Informacje

07.07.2015 11:52 Pomysł na szybkie wakacje

Z Warszawy nad morze rowerem.
400 km w 5 dni

SERWISY:


Pięć dni. Tyle potrzeba, żeby spokojnym tempem, bez pośpiechu i z pięknymi widokami dojechać rowerem z Warszawy do Tolkmicka nad Zalewem Wiślanym. W sumie pokonałyśmy niecałe 400 km - pisze na tvnmeteoactive.pl Katarzyna Karpa.

Życie to nie tylko bieganie! W wakacje, gdy odpoczywam od zawodów, zazwyczaj wybieram się na krótszy lub dłuższy wyjazd rowerowy. A może by wyruszyć spod domu i dojechać nad morze? Zrobiłyśmy to!

Pierwszy plan był taki, żeby wybrać się do Szwecji. Rok wcześniej już tam byłyśmy - ja i mama, tak zwykle podróżujemy - i dobrze wryły nam się w pamięć piękne okoliczności: noclegi w cudownych, dowolnie wybranych miejscach, małe domki, świetne drogi i ogólne poszanowanie rowerzystów. No, ale… nie udało się. Wybrałyśmy wariant oszczędny: wsiąść na rower już w Warszawie, dojechać nad morze wzdłuż Drogi Krajowej nr 7 i wrócić pociągiem "Słonecznym". Ale nie, nie dokładnie wzdłuż, z pędzącymi autami, tylko w pewnym oddaleniu od DK.

Dzień pierwszy: Warszawa – Joniec

Napisać, że zaczynamy bez pośpiechu, to nadużycie. Zupełnie nie możemy zebrać się z domu! Dzień wcześniej wróciliśmy z psami z tygodniowego wypadu w Beskid Niski. Trzeba przeprać rzeczy i zapakować sakwy. Nie mobilizuje fakt, że nic nas nie pogania – żaden pociąg ani samolot. Wyjść możemy o której tylko chcemy. I tak drzwi zatrzasnąć udaje się dopiero po 15. Do pokonania w planach jest 70 km. Start trasy zakładamy na końcowej stacji metra – Młocinach. Gdy wyruszamy z Ursynowa, zaczyna już grzmieć. Na Młocinach jest lepiej, ale czarne chmury straszą. Ruszamy jednak. Z cukru nie jesteśmy, a dodatkowe zabezpieczenie to peleryny rowerowe na deszcz, które mamy ze sobą.

Pierwsze kilometry z sakwami to zawsze czas na przyzwyczajenie się do dodatkowego pakunku na rowerze. Trochę się chwiejemy, trzeba mocniej trzymać kierownicę, wykonywać mniej gwałtowne ruchy. I pamiętać, że hamowanie jest trochę bardziej powolne, niż zwykle. Ja na bagażniku mam dwie zapakowane do pełna sakwy i spód od namiotu. Na kierownicy natomiast – dodatkową torbę z aparatami, kamerą i najbardziej potrzebnymi rzeczami.

Daleko nie ujeżdżamy. Po pokonaniu kilkunastu kilometrów, jeszcze w Puszczy Kampinoskiej kapitulujemy – zatrzymujemy się w niedużej knajpeczce i tam dopada nas deszcz. Dobra, przyznać trzeba, że po prostu dałyśmy się dopaść. Po godzinie czekania, zjedzeniu obiadu, deseru i wypiciu kawy, decydujemy się jednak zarzucić peleryny rowerowe i ruszyć w naszą drogę.

Pokonujemy brukowaną drogę przez Palmiry, aż docieramy do DK7 i dalej bocznymi drogami do mostu w stronę Nowego Dworu Mazowieckiego. Tam droga nie jest łatwa – jezdnia nie za bardzo jest w stanie pomieścić tiry i rowery, a i chodnik z kilometra na kilometr robi się coraz węższy. Pokonujemy jednak te trudności i wreszcie znajdujemy się na naszych wiejskich, lokalnych drogach! Tam dopada nas zachód słońca. Niesamowity! Zachód słońca za każdym razem jest niesamowity i za każdym razem zaskakuje, chociaż – jak podejrzewam – żyłoby się 100 lat i zachody oglądało codziennie.

Wkraczamy w małe wioski. Żadnego ruchu, prosta droga, ani się spostrzegamy, a robi się ciemno. Odpalamy lampki. Nieliczni kierowcy kulturalnie omijają nas szerokim łukiem. W końcu, po pokonaniu ponad 50 km docieramy do Jońca – niewielkiej miejscowości nad rzeką Wkrą.

Jest tam baza dla kajakarzy i pole namiotowe. W powietrzu czuć wyluzowaną atmosferę. Śmiechy dzieciaków, weseli dorośli, piękna rzeka… idealnie! Rozbijamy namiot i szybko zapadamy w sen… na chwilę. Okazuje się, że samochody na pobliskim drewnianym moście robią tyle hałasu, że zamiast spać w nocy bardziej czuwamy. W końcu nad ranem chwila ciszy. Śni mi się, że wprowadzili zakaz poruszania się aut po moście między godz. 4 a 7. – Przestały jeździć! – mówię niemal przez sen. – Taaaa, przestały – słyszę odpowiedź. I w tym momencie jakiś szalony kierowca szybko przejeżdża mostem, a ja czuję jakby jechał mi po głowie. „Turturutrruututuuurturtur”. W końcu, po wielu godzinach oczekiwania nastaje ranek.

O DALSZYCH PRZYGODACH CZYTAJ NA TVNMETEOACTIVE.PL

Katarzyna Karpa

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • kobitka

    zgłoś naruszenie odpowiedz 08.07.2015 12:35 ~kobitka

    Szacun dla Was za odwagę. Pozytywne zakręcenie.

  • QWERTY

    zgłoś naruszenie odpowiedz 08.07.2015 09:55 ~QWERTY

    misiek~misiek

    ...a ja z Olsztyna w Bieszczady w 4 dni.


    Palcem po mapie i też malo zawału nie dostałeś.

  • frediwawa

    zgłoś naruszenie odpowiedz 08.07.2015 01:11 ~frediwawa

    Campi~Campi

    Kiepsko. Znam osobiście osoby, które wyruszyły o 5 rano z Warszawy rowerami szosowymi i dotarły na 20 do Sopotu.

    piszesz o tych pozerach z laską w tle ?? 350km w 17 godzin to żaden wyczyn 17 godzin 600 robi się w 22-25 godziny i wcale nie wyolbrzymiam ale w internetach mistrze dla gimbazy

  • hejter33

    zgłoś naruszenie odpowiedz 08.07.2015 00:58 ~hejter33




    Campi~Campi

    Kiepsko. Znam osobiście osoby, które wyruszyły o 5 rano z Warszawy rowerami szosowymi i dotarły na 20 do Sopotu.
    rower~rower


    ja też
    Contador, Nibali, Valverde, Cavendish, Sagan i Kwiatkowski
    yet~yet


    dokładnie tak, wydaje mi się, że myślimy o tych samych osobach ;)
    start 5:00 Stadion Narodowy i 20:40 meta w Sopocie ;)
    karol~karol

    a gdzie przyjemnosc z jazdy?


    350km w tyle godzin żaden wyczyn :D od 5 do 20 ?? w szczególności na szosach

  • dde345

    zgłoś naruszenie odpowiedz 08.07.2015 00:52 ~dde345

    Z Warszawy przez Toruń i Malbork do Sopotu w 24 gdziny to nie problem a tu o 4 dnia mowa :D

  • Piter

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.07.2015 22:56 ~Piter

    Z zakopanego do Stockholmu w 7 dni. Pozdrawiamy roweremprzezpolske.com

  • misiek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.07.2015 22:13 ~misiek

    ...a ja z Olsztyna w Bieszczady w 4 dni.

  • wolf

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.07.2015 19:32 ~wolf

    Super inicjatywa. Ale to nie dla każdego podróż. Tak dmuchnąć co dzień 80 km przez 5 kolejnych dni to trzeba mieć kondychę. Nie polecam takiego wyczynu komuś, kto właśnie zakupił rower.
    Ale pani rowerzystka jak widać na filmie zdrowa, szczuplutka. To można jechać, fajna przygoda.

  • Pani z walizką

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.07.2015 18:49 ~Pani z walizką

    A ja znam kogos, kto w pierwszy weekend wakacji wyjechal z Krakowa rano i byl po poludniu nastepnego dnia nad morzem. Przejechal dokladnie 600 km w dwa dni.

  • Michal

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.07.2015 17:22 ~Michal

    Podróż za dwa uśmiechy. Gratuluję pomysłu i odwagi. A jechać można jeden, dwa i więcej dni. Gdzie się śpieszyć w tak ciekawych okolicznościach przyrody ?

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »