Informacje

05.06.2018 18:41 PROCES PIOTRA T.

Pornopliki ściągały się do 8.13.
Siedem minut później weszła policja

SERWISY:


Przed północnopraskim sądem rozpoczął się we wtorek proces znanego doradcy do spraw wizerunku oskarżonego o posiadanie dziecięcej i zwierzęcej pornografii. Jego obrońcy zapowiadają walkę o uniewinnienie.

Skutego kajdankami Piotra T. do sądu doprowadziła policja. Znany ekspert do spraw wizerunku, w przeszłości doradca wielu polityków, wciąż pozostaje w areszcie.

Pierwsza część procesu, taką decyzję na wniosek obrony podjął sąd, toczyła się zamkniętymi drzwiami. - Zależy nam na tym, żeby przebieg rozprawy dotarł do opinii publicznej, ale zachodzi w tej sprawie kolizja wartości - mówiła na początku rozprawy mec. Beata Czechowicz, jedna z trojga obrońców. Tłumaczyła, że fragmenty wyjaśnień Piotra T. dotyczą nie tylko spraw prywatnych, ale wręcz intymnych. I nie tylko samego oskarżonego, ale też osób mu bliskich.

Wtórował jej drugi z obrońców, mec. Bogumił Zygmont. Podkreślał, że nie da się tak zorganizować rozprawy, by co kilkanaście minut wyłączać jawność albo ją przywracać.

Oskarżony nie przyznaje się

Prokurator też chciał jawnej rozprawy, ale jedynie w tych fragmentach, w których nie będą uczestniczyć biegli. Sąd uznał więc, że publiczność, w tym dziennikarze, będą mogli wrócić na salę rozpraw po zakończeniu przesłuchania oskarżonego, bo biegli - seksuolodzy, psychiatrzy i psycholog - mieli przysłuchiwać się jego wyjaśnieniom i zadawać pytania. Ostatecznie jednak tak się nie stało, bo jedna z ekspertek nie mogła we wtorek stawić się w sądzie.

Sędzia Magdalena Garstka-Gliwa zdecydowała więc, żeby przesłuchać oskarżonego bez ich udziału. Zanim to jednak nastąpiło, prokurator Adam Borkowski odczytał zarzuty z aktu oskarżenia.

Przesłuchanie trwało trzy godziny. Nie wiemy, co powiedział T. Pewne jest jedynie, że nie przyznał się do zarzutów.

Jego adwokaci zapowiadają walkę o uniewinnienie. Uważają, że zarzuty przedstawione przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga są niesłuszne. A ta oskarża Piotra T. o łącznie osiem przestępstw, wszystkie dotyczą pornografii dziecięcej i z udziałem zwierząt: posiadania, ale też "posiadania w celu rozpowszechniania" tysięcy zdjęć i filmów wideo.

Kryptonim RINA

Policja weszła do domu T. dwa i pół roku temu. Stało się to, jak informowali później śledczy, w ramach operacji o kryptonimie RINA. Jeszcze w październiku 2014 roku niemiecki oddział Interpolu, który w obowiązkach ma m.in., monitorowanie serwerów z zakazaną pornografią, przekazała polskim służbom listę adresów IP, z których miano się łączyć z serwerami zawierającymi dziecięcą pornografię. Jeden z tych adresów należał właśnie do Piotra T.

Jednak do domu znanego doradcy policjanci zapukali dopiero osiem miesięcy później. 25 czerwca 2015 roku przyjechali pod jego dom około 6 rano. Z wejściem do środka czekali do około 8.20. Zarekwirowali komputer, twarde dyski, pendrive'y i inne nośniki. Piotra T. jednak nie zatrzymali.

Jak się później okazało, siedem minut przed ich wejściem zakończyło się ściąganie na komputer T. kilkudziesięciu gigabajtów plików z dziecięcą pornografią. Pobieranie tego materiału trwało przez niemal osiem godzin. Zaczęło się 18 minut po północy, zakończyło o 8.13 rano.

"Elektroniczne ślady"

Dziś już wiadomo, że to jedyne pliki fizycznie znalezione w komputerze. Pozostałe tysiące zdjęć i filmów, o które prokuratura oskarża T., to jedynie "elektroniczne ślady" po pedofilskich plikach. Z opinii biegłego wynika, że na zabezpieczonych przez prokuraturę nośnikach znajdowały się w przeszłości zakazane treści, ale wiedza o tym, że tak było, nie jest dostępna dla laików. Innymi słowy trzeba być informatykiem, żeby takie ślady odnaleźć.

Pierwszą opinię biegłego prokuratura otrzymała jeszcze we wrześniu 2015 roku, czyli trzy miesiące po przeszukaniu w domu Piotra T. Kolejną - w lutym 2016, potem specjalista sporządzał dla prokuratury kolejne ekspertyzy. Jednak zarzuty podejrzanemu przedstawiono dopiero w październiku 2017 roku, czyli dwa lata i cztery miesiące po wybuchu afery.

Dlaczego tak późno? Prokurator Adam Borkowski w rozmowie z tvnwarszawa.pl tłumaczy, że śledztwo przez pewien czas było zawieszone, bo nie było możliwości przesłuchania istotnych świadków.

Utarczka słowna czy pobicie

Oskarżony uważa, że padł ofiarą spisku. Podczas przesłuchania wskazywał osoby, które jego zdaniem mogą mieć związek ze spiskiem. Po jednym z takich przesłuchań miał zostać zaatakowany w areszcie na warszawskiej Białołęce. O tym zdarzeniu oraz o przesłuchaniu opowiadała tvnwarszawa.pl mecenas Hoa Dessoulavy-Śliwińska, ówczesna obrończyni Piotra T.

T. miał wskazać osoby, które przez lata miały mu grozić. Wymieniał nazwiska. To osoby, które miały być funkcjonariuszami służb specjalnych i, jak twierdził T., próbowały go zwerbować, na co on miał się nie zgadzać. Według Dessoulavy-Śliwińskiej fakt, że jej klient został pobity następnego dnia po przesłuchaniu w prokuraturze nie był przypadkowy.

Według dyrekcji aresztu nie doszło jednak do pobicia, a jedynie "utarczki słownej".

- Przeprowadzone na polecenie dyrektora aresztu czynności wyjaśniające okoliczności zgłoszonego przez osadzonego Piotra T. incydentu wykluczają pobicie, poświadczają utarczkę słowną pomiędzy osadzonymi. Potwierdzają również właściwą, natychmiastową reakcję funkcjonariuszy po 20 sekundach od zdarzenia. Jakichkolwiek obrażeń ciała u Piotra T. nie potwierdza też dokonane bezpośrednio po zdarzeniu badanie lekarskie - informowała naszą redakcję Arleta Pęconek, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej.

Linia obrony

Oskarżony mówił też prokuratorowi o tym, że prowadził otwarty dom, który był jednocześnie biurem. W noc poprzedzającą przeszukanie gościł kilkanaście osób.

Zdaniem prokuratury wersja przedstawiona przez oskarżonego jest jedynie linią jego obrony. – Ma prawo ją realizować – podkreśla prokurator Borkowski.

Przyznaje, że w większości przypadków nie zabezpieczono fizycznie pornograficznych plików, ale zaznacza, że w aktach sprawy są też inne dowody. Np. takie, że w czasie kiedy pliki były na nośnikach (precyzyjne daty ustalał biegły) Piotr T. był w domu, co potwierdzają logowania jego komórki do pobliskiego masztu przekaźnikowego oraz logował się do swojego komputera.

12 lat więzienia

Śledczy uważają, że oskarżony nie tylko posiadał zakazane materiały, ale też "posiadał je w celu rozpowszechniania”. Różnica jest istotna. Za ten pierwszy zarzut grozi do pięciu lat więzienia, za drugi do 12 lat.

Tymczasem, jak informowaliśmy już w kwietniu, prokuratura nie ma dowodów na to, że Piotr T. przekazywał komuś pornograficzne filmy lub zdjęcia. Jednak zdaniem śledczych korzystał z sieci peer-to-peer, czyli ściągając samemu pliki, otwierał swoje zasoby dla innych użytkowników. Prokurator Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga przyznawał wówczas w rozmowie z tvnwarszawa.pl, że orzecznictwo sądów w podobnych sprawach nie jest jednoznaczne. Niektóre uznają taki zarzut, inne nie.

Wcześniejsze śledztwo umorzone

To nie pierwszy raz, gdy prokuratura bada, czy Piotr T. posiadał dziecięcą pornografię. Przed 10 laty śledczy umorzyli postępowanie w podobnej sprawie. Wówczas na posiadanych przez niego nośnikach również znaleziono elektroniczne ślady po pornograficznych plikach. Ale wtedy prokuratura nie zdecydowała się na postawienie zarzutów. Oparła się na opinii biegłego, który uznał, że pliki znajdowały się w folderze tymczasowym, w którym mogły zostać zapisane podczas przeglądania stron internetowych, co nie jest równoznaczne z ich posiadaniem. W lipcu 2008 roku umorzyła śledztwo nawet bez postawienia Piotrowi T. zarzutów.

Piotr Machajski

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Gollum

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.06.2018 09:06 ~Gollum

    No i co takiego, że czekali? Czekali aby był dowód, aby się nie wyparł. Widzieli postęp pobierania od strony innego członka P2P, nic nadzwyczajnego.

    A że wykształcony człowiek?? No i co z tego? To porno oglądają / ściągają tylko ci ciemni i głupi? Zastanówcie się ludzie co piszecie. Tak chcecie widzieć wszędzie spisek? Chore.

  • SAUL

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 22:54 ~SAUL

    TZEJ ADWOKACI,BOGATY FACET JAK GO STAC NA TYLE PAPUG,MA SZANSE WYBRONIC SIE,A POZNIEJ OCZYWISCIE PROCES O ZNIESLAWIENIE I MANY,MANY PETUNIA NON OLET

  • pozdrawiam

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 17:45 ~pozdrawiam

    temat śmierdzi ściemą na kilometr.
    już nawet wszyscy zatrzymani w przeszłości "piracący filmy" mieli na swoich dyskach więcej dowodów.
    i ciekawe skąd policja wiedziała żeby czekać bo się plik akurat ściga ?
    co mi się wydaje, że to chyba jednak nie był "download" tylko "uplpoad" xD

  • CBAABC

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 12:07 ~CBAABC

    Chcą wrobić i zniszczyć typa bo ma wiedzę. Zapomnieli, że społeczeństwo się dokształciło i nie uwierzy w bajeczki z kasowaniem plików i specjalistami od usuniętych danych. Ehh już idźcie służby na tamten świat.

  • Nikodem

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 11:11 ~Nikodem

    Na kilometr śmierdzi fałszerstwem. Policja była o 6 a weszła o 8 bo plik się dociągał? Jaki ciemny człowiek który ściąga cokolwiek nielegalnego z netu nie ukrywa swojego adresu choćby za pomocą sieci VPN lub TOR? Jeśli gościa oskarżą to z takimi dowodami prokuratura będzie znowu musiała płacić mu odszkodowanie. To oskarżenie na zamówienie polityczne i chyba nie trzeba głośno mówić czyje...

  • rida

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 11:10 ~rida

    John~John

    Ewidentnie ktoś go wrabia. A s tą pornografią zwierzęcą to już przesadzili. Dorosły, inteligentny człowiek ściąga filmy z pieskami. Co za bzdura.

    O widzę , ze kolega też się lubuje w tym temacie podobnie jak oskarżony. I juz zgłaszamy to do prokuratury.

  • John

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 10:35 ~John

    Ewidentnie ktoś go wrabia. A s tą pornografią zwierzęcą to już przesadzili. Dorosły, inteligentny człowiek ściąga filmy z pieskami. Co za bzdura.

  • mico

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 09:08 ~mico

    Ktoś kto ściąga grube GB różnych materiałów z internetu raczej nie kasuje ich do zera. Więc ta sprawa śmierdzi na kilometr. Chyba że koleś ma fotograficzną pamięć - obejrzy raz i mu wystarczy. Ale 99% społeczeństwa raczej chomikuje dane. Czy to porno czy muzyka czy filmy. Raczej niewiele osób kasuje 100% pobranych materiałów. Więc skoro nie znaleźli to jak sama nazwa wskazuje - nie znaleźli.

  • hahahahaha

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 08:44 ~hahahahaha

    To oznacza tylko tyle, że "archiwum Leppera" nadal istnieje i byli funkcjonariusze WSI nadal trzęsą portkami.

  • agat

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.06.2018 08:32 ~agat

    Faktycznie,dziwne jakies to zatrzymanie.Policja podjeżdża pod dom o 6 i mimo że przecież mogłaby dokładnie od tej godziny wejść do domu czeka dwie godziny aż pliki ściągną się do końca-zadziwiający zbieg okoliczności.Zwłaszcza że to jedyny namacalny dowód jakim dysponują poza tymi tajemniczymi "śladami".Trochę śmieszno,trochę straszno

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Zaparkował przepisowo, ukarali go naklejkami

Zaparkował przepisowo, ukarali go naklejkami

Przy ulicy Śniegockiej kierowca alfy romeo zaparkował samochód równolegle do jezdni, czyli zgodnie z przepisami. Za drogowy legalizm spotkała go niezasłużona... WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »