Informacje

11.06.2019 17:52 Przy ulicy Koński Jar

Seria pożarów w blokach na Ursynowie.
"To ktoś z osiedla, kto zna kody"

SERWISY:

Gdy ktoś krzyknął "pomocy!", Grażyna pomyślała, że to libacja. Ale po chwili usłyszała: "Ludzie, co z wami? Uciekajcie". To był pożar. W ciągu miesiąca w trzech sąsiadujących ze sobą blokach paliło się trzykrotnie. We wtorek policja zatrzymała podejrzewanego o podłożenie ognia. Mieszkał na tym samym osiedlu.

W klatce przy Końskim Jarze 10 wciąż jeszcze śmierdzi spalenizną. Ściany czarne, na podłodze potłuczone szkło, winda nie działa. Ludzie lawirują między leżącymi na podłodze elementami oświetlenia i resztkami mebli.

Drzwi na pierwszym piętrze nadają się już tylko na śmietnik. Klamki się stopiły, kontakty wiszą bezwładnie.

W ostatni poniedziałek 10 czerwca, dwie godziny po północy, na pierwszym piętrze zaczęły palić się meble ustawione tuż przy wejściu do jednego z lokali.

-  Gdyby nie stalowe drzwi, ogień na pewno wdarłby się do mieszkania. Ta kobieta by zginęła - mówi nam mężczyzna, który reperuje spalone rury.

 

Ludzie wychodzili balkonami

Teresa: - Usłyszałam trzask. Jakby ktoś butelki rozbijał. Coś zaczęło śmierdzieć. Wybiegłam na zewnątrz, zobaczyłam dym unoszący się z bloku. Choć do pożaru doszło w sąsiedniej klatce, u nas też było ogromne zadymienie. Nie mogłam już wrócić do mieszkania, strażacy mnie nie wpuścili, a przecież mąż i syn zostali w domu.

Grażyna: - Obudziłam się, bo ktoś krzyknął "pomocy!". Myślałam, że to jakaś libacja, ale nagle usłyszałam: "Ludzie! Co z wami? Uciekajcie!".

Kiedy wyjrzała na zewnątrz, okna sąsiadów były już pootwierane. Ludzie wychodzili przez balkony na dwór. Ktoś podawał sobie dziecko z jednego na drugie piętro.

- Przecież on mógł nas pozabijać! - mówi nam Janina.

- Skąd pani wie, że to było podpalenie? - pytam.

- Szafy same się nie podpalają - odpowiada kobieta. - Przecież to nie pierwszy przypadek, kiedy na naszym osiedlu płoną meble zostawione na klatkach schodowych - wyjaśnia.

To nie był pierwszy pożar przy Końskim Jarze.

"Uratowała nas córeczka"

Po raz pierwszy paliło się 15 maja w bloku pod numerem 2.

Ogień pojawił się na siódmym piętrze. Spłonął pozostawiony tuż przy drzwiach wózek. Dziś ściana jest już otynkowana. Po pożarze zostało tylko trochę śladów: kilka spalonych płytek na podłodze i nadpalone drzwi.

- Nie skończyło się tragedią dzięki mojej siedmiotygodniowej Agatce. To ona nas uratowała - mówi Agnieszka, właścicielka mieszkania, do którego wdzierał się ogień.

Kobieta wstała, żeby nakarmić córkę, bo ta płakała. Było po pierwszej w nocy. Wtedy poczuła dziwny zapach i odgłos, jakby z ogniska. W przedpokoju było już czarno od dymu.

- Kiedy wyjrzałam przez wizjer zobaczyłam ogień. Obudziłam męża - opisuje. Oprzytomniał błyskawicznie.

Co chwilę otwierał drzwi i polewał wodą płonący na klatce wózek. Agnieszka zadzwoniła pod 112. Córki  zamknęła w pokoju. W progu położyła mokre ręczniki, żeby nie dostał się do nich dym.

Agnieszka: - Strasznie się baliśmy. Bo jak uciec z dziećmi z siódmego piętra?

Po kilku minutach na miejscu byli już strażacy, pogotowie, policja. Ogień został ugaszony.

- Dogasiliśmy wózek, przewietrzyliśmy korytarz, nikt nie potrzebował pomocy medycznej - mówi Wojciech Kapczyński z warszawskiej straży pożarnej.

 

Spalony wózek i dziecięcy rowerek

Dwa tygodnie później, 1 czerwca, w bloku obok, przy Końskim Jarze 4, doszło do kolejnego pożaru.

Ogień pojawił się na parterze. Znów spalił się wózek, a oprócz niego dziecięcy rowerek.

Jacek: - Około godziny 6 sąsiad obudził nas krzykiem. Choć ogień pojawił się na parterze, u nas, na drugim piętrze się dymiło. Moi rodzice mieszkają piętro niżej, zbiegłem do nich.

Im schodził niżej, tym czuł większe ciepło. - Rodzice czuli się dobrze. Chwyciłem za wiadro z wodą i pobiegłem gasić pożar - opowiada.

Na dole byli już sąsiedzi z klatki obok. Kiedy zobaczyli ogień, przynieśli gaśnicę samochodową. Gdy na miejsce przyjechali strażacy, płomieni już nie było.

Nikomu nic się nie stało.

Jacek: - W bloku panowało ogólne przerażenie. Na pierwszy rzut oka było widać, że doszło do podpalenia. Przy ścianie, gdzie oparte były rower i wózek, nie było instalacji elektrycznych. Paliło się na końcu korytarza, przecież tam nikt nie chodzi.

Zatrzymany 18-latek

- Składamy się na ochronę, a przecież i monitoring mamy. Dlaczego ten podpalacz nie został jeszcze zatrzymany? - rozkłada ręce Anna.

- Przecież ewidentnie widać, że to ktoś z osiedla, kto zna kody. Do wszystkich pożarów doszło nocą, nikt by mu nie otworzył. Dlaczego on jeszcze nie został zatrzymany? - wtóruje jej Tomasz.

Policja zapewnia, że pracowała nad sprawą już od pierwszego pożaru.

Gdy Tomasz i Anna pytali w rozmowie z nami, kiedy podpalacz zostanie zatrzymany, nie wiedzieli, że podejrzany o podpalenia jest już w rękach policji.

- Zatrzymaliśmy w sprawie 18-letniego mężczyznę - poinformował nas Robert Koniuszy, rzecznik mokotowskiej policji. Zaznaczył, że mężczyzna nie usłyszał jeszcze zarzutów. Policjanci gromadzą w sprawie materiał dowodowy.

W zależności od tego, co ustalą śledczy, młody mężczyzna może usłyszeć dwa zarzuty: zniszczenia cudzej rzeczy lub sprowadzenia zdarzenia, które zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach.

Jak ustaliliśmy, mężczyzna mieszkał na osiedlu. Został zatrzymany w pobliskim parku.

 

Klaudia Ziółkowska

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • kim_jest_grażyna

    zgłoś naruszenie odpowiedz 14.06.2019 15:46 ~kim_jest_grażyna

    Polecam więcej rupieci trzymać na klatkach schodowych to na pewnie zagrożenie pożarowe zmaleje.

    P.S.
    Jaka kurna Grażyna? ;)

  • sdaf

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 14:45 ~sdaf

    i nadal budownictwo nie przewiduje klatek ewakuacyjnych czyli dwóch wejść do mieszkań. Choc w wielu krajach to podstawa!!!!

  • Ppoz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 13:29 ~Ppoz

    Moze nazwanie tego kodem serwisowym to za duzo. Lecz istnie cos takiego jak kod uniwersalny. Unifonem mozna zakodwac indywidualny kod z mieszkania. Po wpisaniu na dole dzwoni raz. A i owszem listonosz kurier czy sprzataczka ma kod uniwersalny dzialajacy we wszystkich blokach z jedenej centralki (zamkniete osiedle z np 9 blokami). Co do otwierania silą to nie uwierze ze kilku komorowy profil alu sie ugina, moze byc luz na ryglu i puszcza. Przy dobrze ustawionym zamku i elektromagnesie predzej klamke urwie niz otworzy

  • vil

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 12:34 ~vil

    Edek~Edek

    Znający kody to żaden trop.. Można wykorzystać uniwersalne kody dla poczty lub kurierów..


    Ludzie, jakie kody uniwersalne ?! Najbardziej uniwersalnym kodem jest odpowiedź "listonosz". Lokatorzy bezmyślnie otwierają drzwi klatki bez weryfikowania


  • irghihgioooghi

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 11:58 ~irghihgioooghi


    pracuś~pracuś

    zdecydowanie nie popieram podpalania cudzych rzeczy i stwarzania niebezpieczeństwa dla życia ludzkiego ale... w tym wypadku wystarczyło by nie pozostawianie mebli na korytarzu. Zastanawiam się czy właściciele spalonych rzeczy zostali ukarani mandatami za zagradzanie drogi pożarowej?
    qperNIK~qperNIK

    Wózek dziecięcy na końcu ślepego zaułka korytarza to nie zagradzanie drogi przeciwpożarowej. Rzeczywiście przechowywanie mebli to nie jest dobry zwyczaj ale z tymi rowerkami czy wózkami, to już popadacie w paranoję. Gumowe wycieraczki pod drzwiami stanowią podobne zagrożenie jak dziecięcy rowerek.


    Bzdura. Rowerek zagraża, wózek też. Bardzo często okna na końcu korytarzu są drogami ewakuacyjnymi (straż może podstawić tam drabinę lub podnośnik koszowy) a nie zakątkiem na śmieci "rodzinki". U mnie na osiedlu szybko wyleczyli ludzi z zostawiania tam gratów. Przyjechała straż, wlepiła mandaty i poinformowała, że w przyszłym tygodniu przyjedzie sprawdzić, a spółdzielnia usunie "śmieci" na koszt właściciela lokalu. Poskutkowało, spółdzielnia usunęła chyba tylko dwa rowery i jakąś szafkę na kilkaset mieszkań.

  • wawa

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 10:57 ~wawa

    Metod drastyczna, ale po co ludzie trzymają meble na korytarzach? Zwłaszcza że narusza to nota bene przepisy p-poż.

  • qperNIK

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 10:56 ~qperNIK

    pracuś~pracuś

    zdecydowanie nie popieram podpalania cudzych rzeczy i stwarzania niebezpieczeństwa dla życia ludzkiego ale... w tym wypadku wystarczyło by nie pozostawianie mebli na korytarzu. Zastanawiam się czy właściciele spalonych rzeczy zostali ukarani mandatami za zagradzanie drogi pożarowej?

    Wózek dziecięcy na końcu ślepego zaułka korytarza to nie zagradzanie drogi przeciwpożarowej. Rzeczywiście przechowywanie mebli to nie jest dobry zwyczaj ale z tymi rowerkami czy wózkami, to już popadacie w paranoję. Gumowe wycieraczki pod drzwiami stanowią podobne zagrożenie jak dziecięcy rowerek.

  • minipudzianek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 09:19 ~minipudzianek

    miejscowy~miejscowy

    Komuś w końcu puściły nerwy, że niektórzy mieszkańcy bezkarnie robią sobie z klatek schodowych prywatne graciarnie.
    W razie pożaru, JEDYNA droga ewakuacyjna dla WSZYSTKICH mieszkańców stanie się przez to śmiertelną pułapką!

    Trudno usprawiedliwić celowe podpalenia, jednak jest to jakaś demonstracja tego, do czego może doprowadzić arogancja NIEKTÓRYCH mieszkańców, zawłaszczających wspólną przestrzeń bez oglądania się na komfort i bezpieczeństwo pozostałych.

    Przypominam, że na Ursynowie KAŻDE mieszkanie posiada własną komórkę lokatorską, a na KAŻDEJ klatce schodowej jest duże, wydzielone i zamykane na klucz pomieszczenie na wózki.

    Podobnie jest zresztą z wystawianiem na klatkę schodową śmierdzących butów i worków ze śmieciami.

    Chamstwo, arogancja, nieliczenie się z nikim i niczym, doprowadza do tego, że co mniej zrównoważeni obywatele zaczynają próbować na własną rękę i w drastyczny sposób egzekwować ustalone zasady współżycia. A wystarczyłoby, żeby powołane do tego organy państwowe, samorządowe i spółdzielcze wywiązywały się ze swoich obowiązków.


    100% racji.

  • Ola

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 07:59 ~Ola

    Robert~Robert

    Ja mam wózek inwalidzki i rower, i chociaż ciasno jest w mieszkaniu, to nie zagracam korytarza. Od kilku miesięcy nie mogę się doprosić zarządcy budynku by oczyścił korytarze z gratów. Bagatelizują sobie sprawę.


    U nas zadziałało przesłanie mailem do Zarządcy tego typu artykułów z pytaniem czy wezmą na siebie w razie czego odpowiedzialność skoro nie potrafią egzekwować przestrzegania przepisów ppoż. Tydzień później klatki schodowe były czyste.

  • asd

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2019 07:57 ~asd

    Robert~Robert

    Ja mam wózek inwalidzki i rower, i chociaż ciasno jest w mieszkaniu, to nie zagracam korytarza. Od kilku miesięcy nie mogę się doprosić zarządcy budynku by oczyścił korytarze z gratów. Bagatelizują sobie sprawę.

    Mam sąsiada, który pod mieszkaniem zagraca cały korytarz - 2 wózki dziecięce, 2 rowerki dziecięce, i jakieś hulajnogi i zabawki. Brzmi jak żart - ale nic z tych rzeczy. To nie jest poważne, ani trochę.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »