Informacje

29.06.2010 08:30 Warszawiacy z Wietnamu

Vac sa va poznaje Wietnam od kuchni

SERWISY:

Część wraca do kraju z dużymi pieniędzmi i zakłada tam swoje firmy. Wielu jednak zostaje. Bo nawet nie ma do czego wracać. W Warszawie rodzi się już trzecie pokolenie wietnamskich emigrantów. W życiu tej społeczności zaczyna się nowa epoka, którą najprościej określić dwoma słowami - „po stadionie".

Nie ma już plastikowych sztućców, jest normalna zastawa. Jest tłum modnie ubranych warszawiaków. Za oknem śródmiejski deptak. Chmielna.

Jeszcze kilka lat temu większość artykułów o warszawskich Wietnamczykach zaczynała się gdzieś w okolicach ronda Waszyngtona, albo przy Zielenieckiej. Teraz właściwszym miejscem okazuje się restauracja otwarta właśnie przy jednej z najdroższych ulic w stolicy. - Wchodzimy w mainstream – śmieje się Van Pham, z którą odwiedziłyśmy ten lokal.

 

PRZYSTANEK I: CHŁODNA

Van po raz pierwszy spotkałam w klubokawiarni na Chłodnej, podczas dyskusji poświęconej wietnamskim mieszkańcom stolicy. W Warszawie jest od dziecka, ale nie mówi o sobie "warszawianka".

- Nie wiem, jak inni, ale ja mówię: Wietnamka z Warszawy - wyjaśnia z dumą.

- Mimo, że mieszkasz tu dłużej niż wielu warszawskich przyjezdnych? - dopytuję.

- Tak - uśmiecha się.

Van jest socjolożką, pisuje dla Centrum Studiów Polska-Azja, a na co dzień pracuje w Wólce Kosowskiej. W rodzinnym interesie - jak większość przybyszów z Azji. Tylko nieliczni najmują się w polskich firmach.

- W Warszawie żyje około 40 tysięcy Wietnamczyków. Dokładna liczba nie jest znana. Wśród nich są osoby nielegalnie tu przebywające - tłumaczy Van.

Przez te dwadzieścia lat pobytu Van w Polsce wiele się jednak zmieniło. W Warszawie mieszka już tak zwane pokolenie półtora - które przyjechało tu w dzieciństwie, a także drugie pokolenie - urodzone już w Warszawie.

- Pierwsza fala emigracji wietnamskiej to pokolenie moich rodziców - przyjeżdżali tu na studia. Wynajmowali mieszkania na Pradze, w pobliżu dawnego Jarmarku Europa.

Pracowali tam, obok niewykształconych, właśnie inżynierowie z dyplomami Politechniki – opowiada Van.

Dziś, kiedy stadion odchodzi do historii, część osób przeniosła swój interes do Wólki Kosowskiej. Co za tym idzie - przeprowadzają się na Ochotę.

Bary z wietnamską kuchnią szturmują z kolei centrum - Chmielna, Widok - tam można spróbować teraz prawdziwych azjatyckich smaków. Słynny jest też trójpoziomowy bar na placu Zbawiciela. Dla Polaków jest inne menu, dla Wietnamczyków inne. Tam też organizują swoje imprezy - spotkania rodzinne, wesela.

Warszawa to po wietnamsku Vac sa va. I ta nazwa jest w Wietnamie kojarzona - tak mówi Van. Czy dobrze? Raczej tak - pytani o incydenty rasistowskie, Wietnamczycy kręcą głową: to się raczej nie zdarza. Więcej mogą powiedzieć o polskich urzędach. Dlaczego? Ich pracownicy niechętnie udzielają informacji, rozmawiają tylko w języku polskim. Strach przed urzędami jest tak duży, że - jak dowiedziałam się na Chłodnej - wykształciła się nawet grupa przewodników, którzy zarabiają na załatwianiu za innych formalności. - Dużo sobie liczą za te usługi... - przyznają goście spotkania na Chłodnej.

II PRZYSTANEK: STADION

Gdzie odnaleźć warszawski Wietnam? W poszukiwaniu azjatyckich klimatów nie da się ominąć okolic powstającego Stadionu Narodowego. To ostatni dzwonek, żeby odwiedzić to miejsce i oczywiście znajdujące się tam bary z prawdziwą wietnamską kuchnią. Od 30 czerwca do końca wakacji budy będą znikać.

Do prowizorycznych jadłodajni, gdzie smakołyki są podawane na plastykowej zastawie, na początku przychodzili tylko handlarze. - Ostatnio bary stały się modnym miejscem spotkań Wietnamczyków - opowiada Van Pham.

Ale nie tylko Wietnamczyków - w weekendy można tam spotkać rodziny z dziećmi, modnie ubranych bywalców warszawskich klubów. Moja przyjaciółka przestała tam chodzić w zeszłe lato, gdy zaczęły pojawiać się gwiazdy w strojach dresowych. - Że niby tak prosto z łóżka - śmiała się.

Teraz jeden z barów ma już nawet profil na Facebooku...

Siadamy przy drewnianych stołach przed barem. A tam prawdziwa mieszanka kultur. Wietnamczycy, Polacy, Kolumbijczyk... - razem zajadamy się prawdziwą wietnamską kuchnią (żadnym tam kurczakiem w pięciu smakach).

To znajomi Nama, poznanego również na Chłodnej. Nam trochę studiował, trochę pracował - m.in. przy festiwalu filmowym Kino w Pięciu Smakach, wszędzie go pełno. Ma dar zjednywania sobie ludzi. Jak mówi, dla nich jest warszawiakiem, dla nieznajomych jest Wietnamczykiem. - Często dziwią się, że w ogóle mówię po polsku - kwituje.

- Będę tu, dopóki Wałęsa nie odda moich obiecanych 100 milionów. Polacy już tej obietnicy nie pamiętają, ale ja tak - żartuje.

Jego polska koleżanka, Dorota, zamawia już drugą porcję Bun Cha - to pożywne danie, wołowina z sosem i makaronem. Planuje napisać książkę o azjatyckiej kuchni. - Znajomi przekonali mnie, żebym spróbowała psa. Jadę do Korei - opowiada.

Jak mówi Van, Wietnam najlepiej jest pokazywać Polakom od kuchni. - Bo kuchnia wietnamska jest jedną z najlepszych na świecie – zarzeka się. Zaraziła wszystkich swoich znajomych modą na zupę Pho. To wietnamski bulion ze świeżymi ziołami - wietnamską kolendrą, szczypiorkiem, i kurczakiem. W Wietnamie większość osób je Pho na śniadanie, ale nadaje się też na obiad czy kolację. Van przyznaje jednak, że czasem w domu gotuje polskie jedzenie.

- Bigos?
- Nie, bigos może nie! - śmieje się.

Podglądamy od kuchni, jak powstaje wietnamskie jedzenie. Dzięki Van, bo pracownicy nie mówią po polsku, możemy się dogadać. Buchający ogień - to normalne, w ten sposób rozgrzewa się tu patelnię - i pojemniki ze świeżymi ziołami. Uwaga! W barach nie znajdziemy menu. - Ale każdy sam wie, co zamawiać - tłumaczy Van.

Na ścianach wiszą kolorowe plakaty. To reklamy wietnamskich imprez, bo za polskimi nie przepadają. Organizują własne - w domach, wynajmują dla siebie kluby, sale domów kultury, a czasem Kongresową. Wietnamczycy chętnie sprowadzają do Polski rodzime gwiazdy.

Okazją do spotkań są także wesela - te w życiu Wietnamczyków są szczególnie ważne. W ich kulturze nie ma ślubów. Młodzi najpierw podpisują akt ślubu w urzędzie. Nie oznacza on dla nich, że są parą małżeńską. Stają się nią dopiero podczas wesela, na którym podejmują swoje rodziny i przyjaciół.

III PRZYSTANEK: ŚWIĄTYNIA

Z okolic Stadionu idziemy dużą już grupą do kolejnego miejsca, które powstający właśnie Stadion Narodowy wchłonął: do świątynii buddyjskiej - pagody. Przy wejściu napis: Thien Viet - Niebiosa Wietnamu. Zaraz obok na sznurku suszy się pranie.

To miejsce kultu, założone przez wietnamskiego biznesmena na wzór pagody w Ha Noi, stolicy Wietnamu, szybko przechodzi do historii. Miasto nie przedłuży Wietnamczykom umowy, bo na tym terenie ma powstać otoczenie Stadionu Narodowego. Widać, że świątynia szykuje się do przeprowadzki - sadzawka w centrum pagody dawno nieczyszczona. W środku ani jednego wiernego. Przy figurkach wietnamskich bóstw wypalone kadzidła, podarte lampiony.

Ale ktoś jeszcze o to miejsce dba - przy posążkach układa świeże owoce i słodycze. - Chcemy zostać tu jak najdłużej, ale już szukamy gruntu - mówi opiekunka świątyni, która na imię ma tak samo jak nasza przewodniczka - Van, ale po polsku mówi słabo.

Na szybach świątynnej sali są nawet ogłoszenia i wykaz darczyńców nowej świątyni - firmy, osoby prywatne, wietnamska telewizja. - Chcielibyśmy też mieć na miejscu mnicha, bo teraz zapraszamy z zagranicy - tłumaczy. - Ostatnio jeden przyjechał z Niemiec. Polacy też przychodzą tu się modlić - dodaje.

Van przyjęła nas herbatą i święconymi owocami - na szczęście.

- Jestem absolwentką Politechniki - mówi nieśmiało. - Ale dawno, już zapomniałam - śmieje się. Studiowała w latach 70-tych. Kończyła poligrafię, ale w zawodzie pracowała krótko. Później życie potoczyło się w innym kierunku. Handlowała na stadionie. - Nie było dla mnie pracy, ale dużo było wtedy magistrów inżynierów na stadionie - tłumaczy. Teraz ma stoisko w Wólce Kosowskiej.

Jak mówi nam później Van Pham, Wietnamczycy z reguły nie są religijni. Praktykujący buddyzm czy katolicyzm to mniejszość. - Naszą „religią" jest za to kult przodków. W domach stoją ołtarzyki z ich zdjęciami, niektóre plastikowe i kolorowe, takie trochę tandetne - śmieje się Van. 1 i 15 dnia miesiąca, według kalendarza księżycowego, palą na nich kadzidła.

IV PRZYSTANEK: CHMIELNA

Na zakończenie naszej krótkiej wyprawy do warszawskiej Azji wracamy do nowego baru wietnamskiego przy Chmielnej. W tej prestiżowej lokalizacji otworzyła swoją filię jedna ze słynnych stadionowych budek - Pho Toan. Jeszcze klika lat temu... kto by pomyślał?

Siadamy, żeby odpocząć po kliku godzinach spacerowania. Wczesne popołudnie, a ruch jak w jednym z popularnych fast foodów. Pewnie dużo przypadkowych gości? - A skądże - opowiada Dorota Nguyen, siostrzenica właściciela obu barów. - Klienci znają się na wietnamskiej kuchni i to bardzo dobrze. Przychodzą Polacy, Koreańczycy, goście z ambasad, także sami Wietnamczycy.

Każdy docenia smak mrożonej wietnamskiej kawy i zielonej herbaty. To tutaj najpopularniejsze napoje.

Na ulicy Widok powstał kolejny wietnamski bar. Przenosiny do centrum planuje także Nam Saigon.

- Społeczność wietnamska wchodzi w mainstream - powtarza Van. - Spowszedniało chodzenie o 4 rano na Pho na stadion. Teraz może je znaleźć też na głównych deptakach - dodaje.

"TO NASZ DOM"

Za Żelazną Bramą, gdzie mieszkam, ostatnio coraz więcej jest mieszkańców z Wietnamu. W zabytkowej hali Gwardii zainstalował się popularny sklep z azjatyckimi produktami. Kolejny nieopodal - na Grzybowskiej. Mniejsze można znaleźć w budkach na stadionowym targowisku. Chętnie zaopatrują się tam warszawiacy, bo oprócz produktów typowo wietnamskich można w nich kupić m.in. składniki do suszi - i to taniej niż w polskich sklepach. Wietnamskie owoce mają ciekawe nazwy - dragon fruit, star fruit.

- Warszawa to dla nas druga ojczyzna, a nie tylko tymczasowy przystanek. Tu mamy swoje domy, mieszkania wykupowane - opowiadała Van na Chłodnej. Niektórzy nieźle dorobili się na handlu, jeżdżą drogimi samochodami. Część wysyła dzieci na studia za granicę - To nowość - tłumaczy Van. Podobnie jak to, że ostatnio część z nich wraca do Wietnamu, gdzie próbują swoich sił w biznesie.

- Te zmiany w społeczności stołecznych Wietnamczyków są bardzo ciekawe. W jakim kierunku pójdą? - zastanawia się.

Milena Zawiślińska

Balan - Polska
Vac sa va - Warszawa
Pho - zupa wietnamska, podstawowe danie w prawdziwych wietnamskich barach - to bulion ze świeżymi ziołami i kurczakiem
Bun Cha - danie obiadowe: mięso z sosem i makaronem

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Polka

    zgłoś naruszenie odpowiedz 20.06.2013 18:13 ~Polka

    Rzeczywiście kuchnia wietnamska należy do jednej z najlepszych na świecie (moim zdaniem). Jednak ludzie w Wietnamie, którzy ją serwują, należą zdecydowanie do najgorszych i najmniej przyjaznych drugiemu człowiekowi. I co z tego, że Polakom w Polsce serwują dobre dania, jak we własnym kraju nie potrafią się godnie zachowywać. Co do jedzenia psów... Wydawać by się mogło, że są to psy ze specjalnych hodowli, niczym kury w Polsce, jednak nic bardziej mylnego. Nie znają tam czegoś takiego, jak prawa zwierząt, za nic mają ochronę żółwi, które również serwują na talerzach. Wiem, że nie można generalizować, że nie wszyscy tacy sami...ale...Dosyć długi czas spędzony w Wietnamie sprawił, że niechęć do nich samych, niezależnie od miejsca przebywania, pozostanie we mnie na zawsze. Niestety. Żeby chociaż raz jakikolwiek Wietnamczyk chciał pomóc bezinteresownie...

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »