Informacje

04.09.2019 20:05 25 lat więzienia dla Waldemara O.

Skonstruował bombę termos.
Zabił swojego wspólnika. Wyrok

SERWISY:

W jednym markecie kupił rurki, złączniki i śrubki, w innym - fajerwerki. Na bazar zaszedł po przełącznik i przewody. Skonstruował prowizoryczną bombę. Włożył ją w termos i podłożył przed drzwi wspólnika, z którym był w konflikcie. Mężczyzna zmarł w wyniku ran odniesionych po wybuchu, a Waldemar O. stanął przed sądem. W środę zapadł prawomocny wyrok w tej sprawie.

Waldemar O. wyrok w sądzie pierwszej instancji usłyszał w maju 2018 roku. Sąd uznał wtedy, że jest winny "zabójstwa z użyciem materiałów wybuchowych" Krzysztofa M. i skazał go na 25 lat więzienia.

Obrona złożyła apelację. Jej zdaniem oskarżony zabił mężczyznę, bo ten znęcał się nad nim i jego rodziną. Adwokaci wnieśli o sporządzenie dodatkowej opinii psychiatrycznej, ale sąd był zdania, że przeprowadzone badania są rzetelne i kompletne.

W środę sąd odwoławczy podtrzymał wyrok pierwszej instancji.

Wspólnicy

Mężczyźni prowadzili na Bródnie wspólne interesy. Krzysztof – drobny, ale znany w dzielnicy przedsiębiorca - zatrudnił Waldemara, kolegę z dzieciństwa, w firmie zajmującej się montażem światłowodów. Rodzina oskarżonego od początku kręciła nosem na ten pomysł. - Krzysztof jest arogancki, chamski, agresywny - mówili i odwodzili Waldemara od tego pomysłu.

Ten jednak obstawał przy swoim. - Znam go od dzieciństwa, doskonale sobie z nim poradzę - stwierdził.

Waldemar był w firmie "złotą rączką". Odpowiadał za sprawy techniczne. Krzysztof zajmował się finansami. Na początku wszystko szło dobrze, ale później mężczyźni zaczęli się kłócić.

- Krzysztof M. długotrwale i permanentnie znęcał się nam moim klientem, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Bił go, wyzywał. Groził jemu i jego rodzinie. Mój klient nie znajdował żadnego realnego wyjścia z tej koszmarnej sytuacji, jaką zgotował mu swoim zachowaniem pokrzywdzony – przekonywała w ostatnim słowie Wiktoria Domaradzka, adwokatka O., która domagała się zmniejszenia kary dla swojego klienta.

Świadkowie zeznawali wcześniej, że chodziło głównie o pieniądze. Twierdzili, że Waldemar miał problem z płatnościami w terminie, a Krzysztof był bardzo dokładny, wręcz pedantyczny. Jeden ze świadków przez sądem relacjonował kłótnię: - Pokrzywdzony mówił: oddaj te pieniądze, bo ludziom trzeba zapłacić.

- Motyw finansowy przewija się w zeznaniach wszystkich świadków, którzy mają jakąkolwiek wiedzę na temat relacji, jakie łączyły wspólników – wskazała w uzasadnieniu wyroku sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak.

Bomba

W październiku 2016 roku O. nie wytrzymał. W marketach kupił trochę śrubek, złączek, wkrętek. Przy użyciu materiałów z fajerwerków stworzył prowizoryczną bombę. Przez kilka dni przechowywał ją w piwnicy. Wieczorem 14 października zostawił ładunek na wycieraczce przed mieszkaniem swojego wspólnika. Wcześniej podpatrzył kod do domofonu. Wiedział, że chwilę po godzinie 19 Krzysztof wyjdzie z mieszkania, żeby zamknąć zlokalizowany niedaleko kiosk, który prowadził.

Ładunek wybuchł w rękach Krzysztofa. Godzinę później mężczyzna zmarł. W chwili eksplozji obok stał jego znajomy. Został ranny, ale w szoku, z zakrwawioną głową, poszedł do domu. Dopiero kolejnego dnia zgłosił się na policję. Z bloku ewakuowano blisko sto osób.

- Użyty materiał, klatka schodowa, blok mieszkalny, oskarżony nie wiedział, kiedy dojdzie do detonacji. Podejmując decyzję o podłożeniu ładunku, miał świadomość, że ofiarami mogły być inne osoby – zwracał uwagę prokurator Rafał Jaroch, który był przeciwny zmniejszeniu kary dla bombera.

- Relacja między oskarżonym a pokrzywdzonym miała charakter toksyczny, ale Waldemar O. działał z premedytacją, z dużą bezwzględnością. Miał świadomość, że rozwiązując swoje prywatne problemy, może sprowadzić krzywdę wielu osób. Tak naprawdę, może to zabrzmi brutalnie, ale oskarżony miał szczęście, że dokonał zabójstwa jednej osoby, bo mógł zabić więcej osób – przekonywał prokurator Jaroch.

Krata

Krzysztof M. był wcześniej notowany. Policjanci myśleli, że za skonstruowaniem bomby stoi osoba, której był winny pieniądze. O. też był w gronie podejrzewanych, ale miał dobre alibi: kamera monitorująca jego mieszkanie nie zarejestrowała, aby tego dnia wychodził z budynku.

Jak się później ustalili śledczy, mężczyzna wyszedł z mieszkania przez okno w piwnicy, gdzie wcześniej wypiłował kratę. Tak samo wrócił. Później się przebrał i wyszedł z psem na spacer, gdzie dowiedział się, że jego wspólnik już nie żyje.

- Według sądu odwoławczego sąd pierwszej instancji należycie wziął pod uwagę relacje, jakie łączyły wspólników. Ale nie zmienia to faktu, że oskarżony działał z premedytacją. Przygotował się skrupulatnie - opisywała sędzia.

 

Próba samobójcza

Według obrony O. nie mógł już znieść koszmaru, jaki zgotował mu wspólnik. Widział dwa wyjścia z trudnej sytuacji: albo odebrać życie sobie, albo wspólnikowi. Na policję – zdaniem adwokatów – pójść nie mógł, bo sąsiedzi by mu tego nie wybaczyli. – Na Pradze i Bródnie panują inne zasady – mówili zgodnie obrońcy.

– W pierwszej chwili mój klient postanowił popełnić samobójstwo. Czy tak zachowuje się osoba, która widzi szanse porozumienia się z innym człowiekiem? - pytała w mowie końcowej Wiktoria Domaradzka. I sama sobie odpowiadała: - Tak zachowuje się osoba zastraszona.

Ale próba samobójcza się nie udała. Waldemara O. uratowała siostra. – Z tym, że ta sytuacja nie zrobiła żadnego wrażenia. Krzysztof nadal się znęcał nad moim klientem i jego rodziną – opisywała Domaradzka. – Powiedział, że jeżeli mój klient pójdzie na policje, to on lub "ktoś z jego ludzi" zajmą się nim lub jego rodziną – dodała mecenas.

- Nie jest tak, jak próbował przekonać obrońca oskarżonego w swoim wystąpieniu końcowym, jakoby na Pradze zawiadomienie organów ścigania o nękaniu było nie do przyjęcia. Na Pradze obowiązuje ten sam Kodeks karny, tam nie żyją dzicy ludzie. Sąd orzeka również w sprawach, które mają swoją akcję po stronie praskiej, one toczą się na tych samych zasadach. Powoływanie się na tego typu argumenty jest krzywdzące dla osób, które mieszkają po tamtej stronie Wisły – odniosła się do tych słów sędzia.

Małżeństwo

Sąd nie dał wiary, że do zabójstwa pchnął Waldemara O. stan psychiczny wywołany przez Krzysztofa M.

- Biegli jasno wskazywali, że stan nerwicowy utrzymywał się u oskarżonego wcześniej, a przyczyną była sytuacja małżeńska. Oskarżony 5 listopada 2015 roku (czyli jeszcze przed nawiązaniem współpracy z poszkodowanym - red.) zgłosił się do przychodni w Markach po pomoc psychiatryczną. Już wówczas oskarżony zgłaszał, że dwa razy chciał targnąć się na swoje życie, bo nie układało mu się w małżeństwie. Biegli wskazali na to, że oskarżony od początku chciał przedstawić siebie jak pokrzywdzonego. A pokrzywdzonym był Krzysztof M., który stracił życie. Sam oskarżony mówi: gdybym to zgłosił, musiałbym się przenieść do innego miasta. To zdaniem Sądu Apelacyjnego odzwierciedla hierarchię wartości, jakie prezentował oskarżony i nadanie priorytetów własnej wygodzie przed ludzkim życiem – argumentowała sędzia Ewa-Leszczyńska-Furtak.

Ponadto sędzia wskazywała, że biegli wielokrotnie podkreślali brak wpływu relacji z szefem na stan psychiczny oskarżonego. - Opinia nie budzi żadnych wątpliwości sądu apelacyjnego i sądu pierwszej instancji – stwierdziła.

Skrucha?

Oskarżony w ostatnim słowie chciał przeprosić córkę pokrzywdzonego, kobiety jednak nie było na sali. A i sąd nie dał wiary, że skrucha Waldemara O. jest szczera.

- Owszem, oskarżony przyznał się do czynu. Ale sąd zauważa, że choć skrucha pojawiła się i zmaterializowała się poprzez przeprosiny córki oskarżonego, to bezpośrednio po zabójstwie Waldemar O. w kontakcie z nią interesował się wyłącznie sprawami spółki. Natomiast w swoich wyjaśnieniach o ofierze wyraził się "to bydlę". Jeśli takie słowo padło z ust zabójcy, to trudno tej skrusze nadawać szczególny wymiar – zauważyła sędzia.

- To nieważne, czy ktoś był dobrym, czy złym człowiekiem. Kiedy już nie żyje, nie ma szansy się poprawić, a dopóki żyje, ma prawo jeszcze jakieś dobro świadczyć. W tym wypadku tak się nie stało, bo oskarżony przyjął inną drogę – podsumowała.

Wyrok jest prawomocny.

Klaudia Ziółkowska

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • bffbfgb

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 14:38 ~bffbfgb

    jordanek~jordanek

    Waldemarowi zabrano pieniądze,samochód i straszono porwaniem córki więc ciekawe jakby się zachowali ludzie co by to przechodzili?
    Zabity był znany z odzyskiwania długów itp więc coś tutaj nie halo.


    Był znany pewnie też wymiarowi sprawiedliwości. Widać wymiar sprawiedliwości też go znał i lubił wiec teraz się mści na tym kto tego chwasta wyrwał.
    Choć fakt, mógł wyrwać go subtelniej nie narażając innych. Tylko jak to zrobić jak to był niebezpieczny typ a i pewnie policja by go broniła.

  • żaba

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 14:20 ~żaba

    A gdzie ten Wardemal bedzie bezpieczniejszy: w więzieniu czy na Pradze? Pytam, bo już nic z tego nie kumam.

  • gnida

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 13:16 ~gnida

    bolok~bolok

    Wizy do Ameryki my mamy na miejscu Ameryke kazdy kupuje co chce,prochy,pistolety to codziennosc,milionerzy,gangsterzy czego chciec wiecej.

    No i czego wiecej tu bomba,nastepny napad na taksowkarza,mamy u siebie Ameryke

  • jordanek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 12:24 ~jordanek

    Waldemarowi zabrano pieniądze,samochód i straszono porwaniem córki więc ciekawe jakby się zachowali ludzie co by to przechodzili?
    Zabity był znany z odzyskiwania długów itp więc coś tutaj nie halo.

  • uczciwa

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 11:38 ~uczciwa

    Tekla~Tekla

    Zapraszam "dobra"do hotelku.I na żarcie.Jak by posiedział to by głupstw nie opowiadał.

    Och.. czyżby Twój kochany Sebastianek z Pragi kiblował? Oj biedactwo, że też musieli go złapać.

  • kioto

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 10:55 ~kioto

    "Dług"
    Sędzia chyba rzeczywiście oderwany od rzeczywistości.

  • bolok

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 10:54 ~bolok

    Wizy do Ameryki my mamy na miejscu Ameryke kazdy kupuje co chce,prochy,pistolety to codziennosc,milionerzy,gangsterzy czego chciec wiecej.

  • hubert

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 09:33 ~hubert

    dobra~dobra

    Dzis pierdelek to hotel lepiej jak w szpitalach zarcie TV telefony luksus.dwa to gdzie reszta spraw wyludzen,zlodzieji czy innych przekretow,juz pozamiatane zapomniane.


    To jest nieprawda.

  • Tekla

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 09:16 ~Tekla

    Zapraszam "dobra"do hotelku.I na żarcie.Jak by posiedział to by głupstw nie opowiadał.

  • bemowo

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.09.2019 08:50 ~bemowo

    Praska patologia.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »