Informacje

25.12.2010 07:48 Były "śledzik" i drogie prezenty

Tak świętowała przedwojenna Warszawa

SERWISY:

 


Już w latach 30. niektóre dzieci znajdowały pod choinką kino domowe. Technologiczne gadżety zawsze były modnym i pożądanym podarunkiem gwiazdkowym. O prezentach, a także zakupach, akcjach charytatywnych i firmowym "śledziku" w przedwojennej Warszawie rozmawialiśmy z varsavianistą Jarosławem Zielińskim.


Piotr Bakalarski: W okresie przedświątecznym na przedwojennych reklamach prasowych królowały gramofony, radia, książki i aparaty. Choć technologia się zmieniła, bo zastąpiły je odtwarzacze mp4, audiobooki i cyfrówki, to charakter tych przedmiotów jest podobny, prawda?

Jarosław Zieliński: Jest coś na rzeczy. Cechą wspólną ówczesnych i obecnych reklam jest lansowanie nowoczesnych technologii. Wiele z nich nie jest kojarzonych z tamtymi czasami, a gdy spojrzeć np. na odkurzacz Electrolux, to wygląda dosyć współcześnie. Znajomo brzmią też nazwy niektórych firm – Philips, Nestle Wedel, Blikle czy wspomniany Electrolux. Zasadniczą różnicą jest mniejsza nachalność tamtych reklam, a także znacznie wyższy poziom graficzny.

Z czego to wynikało?

Przeciętny poziom odbiorcy był znacznie wyższy, ponieważ większość ludzi o niewyrobionych gustach nie było czytelnikami prasy. Ci, którzy prasę czytali, doceniali wyrafinowaną formę haseł i jakość użytej grafiki.

Ku mojemu zaskoczeniu reklamowano też produkty finansowe np. książeczki oszczędnościowe PKO.

Rzeczywiście w czasach kryzysu w początku lat 30. więcej reklam zachęcało do zakupów, podkreślając oszczędność wydatków. Ale kiedy w 1936 i 1937 roku zapanowała wspaniała koniunktura gospodarcza i można było popuścić pasa, warszawiaków przekonywano, że mogą sobie pozwolić na luksus i europejską nowoczesność.

I tak, za kamerę filmową Kodaka trzeba było zapłacić niebagatelną sumę 300 zł. To była podwójna urzędnicza pensja, a urzędnicy przed wojną zarabiali dobrze. Ceny były wygórowane, jednak dużą grupę ludzi w Warszawie na takie rzeczy było stać.

A ci biedniejsi też obdarowywali się prezentami?

Tak, ponieważ jest to związane z chrześcijańską tradycją Bożego Narodzenia. Oczywiście były to podarki na miarę możliwości. Dzieci miały po kilka najprostszych zabawek, dlatego każda nowa bardzo cieszyła.

Bracia Jabłkowscy prowadzili jedyny dom handlowy z prawdziwego zdarzenia w stolicy. To u nich kupowało się prezenty?

Niekoniecznie. Dom Braci Jabłkowskich był faktycznie jedynym budynkiem w całości przeznaczonym dla handlu, natomiast większość tego typu firm, zajmowała po prostu część kamienicy. Dom Mody Bogusław Herse zajmował dolne kondygnacje kamienicy na rogu Marszałkowskiej i Kredytowej. To nie wielkość czyniła go najlepszym, a jakoś towarów i szerokość oferty.

W odróżnieniu do Lwowa czy Wrocławia, Warszawa miała gigantyczną liczbę eleganckich sklepów o małym metrażu. Wystarczyło przejść się Krakowskim Przedmieściem, Nowym Światem czy Marszałkowską. A jeśli ktoś chciał trochę zaoszczędzić, szedł do żydowskiej dzielnicy. Na Nalewkach czy placu Krasińskich i kupował to samo znacznie taniej.

Po bardziej prozaiczne produkty spożywcze trzeba było iść na bazar?

Były dwie metody zaopatrzenia. Oszczędniejsze gospodynie wysyłały służbę lub same szły na bazary np. na plac Żelaznej Bramy. Inni korzystali z konfekcjonowanej żywności podawanej w najlepszy możliwy sposób. Taką można było kupić w wędliniarniach albo sklepach kolonialnych braci Hirschfeld czy braci Pakulskich. Były one odpowiednikiem późniejszych delikatesów, choć stały na znacznie wyższym poziomie.

Czy na wigilijnych stołach pojawiały się typowo warszawskie specjały?

Kuchnia warszawska była eklektyczna, międzynarodowa z dużą domieszką smaków francuskich. Królowały dania tradycyjne – karp w galarecie, kapusta, barszcz czy paszteciki. Czasem zdarzały się też zupa grzybowa i kutia.

Dylematów na pewno nie przysparzał wybór choinki – sztucznych nie było.

Wszyscy kupowali naturalne, a jeśli nie było ich stać, to chociaż stroiki. Już wtedy istniał zwyczaj ubierania choinek na ulicy: jedna stała w rejonie hotelu Polonia w Alejach Jerozolimskich, druga przed domem towarowym Jabłkowskich.

A były szopki, do których zjeżdżała się cała Warszawa?

Nie znam miejsc, które wyróżniałyby się jakimiś szczególnymi szopkami. W tamtych czasach ludzie byli przywiązani do swoich parafii. Należy również pamiętać, że nie byli tak mobilni, jak dziś.

Okres przedświąteczny obfituje dziś w różne akcje charytatywne. Czy w przedwojennej Warszawie pomagano potrzebującym?

Istniało sporo organizacji filantropijnych. Szczególnie duże zasługi położyło Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności. Było aktywne przez cały rok, a w czasie świat organizowało większe uroczystości wigilijne - karmiło i obdarowywało prezentami. Problem ludzi głodnych i bezdomnych podnosiły zarówno organizacje katolickie, jak i świeckie, związane z kołami lewicy.

Organizowano koncerty i bale dobroczynne, ale wszystkie te akcje były znacznie bardziej wyciszone i dyskretne, niż dzisiejsze. Połączenie ich z show zostałoby uznane za niesmaczne i niegodne.

Dziś w firmach i urzędach pewnym standardem jest wigilijne spotkanie, zwane "śledzikiem", a wtedy?

Po prostu dzielono się opłatkiem i miało to zdecydowanie skromniejszą formę. W urzędach miejskich i państwowych panowały wyższe standardy obyczajowe. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktoś na takim spotkaniu się upił.

Generalnie ludzie przed świętami zachowywali się w sposób świąteczny - prawili sobie uprzejmości, zakupy odbywały się w uroczystym nastroju, nikt się nie spieszył.

Wczoraj byłem w centrum handlowym. Obrazek tłumu wściekłych na siebie i potrącających się w kolejkach ludzi, daje mi pewność, że to o czym rozmawiamy nigdy się nie powtórzy. To bajka o żelaznym wilku.

Rozmawiał Piotr Bakalarski

ZOBACZ PRZEDWOJENNE REKLAMY NA WYSTAWIE ARCHIWUM PAŃSTWOWEGO MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY

 

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Wawa od pokoleń

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.12.2010 19:44 ~Wawa od pokoleń

    pisze się że cała Warszawa wyjechała, a ja mieszkam w nowym bloku od kilku lat na Zoliborzu i co roku na święta wyjeżdża z bloku ok 15-20%_(120mieszkań) osób więc nie jest tak źle.]
    Dodam że u moich rodziców na Bielanach wyjeżdza może ok 5%.

  • Varsovia

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.12.2010 17:43 ~Varsovia

    do ch..jak nie potrafisz zrozumieć mojego tekstu to się nie wypowiadaj, jak zrozumiesz co napisałem wtedy podyskutujemy. Piszesz o czymś zupełnie innym niż ja wspomniałem.

  • ch

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.12.2010 09:54 ~ch

    @Varsovia i do innych podobnych głupców:
    Nie wiesz jak było przed wojną, a jednak wydajesz opinię. Ja myślę, że jest dosyć podobnie. Zarówno wtedy jak i teraz jedzie się tam za lepszym życiem. Nazywanie dzisiejszej imigracji per wieśniactwem świadczy tylko o Twoich kompleksach. No bo jak masz się czuć jako warszawiak z 5 pokolenia przyjmijmy przy warszawiaku z 10 pokolenia. Można tak w nieskończoność. Jakbyś spojrzał na statystyki to pewnie byś się zdziwił, że do Warszawy ściągają w dużej mierze (zwrot ten oznacza: powyżej średniej krajowej) ludzie wykształceni, młodzi. Nawet jeśli nie są oni z dużych miast to co?
    Za to ja wróciłem do Warszawy na parę lat do pracy. Pracowałem z różnymi ludźmi i różnych znajomych mam w Warszawie i Twoje obserwacje są całkowicie nieuprawnione. Najgorszymi ludźmi byli tacy, którzy o wszystko mieli pretensje, uważający że im się należy, tak jak Ty.

    Sam mam korzenie warszawskie sięgające XVI wieku. Po powstaniu warszawskich moich dziadków wypędzono w stronę Wrocławia, z którego już nie wrócili. Czy to że wróciłem do Warszawy do pracy oznacza, że miałem prawo czuć się warszawiakiem, czy jeszcze wieśniakiem? Powiedz mi Panie Prawdziwy Warszawiaku.

  • jaboniety

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.12.2010 09:44 ~jaboniety

    Budujcie więcej wieżowców w centrum, to będzie luźniej. Trzeba zaorać wszystko powyżej szóstego piętra, to się zrobi od razu lepiej. W takim Budapeszcie - tylko niska zabudowa, ruch rozkłada się po całym mieście, to nikt nie pcha się do centrum i nie ma korków.

  • wensz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.12.2010 01:36 ~wensz

    Ogarnijcie się! Poziom komentarzy już naprawdę sięgnął dna. DLACZEGO MAM SIĘ CZUĆ IMIGRANTEM WE WŁASNYM KRAJU? Co to za myślenie? Zastanówcie się trochę zanim klikniecie 'dodaj komentarz'!

  • Varsovia

    zgłoś naruszenie odpowiedz 25.12.2010 22:16 ~Varsovia

    Przed wojną przyjazd do Warszawy do była głównie nobilitacja, szanowało się Warszawę a teraz traktuje się jak miejsce pracy, nie szanując jej. Warszawa zawsze byłą miastem otwartym dla przyjezdnych i nie wstydziłą się tego ale teraz przyjezdni nie szanują stolicy a my rodowici Warszawiacy z dziada pradziada czujemy się dyskryminowani w naszym mieście.
    Kiedyś architektura była piękna a teraz przybłedy budują szkaradztwa:(

    A teraz byle z wioski przyjeżdza i się nazywa Warszawiakiem, wstydząc się skąd pochodzi ...co za ludzie?!

  • marta2

    zgłoś naruszenie odpowiedz 25.12.2010 15:04 ~marta2

    Pamiętam filmy przedwojenne- tam panienki z dworków {czyli jak to określacie wieśniary} były przedstawiane jak osoby b. dobre i szlachetne w przeciwieństwie do nieco zblazowanego, warszawskiego towarzystwa. W jednym z tych filmów moja kuzynka gra "tę złą" ,ale sprawiedliwości staje się zadość- facet odchodzi do dobrej , patriotycznej ,szlachetnej "wieśniary":}

  • B.

    zgłoś naruszenie odpowiedz 25.12.2010 14:45 ~B.

    To smutne, że przed wojną pewnie mielibyście problem z przeczytaniem tego artykułu ze zrozumieniem bo "Przeciętny poziom odbiorcy był znacznie wyższy, ponieważ większość ludzi o niewyrobionych gustach nie było czytelnikami prasy" a dziś uzurpujecie sobie prawo do definiowania kto jest warszawiakiem a kto wieśniakiem. Społeczeństwo się zmieniło, zmieniła się Warszawa, zmienili się Polacy. A to co czytam pod każdym artykułem nie świadczy o waszej wspaniałości "prawdziwi warszawiacy" a o zwyczajnej ksenofobii i kompleksach. Pomyślcie przez chwilę czy wasz dziadek i babcia z Żoliborza/Woli/Mokotowa/Śródmieścia byłby z was dumny, że opluwacie drugiego człowieka zasłaniając się kablami od internetu. Przed wojną Warszawa też miała przyjezdnych z tą różnicą, że wtedy człowiek był człowiekiem a albo warszawiakiem albo wieśniakiem. Dla mnie sednem tego artykułu jest to, że koszmarnie obniżyły się standardy estetyczne współczesnego społeczeństwa a nie, że wzrósł napływ do stolicy.

  • massmarone

    zgłoś naruszenie odpowiedz 25.12.2010 14:42 ~massmarone

    Bo kmioty ziamie swoje i ary wyprzedaly i na miastowych sie kreowac beda, precz. Przodkowie mojej rodziny, ktorzy od conajmniej 1850roku w Warszawie mieszkali w grobach sie przewracaja, Warszawa, Warszawa, wspaniale miasto, napchalo sie wiesniakow i w Warszawie ciasno! Tu dobrze opisana jest inteligencja i kultura Warszawska, gdyby nie wojna, w ktorej zginelo tylu rodowitych warszawiakow, a potem ten zalew kmiotow to dalej by to miasto cechowalo sie wysoka kultura, a nie buractwem nawiezionym ze wsi.

  • uhyt

    zgłoś naruszenie odpowiedz 25.12.2010 13:59 ~uhyt

    Buuu

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »