedział, czy wtedy - w 2013 roku - również był i działał.

- Czy to typowa sytuacja, że osoba mieszkająca w Warszawie jedzie do pana, do Kielc, żeby zawrzeć akt notarialny dotyczący nieruchomości położonej też w Warszawie? - zapytała z kolei Zofia Gajewska (również pełnomocnik miasta). Arczewski przyznał, że takie przypadki się zdarzają. Zwłaszcza, gdy mieszkańcy na przykład mieszkają w Kielcach, a pracują w stolicy.

 

 

13.52 Zakończyło się posiedzenie Grzegorza Arczewskiego, który był ostatnim świadkiem w sprawie. Komisja rozpoczęła przesłuchiwanie stron. Jako pierwsza - Magdalena Motylińska, beneficjentka decyzji zwrotowej z 2011 roku.

Motylińska rozpoczęła od wygłoszenia tzw. swobodnego oświadczenia.

- Pochodzę z bardzo bogatej, przedwojennej rodziny. Pewnie to państwa nie cieszy, bo wolicie ludzi biednych. Ale prawda jest taka, że dziadek zapewnił swoim córkom cztery domy w Warszawie. O wszystkie się starałam. Nie dostałam nic, poza tym nieszczęsnym zwrotem [mowa o Pięknej - red.] - powiedziała Motylińska. Po czym dodała, że na środowym przesłuchaniu "czuje się, jakby była jedyną złodziejką, choć jest poszkodowaną".

Kobieta przyznała, że często pisała do urzędu pisma ponaglające. Lata mijały, a nie dostawała żadnych odpowiedzi. - Przychodzili do mnie z kolei różni dziwni ludzie, którzy nie wiem skąd mieli moje adresy - kontynuowała. Wśród nich wymieniła m.in. Marka M. - Zgłosił się, że chce kupić roszczenia do wszystkich działek. Powiedziałam mu, że jestem biedna, ale na pewno nie sprzedam żadnych roszczeń, bo to pamiątka rodzinna - powiedziała Motylińska.

- Po panu M. zwrócił się do mojej mamy, chorej i na wózku, pełnomocnik pana Dochnala. Nachodził mamę, żeby namówiła ciotki, żeby te sprzedały roszczenia. Proponował 50 złotych za metr - mówiła dalej. Dodała też, że pełnomocnik Dochnala przekonywał, że część tej działki jest już jego własnością.

Motylińska kontaktowała się w tej sprawie z Mariuszem P. z Biura Gospodarki Nieruchomościami (dziś ma zarzuty, stąd nie podajemy pełnego nazwiska). Urzędnik miał powiedzieć, że "zwrotu nie będzie, bo są problemy".

- Pan P. powiedział mi, że 10 marca 1989 roku wydzielono działkę, z tej mojej działki, o powierzchni 44 metrów na rzecz Skarbu Państwa. W październiku 1989 roku działkę tę oddano w użytkowanie wieczyste spółdzielni mieszkaniowej Centrum. 5 grudnia działka przeszła na własność gminy - opowiadała Motylińska. Później - jak dodała - wskutek różnych transakcji - działkę tę "kupił pan Dochnal".

 

 

14.20 Trwa przesłuchanie strony. Motylińska długo była wypytywana o Mieczysława Szenfelda. Wskazała, że pewnego dnia zapukał do niej i powiedział, że jest właścicielem 1/8 części nieruchomości, którą kupił po ciotce. Wcześniej - jak zapewniła - nie miała z nim żadnego kontaktu. - To był chudy, starszy pan, łysy na czubku i bez zębów na początku - wspominała.

Później dodała, że to właśnie Szenfeld zaproponował, by akt notarialny został zawarty przez notariuszem w Kielcach. Na co się zgodziła, bo - jak wskazała - chciała po wielu latach w końcu zamknąć sprawę.

Pytana z kolei o Sławomira Janiszewskiego, powiedziała że poznała go w 2005 roku.

Zeznania Motylińskiej były pełne emocji i ekspresji. Kobieta starała się przekonać komisję, że to ona jest poszkodowana stroną w całej sprawie. Wiele razy podkreślała, że "nic nie wiedziała o tym, że Szenfeld nie żyje. Mówiła, że dowiedziała się kilka miesięcy temu "z wpisów i tweetów".

Po pytaniach członków komisji głos przeszedł do stron. Pełnomocniczka Motylińskiej zapytała, ile decyzji odmownych - wobec zwrotu Pięknej 49 - wydał stołeczny ratusz (przed ostatecznym zwrotem w 2011 roku). Kobieta przyznała, że było ich "kilka, co najmniej cztery". Jak dodała, żadna z tych odmów nie była argumentowała rzekomą śmiercią pana Szenfelda.

Dalej Motylińska była pytana o swoją obecną sytuację. Wskazała, że została "wyautowana". Na Pięknej powstał bowiem biurowiec, do którego budowy - jak przekonywała - dołożyła swoje oszczędności, w sumie ponad siedem milionów złotych. Obecnie użytkownikiem wieczystym i właścicielem nieruchomości jest spółka Piękna 49. Jej przedstawiciele nie mogą przekazać Motylińskiej praw do władania lokalem (choć na to mieli się umówić), bo - jak powiedział pełnomocnik - komisja weryfikacyjna zastrzegła wpis nieruchomości w księdze wieczystej i w żaden sposób nie można nią zarządzać.

- Teraz zostałam sama, przed ciężką operacją, na którą muszę pożyczyć od rodziny - mówiła. - Jestem osobą wierzącą, prawicową, nie złodziejką a poszkodowaną - przekonywała.

 

15.00 Zakończyło się przesłuchanie pani Motylińskiej i rozpoczęło przesłuchanie ostatniej strony – Sławomira Janiszewskiego.

Janiszewski również - podobnie jak Motylińska - rozpoczął od wygłoszenia swobodnego oświadczenia. Stanął na stanowisku, że to rolą miasta było ustalenie, czy pan Szenfeld żyje, czy nie. I powinno być to rozstrzygnięte jeszcze przed zwrotem - Mnie jako inwestora nie powinno to w ogóle obchodzić - stwierdził. Dopytywany dalej o pana Szenfelda powiedział: "Od początku to była wielka niewiadoma. Nikt nie wiedział, kiedy się urodził i gdzie, ile miał lat".

Znaczna część przesłuchania Janiszewskiego dotyczyła imion rodziców Mieczysława Szenfelda. Według relacji wcześniejszego świadka - Bartłomieja Kościuszki - przed notariuszem podał je właśnie Janiszewski. Ten z kolei zdecydowane temu zaprzeczył. Przekonywał, że "sprawa imion rodziców w ogóle go nie interesowała", "był od tego kurator i on powinien to ustalić".

Mecenas Przeciechowski (pełnomocnik miasta) chciał doprecyzować, kiedy Janiszewski poznał Magdalenę Motylińską. Ten odpowiedział, że było to w 2005 roku, przy okazji innej nieruchomości - przy Wołoskiej.

- A za ile kupił roszczenia do nieruchomości? - pytał dalej Przeciechowski. Janiszewski powiedział, że 5/8 roszczeń nabył za 187 tysięcy złotych.

- I tego samego dnia sprzedał pan pani Motylińskiej 5/16? - dociekał dalej pełnomocnik. - Miałem do tego prawo - odpowiedział Janiszewski. Pytany zaś o przyczyny takiego zachowania dodał, że "nie pamięta powodów biznesowych". Podkreślił jednak, że wraz z Motylińską chcieli wspólnie zainwestować w budynek na Pięknej 49.

Przeciechowski na koniec zwrócił też uwagę, że w 2013 roku Janiszewski dostał informację z urzędu o tym, że Mieczysław Szenfeld nie żyje - jako dowód pokazał pismo, w którym pojawił się ten fakt i które było adresowane właśnie do Janiszewskiego.

Pełnomocnik Janiszewskiego - mecenas Bieńkowski - pytał z kolei o decyzje Samorządowego Kolegium Odwoławczego w całym procesie reprywatyzacyjnym. Janiszewski odpowiedział, że SKO uchyliło decyzję zwrotową, a motywem był "nieżyjący kurator pana Szenfelda", nie zaś nieżyjący sam pan Szenfeld.

 

16.10 Zakończyło się przesłuchanie Sławomira Janiszewskiego. Pozostał ostatni punkt posiedzenia - oświadczenia końcowe stron.

Rozpoczęła pełnomocniczka Magdaleny Motylińskiej - mecenas Anna Grabowska-Sanecznik. Wskazała, że w całej sprawie najwięcej nieprawidłowości leży po stronie miasta stołecznego Warszawy. - Błędnie określono krąg spadkobierców. Miasto z łatwością powinno ustalić, że pan Mieczysław Szenfeld nie żyje. A kiedy do urzędu dotarły już takie informacje, powinno natychmiastowo zareagować - mówiła. Pełnomocniczka podkreślała też, że jej klientka - Magdalena Motylińska - działała "w zaufaniu do organów administracyjnych".

- Należy też podkreślić, że pani Motylińska jest pełnoprawną spadkobierczynią dawnych właścicieli nieruchomości przy Pięknej 49. Jej rodzina starała się o odzyskanie przez pół wieku - przekonywała Grabowska-Sanecznik i zapewniała, że jej klientka cały czas działała w dobrej wierze i to ona jest "najbardziej pokrzywdzoną w całej sprawie".

Pełnomocnik Janiszewskiego - mecenas Andrzej Bieńkowski zaproponował z kolei, by rozszerzyć postępowanie dowodowe przed wydaniem decyzji komisji weryfikacyjnej. Stwierdził, że w sprawie zaszły nowe okoliczności. - W dzisiejszym postępowaniu nacisk położono na to, co się stało już po wydaniu decyzji zwrotowej - zauważył i zaapelował o przesłuchanie urzędników ratusza, którzy byli zaangażowani w sam proces reprywatyzacyjny.

- Jest taka rzymska zasada, że nikt nie powinien ponosić korzyści z własnego bezprawia. Zaś nieprawidłowości i bezprawia w całym procesie reprywatyzacyjnym było bardzo wiele. Apeluję, by mieć to na uwadze - podsumował mecenas Bieńkowski.

Mecenas Zofia Gajewska (pełnomocniczka miasta) w swojej mowie końcowej zauważyła z kolei, że zarówno Magdalena Motylińska, jak i Sławomir Janiszewski "dostali informację, z których wynikało, że pan Szenfeld nie żyje". Podkreśliła też, że ratusz kilkakrotnie odmówił zwrotu nieruchomości przy Pięknej, ale decyzje te były unieważniane przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze.

- Jak uzupełnił mecenas Bartosz Przeciechowski, gdy na koniec (w 2016 roku) sprawa z Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego znów wraca do SKO, ten umarza sprawę i informuję o tym Bartłomieja Kościuszko, który od trzech lat nie pełnił już funkcji kuratora Szenfelda.

Przeciechowski zwrócił też uwagę, że cała sprawa zwrotu Pięknej 49 rzeczywiście ciągnęła się przez wiele lat i nikomu nie przyszło do głowy, by sprawdzić czy Szenfeld żyje. Jak dodał, jest to niedopatrzenie zarówno ze strony miasta, jak i SKO.

- W całej tej sprawie jest chociaż tyle dobrego, że urzędnicy Śródmieścia i burmistrza Bartelskiego spostrzegli nieprawidłowości. Dzięki czemu możliwe było złożenie zawiadomienia do prokuratury, które ciągle się toczy - powiedział mecenas. Jak stwierdził w podsumowaniu, decyzja o zwrocie powinna zostać unieważniona (bo wydano ją na osobę nieżyjącą), spadkobiercy prawdziwego pana Szenfelda powinni zostać odnalezieni, a cała sprawa rozpatrzona jeszcze raz.

16.37 Przewodniczący Jaki zakończył posiedzenie komisji w sprawie Pięknej 49.

 

Patryk Jaki o sprawie Pięknej mówił na wtorkowej konferencji:

Zdjęcie na stronie głównej: PAP

kw/r/b

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • nick

    zgłoś naruszenie odpowiedz 18.06.2018 02:02 ~nick

    Stonka, co wszystko jest w porządku, a komisja rzekomo działa nielegalnie? Jeśli tak uważasz, to wreszcie to wykaż.

  • Kurator

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 15:04 ~Kurator

    Mamy absurdalną sytuację, w której wydano decyzje na osobę nieżyjącą, reprezentowaną przez nieżyjącego kuratora.

  • Masakra

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 14:04 ~Masakra

    Roszczenia sprzedał nieżyjący od ponad 30 lat mężczyzna.

  • Kiliński

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 12:18 ~Kiliński

    wkurzony~wkurzony

    Czas już całkowicie zakończyć rządy Po w stolicy.
    Dla dobra warszawiaków !

    Dla dobra Warszawiaków czas juz zakonczyć korzystanie PISu ze złotodajnych grzęd. Chyba że chcecie mieć miasto w ruinie jak obiecywał PIS i obiecuje nadal. Wiem że Warszawiacy nie poddadzą się zawłaszczaniu miasta przez PIS.

  • wiceszef

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 12:07 ~wiceszef

    Timmermans powinien się zająć wymiarem sprawiedliwości w Warszawie, który dopuścił do złodziejskiej reprywatyzacji.

  • obywatel

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 11:07 ~obywatel

    Sąd w czerwcu 2015 roku uchylił decyzję SKO.

  • Piękna

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 08:48 ~Piękna

    Decyzja na zmarłą osobę, reprezentowaną przez zmarłego kuratora, nieruchomość odebrana przez podstawioną osobę.

  • szklany

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 07:40 ~szklany

    Miasto wiedziało, że beneficjent zmarł w 1974 roku. W 2013 roku dowiaduje się, że "ożył" i sprzedaje udziały.

  • wkurzony

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2018 06:38 ~wkurzony

    Czas już całkowicie zakończyć rządy Po w stolicy.
    Dla dobra warszawiaków !

  • Nruru

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.06.2018 22:55 ~Nruru




    To były mieszkania komunalne, więc 900 PLN za 46 metrów to i tak dużo.


    iza~iza

    a co tam fakty, czyjś interes jest ważniejszy
    sygam~sygam

    Jakie fakty? Ktoś je sprawdził lub nie sprawdził. Wykrycie oszustów to nie jest trudna sprawa. Ale to jest oddzielna kwestia od mieszkańców, którzy korzystali z cudzego mienia płacąc nierynkowe opłaty. Zwrócić nieruchomość prawowitym właścicielom lub skarbowi państwa, jeśli nie da się ustalić właściciela.
    waws~waws

    mawer~mawer

    A to wynajmij w centrum za taką kwotę jakiekolwiek mieszkanie o tej powierzchni. Komunalne to znaczy niczyje? To była czyjaś własność, którą miasto powinno utrzymywać w stanie niepogorszonym a to znaczy, że mieszkańcy powinni zrzucać się na odtworzenie wartości a nie tylko na administrację nieruchomością. 900 zł to dużo pieniędzy i nie każdego stać aby mieszkać w takim miejscu.

    Czynsz w lepszych lokazlizacjach to 50-150 zł za m2 bez opłat. Więc 900 zł czyli niecałe 20 zł za m2 to jest oddawanie czyjejś własności za bezcen.
    nick~nick

    No dobrze, czynsze były rzeczywiście niskie, tylko jak to się ma do oszustwa ze zwrotem kamienicy, które ewidentnie miało miejsce? Zakrzykiwanie tego sprawą wysokości czynszu jest trochę biedne.

    Nijak sie ma. Oszustow trzeba skazac. Ale to nie oznacza, ze byli mieszkancy moga dalej zerowac na czyjejs wlasnosci. Nawet jesli to miejska nieruchomosc.

    Ale trybun ludowy udaje, ze oddaje budynki mieszkancom. Niech tych ludzi u siebie zakwateruje za 1/3 czynszu i im doplaca.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

13 godzin po zgłoszeniu: drogowcy wymieniają studzienkę

13 godzin po zgłoszeniu: drogowcy wymieniają studzienkę

13 godzin potrzebowały miejskie służby, by zająć się na poważnie studzienką. Brak klapy sparaliżował rano aleję Prymasa Tysiąclecia. Potem były nieudane... WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »