Informacje

20.03.2014 06:19 Zobacz niezwykłe zdjęcia

Warszawa na przestrzeni epok.
"Tworzymy historie w mieście duchów"

SERWISY:

Prywatka w pokoju z meblościanką, hipisi w barze mlecznym, czy piknik nad Wisłą - tak młodzi artyści wyobrażają sobie stolicę sprzed lat. Epoki Warszawy to 15 stylizowanych sesji fotograficznych, które pokazują życie miasta od 1688 do 1983 roku. Życie szczęśliwe - nie zobaczymy bowiem żadnych tragicznych momentów.

- Pragniemy odkurzyć kolory historii miejsc i ludzi. Wgryzamy się w odrębne światy, podziwiamy ich faktury. Inspiruje nas to, co było – piszą o sobie twórcy projektu Epoki Warszawy, który jest inicjatywą fotograficzno-kostiumową. Prezentuje styl życia oraz przemiany kulturowe Warszawy w formie zdjęć z 15 stylizowanych sesji.

"Nie rekonstruujemy epok"

- Podział wynika z historii mody. Pokazujemy punkty charakterystyczne dla danych lat. Jest to więc swoista podróż w czasie, spełnienie mojego marzenia z dzieciństwa. Ze względu na to, że realizowaliśmy projekt własnym sumptem, od narodzin do finalizacji minęły dwa lata – mówi Jacek Szycht, fotograf, autor zdjęć, współtwórca projektu.

I dodaje, ze w czasie wszystkich sesji w sumie powstało 18 tysięcy zdjęć.

Oprócz Jacka Szycht, autorami projektu są również Urszula Łęczycka i Martyna Jeziorska, które zajęły się kostiumami i charakteryzacją. Twórcy podkreślają, że inspiracją były kroniki filmowe, ryciny, stare fotografie. – Nie rekonstruujemy epok. Jesteśmy nimi zainspirowani. Tworzymy historie w tym, co wspólne - w mieście tysiąca duchów. Przywracamy Warszawie barwy wspomnień. Otwieramy szafy wypełnione ubraniami z dawnych epok, chcemy zachłysnąć się zapachem perfum, nacieszyć oczy stylem, a uszy napełnić muzyką, która przecież nadal gra – piszą o swoim projekcie.

- Planujemy zorganizować wystawę plenerową na placu Zamkowym. Mamy akceptację miasta, nadal szukamy sponsora wydruków. Dlatego wciąż nie ma pewności, że wystawa będzie, ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Chcemy, by zdjęcia zawisły na stelażach w kształcie prostopadłościanów, tak by mogły być podświetlane od środka – mówi Szycht i dodaje, że jeżeli uda się zorganizować wystawę, otwarta będzie 17 maja, w Noc Muzeów.

Pozostałe zdjęcia na stronie projektu: epokiwarszawy.pl

lata/roody

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • ASa

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.04.2014 12:59 ~ASa

    Czepianie się prawdy historycznej, komentatorzy zakichani. Nikt nie napisał, że zdjęcia dobre aż miło patrzeć.

  • Kompletna bzdura

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 19:25 Kompletna bzdura

    warszawska wola~warszawska wola

    Chociaż przez przypadek tutaj zajrzałem to jednak się wtrącę. Osoba podpisująca się " kompletna bzdura " wybrała cudowny nick..idealnie określasz to o czym piszesz. Kompletna bzdura. Jestem rocznik 1960 i z lubością wspominam tamte lata. By nie było ani partyjny, ani solidarnościowy. Zwyczajny Warszawiak co pamięta tamte czasy ( u babci czy cioci imienniny i uliczne targowisko na ulicy Leszno niedaleko Placu Opolskiego..


    Ja również jestem świadom tamtych czasów, i doskonale pamiętam widok np. pustych haków w sklepach mięsnych.
    Nie mówię że ludzie jedli sam chleb z ziemniakami, jednak wydatki na żywność było znacznie większym obciążeniem niż dzisiaj. A o kolejkach po to by kupić cokolwiek, to już nie wspominam.
    Btw, jeżeli ktoś nawiązuje do mojego przypadkowo wybranego nicku, to chyba jest intelektualnie na poziomie ucznia ostatnich klas szkoły podstawowej. To w najlepszym przypadku, zachodzi jeszcze obawa o zdrowie psychiczne. A tamte lata wspominasz z radością bo to twoje dzieciństwo, młodość, brak jakichkolwiek zmartwień i nieznajomość życia w innym, bardziej bogatym świecie.


  • Kompletna bzdura

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 18:24 Kompletna bzdura

    mir~mir

    Niektórzy mnie rozczulają z tą dostępnością jedzenia i towarów.... jak to rano mleko było pod drzwiami, a w sklepie cały asortyment jedzenia.

    Bułki jadłem raz na pół roku, bo żeby je dostać trzeba było być po 6 w sklepie, i po niecałej godzinie ich już nie było.
    Bułki sie pojawiły w sklepach, tak ze mozna je bylo kupic, dokladnie ok. 89-90 roku, wtedy zaczęły już permanentnie leżeć.

    Po głupią gazete Świat Młodych, trzeba było specjalnie wstać rano, w sobote, żeby ją kupić, bo było kilka sztuk na kiosk.
    A potem godzina w kolejce zeby kupic dwa chleby na weekend, albo wedrowka 2 kilosy do piekarni, i tam stanie godzine, ale była pewość że nie zabraknie w trakcie stania...
    Ludzie sobie opowiadali, do jakiego miasta trzeba jechac, zeby sobie np. kurtke kupic.

    I ta isntytucja ekspedientki, która podawała towar, ważyła, nie było samoobsługi (poza paroma sklepami w kraju. A wyboru nie było, jak paluszki to jeden rodzaj, lody tak samo, oranżada jedna, woda sodowa to samo, masło jedno i tak ze wszytskim... jeśli oczywiście było, bo sklepy były totalnie puściutkie, leżał tylko smalec i marmolada w wielkich blokach.


    z tymi sklepami samoobsługowymi tak rzadkimi jak białe kruki to się nie zgodzę. Supersam, Megasam, to pamiętam z większych. Także na swoim osiedlu, no góra dziesięć minut z buta, miałem na pewno cztery.

  • mir

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 16:10 ~mir

    Niektórzy mnie rozczulają z tą dostępnością jedzenia i towarów.... jak to rano mleko było pod drzwiami, a w sklepie cały asortyment jedzenia.

    Bułki jadłem raz na pół roku, bo żeby je dostać trzeba było być po 6 w sklepie, i po niecałej godzinie ich już nie było.
    Bułki sie pojawiły w sklepach, tak ze mozna je bylo kupic, dokladnie ok. 89-90 roku, wtedy zaczęły już permanentnie leżeć.

    Po głupią gazete Świat Młodych, trzeba było specjalnie wstać rano, w sobote, żeby ją kupić, bo było kilka sztuk na kiosk.
    A potem godzina w kolejce zeby kupic dwa chleby na weekend, albo wedrowka 2 kilosy do piekarni, i tam stanie godzine, ale była pewość że nie zabraknie w trakcie stania...
    Ludzie sobie opowiadali, do jakiego miasta trzeba jechac, zeby sobie np. kurtke kupic.

    I ta isntytucja ekspedientki, która podawała towar, ważyła, nie było samoobsługi (poza paroma sklepami w kraju. A wyboru nie było, jak paluszki to jeden rodzaj, lody tak samo, oranżada jedna, woda sodowa to samo, masło jedno i tak ze wszytskim... jeśli oczywiście było, bo sklepy były totalnie puściutkie, leżał tylko smalec i marmolada w wielkich blokach.

  • warszawska wola

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 15:34 ~warszawska wola

    Chociaż przez przypadek tutaj zajrzałem to jednak się wtrącę. Osoba podpisująca się " kompletna bzdura " wybrała cudowny nick..idealnie określasz to o czym piszesz. Kompletna bzdura. Jestem rocznik 1960 i z lubością wspominam tamte lata. By nie było ani partyjny, ani solidarnościowy. Zwyczajny Warszawiak co pamięta tamte czasy ( u babci czy cioci imienniny i uliczne targowisko na ulicy Leszno niedaleko Placu Opolskiego..

  • Kompletna bzdura

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 13:17 Kompletna bzdura


    Kompletna bzduraKompletna bzdura

    @gga

    Uderz w stół a nożyce same się odezwą. O SB to tylko ty wspominasz, podczas gdy nomenklatura to znacznie szersze pojęcie, wygooglaj sobie jeżeli nie masz pojęcia o czym mówię.

    Nie chce mi się polemizować, powiem w skrócie, samochód jadący po świniaka i uginające się stoły to zjawisko raczej rzadkie w PRL, przeciętna rodzina nie mogła sobie na to pozwolić.


    gga~gga

    znałam co najmniej 5 takich rodzin, ktore jezdzily po cielaka na wies i na pewno nie byli to sbecy, aparatczycy, prędzej prywatna inicjatywa, ale wiekszosc to tzw. pracownicy umysłowi, technicy itp. Poza tym gadanie, ze na przyjeciach za komuny jadło sie kaszankę to proszę mi kitu nie wciskac - gospodynie wtedy umiały ugotowac suto i smacznie, nawet na stypach po pogrzebach było wystawnie.


    Ty znałaś pięć rodzin które jeździły po świniaki, ja znałem wielokrotnie więcej które nie jeździły.
    Prędzej prywatna inicjatywa, no już lepiej, a teraz dopowiedz sobie na pytanie jaką część społeczeństwa stanowiła ta inicjatywa i jak bardzo nie była reprezentatywna dla poziomu dochodó1) w naszym kraju.
    A jeżeli chodzi o temat kitu w kaszance, to byłbym wdzięczny o wskazania w którym miejscu o tym mówię.



  • gga

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 09:24 ~gga

    Kompletna bzduraKompletna bzdura

    @gga

    Uderz w stół a nożyce same się odezwą. O SB to tylko ty wspominasz, podczas gdy nomenklatura to znacznie szersze pojęcie, wygooglaj sobie jeżeli nie masz pojęcia o czym mówię.

    Nie chce mi się polemizować, powiem w skrócie, samochód jadący po świniaka i uginające się stoły to zjawisko raczej rzadkie w PRL, przeciętna rodzina nie mogła sobie na to pozwolić.



    znałam co najmniej 5 takich rodzin, ktore jezdzily po cielaka na wies i na pewno nie byli to sbecy, aparatczycy, prędzej prywatna inicjatywa, ale wiekszosc to tzw. pracownicy umysłowi, technicy itp. Poza tym gadanie, ze na przyjeciach za komuny jadło sie kaszankę to proszę mi kitu nie wciskac - gospodynie wtedy umiały ugotowac suto i smacznie, nawet na stypach po pogrzebach było wystawnie.

  • koral

    zgłoś naruszenie odpowiedz 21.03.2014 08:40 ~koral

    gga~gga

    jako dziecko pamietam przyjecia moich rodziców, z lat 60tych, 70 i 80tych. Rodzina i znajomi siedzieli godzinami przy suto zastawionym stole, piekna porcelana z Chodziezy, cały barek alkoholi, koniaki stoją chyba jeszcze do tej pory, wódki. Sledziki, wędliny, sałatki warzywne, normalny obiad, kilka ciast. Chyba ze wstydu normalna gospodyni by sie spaliła, gdyby na stól dała parówki czy kaszankę....to chyba na wsi gdzies, albo w melinie. Pamietam tez wysokie tapiry, mama chodzila do fryzjera co tydzień, rano w poniedziałek, przed pracą. Sklep spozywcze byly otwarte od 6, kupowało sie swieze bulki. Mleko pod drzwiami. Co jakis czas ojciec pojechal maluchem na wies i przywozil pol cielaka. Chyba nawet w stanie wojennym. Takze to wciskanie biedy na zdjeciach to pic. W dodatku przed wojną moja babcia nie wychodzila na miasto bez rękawiczek i kapelusza. Nawet podczas okupacji.


    resortowe dziecie(?) Poszukaj dobrze a na pewno znajdziesz legitymacje partyjna rodzicow. Mama w solidarnosci? Agenci byli wszedzie. Moj ojciec tez wozil mieso od chlopa ze wsi. Tylko, ze jak jechal to sral po gaciach, zeby go nie zatrzymali bo dostalby wpierdziel albo kulke w tyl glowy.

  • Kompletna bzdura

    zgłoś naruszenie odpowiedz 20.03.2014 20:38 Kompletna bzdura

    @gga

    Uderz w stół a nożyce same się odezwą. O SB to tylko ty wspominasz, podczas gdy nomenklatura to znacznie szersze pojęcie, wygooglaj sobie jeżeli nie masz pojęcia o czym mówię.

    Nie chce mi się polemizować, powiem w skrócie, samochód jadący po świniaka i uginające się stoły to zjawisko raczej rzadkie w PRL, przeciętna rodzina nie mogła sobie na to pozwolić.

  • gga

    zgłoś naruszenie odpowiedz 20.03.2014 19:22 ~gga


    gga~gga

    jako dziecko pamietam przyjecia moich rodziców, z lat 60tych, 70 i 80tych. Rodzina i znajomi siedzieli godzinami przy suto zastawionym stole, piekna porcelana z Chodziezy, cały barek alkoholi, koniaki stoją chyba jeszcze do tej pory, wódki. Sledziki, wędliny, sałatki warzywne, normalny obiad, kilka ciast. Chyba ze wstydu normalna gospodyni by sie spaliła, gdyby na stól dała parówki czy kaszankę....to chyba na wsi gdzies, albo w melinie. Pamietam tez wysokie tapiry, mama chodzila do fryzjera co tydzień, rano w poniedziałek, przed pracą. Sklep spozywcze byly otwarte od 6, kupowało sie swieze bulki. Mleko pod drzwiami. Co jakis czas ojciec pojechal maluchem na wies i przywozil pol cielaka. Chyba nawet w stanie wojennym. Takze to wciskanie biedy na zdjeciach to pic. W dodatku przed wojną moja babcia nie wychodzila na miasto bez rękawiczek i kapelusza. Nawet podczas okupacji.
    Kompletna bzduraKompletna bzdura


    "jako dziecko pamiętam ...."

    dziecko, ty pamiętasz jak żyła ówczesna komunistyczna nomenklatura, a nie jak żył przeciętny mieszkaniec tego kraju.


    wiedzialam, ze zaraz ktos zacznie o sb itp. Moi rodzice to ojciec - nauczyciel, ktory dochrapał sie stanowiska dyrektora w liceum dla pracujących, mama pracowała w biurze, od początku nawet zapisala sie do Solidarnosci. Ja urodzilam sie na poczatk lat 60tych, lata 80te pamietam juz jako studentka. Sama kupowalam mieso na kartki i nie bylo z tym problemów. Byla kolejka zaraz po dostawie, ale nieraz krotsza niz dzisiejsze kolejki do kasy w Carrefourze. Rodziny na wsi nie mielismy, tylko jezdzilo sie do chlopa i od niego kupowało cielaka.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »