Informacje

03.08.2019 12:32 WYPADEK NA GOCŁAWIU

Po trzech latach odpowie za śmiertelny wypadek? Inny kierowca już skazany

SERWISY:

Kiedy pogotowie zabierało rannych, Michał W. stał i patrzył. W sądzie, gdzie miał status świadka, przekonywał, że to nie z jego winy na warszawskim Gocławiu zginęła rowerzystka. Trzy lata po tragedii, choć w sprawie sąd skazał innego kierowcę, prokuratura nie ma wątpliwości: Michał W. ścigał się z innym pojazdem i nieumyślnie spowodował wypadek.

Na środku skrzyżowania stała toyota z uszkodzonym przodem. Kompletnie rozbitego, sportowego forda młody kierowca zostawił za przystankiem. Służby bezskutecznie próbowały reanimować 40-letnią kobietę, rowerzystkę. Roczne dziecko i jego ojca zabrano do szpitala. Kierowca toyoty był opatrywany.

Policja jeszcze nie wiedziała, co się wydarzyło, ale na miejscu byli świadkowie, którzy widzieli, jak chwilę przed zderzeniem ford jedzie z dużą prędkością, a obok niego motocykl.

- Są osoby, które twierdzą, że jechał pan szybko, z jakimś motocyklem - zapytał kierującego fordem Artur Węgrzynowicz z tvnwarszawa.pl, który był na miejscu chwilę po wypadku.

Mężczyzna zaprzeczył.

- Z jaką prędkością pan jechał? – dopytywał jeszcze Węgrzynowicz.

- Przepisową – odpowiedział Michał W. i odszedł.

Dokładnie trzy lata po tragicznym wypadku, prokuratura twierdzi, że było inaczej i kieruje do sądu akt oskarżenia przeciwko 29-letniemu Michałowi W.

Co się wydarzyło?

Była środa, 3 sierpnia 2016 roku, popołudnie. Na jezdni sucho, świeciło słońce.
62-letni Andrzej J. jechał srebrną, starą toyotą ulicą Fieldorfa od Wału Miedzeszyńskiego w stronę Ostrobramskiej.

Na skrzyżowaniu z Meissnera chciał skręcić w lewo. W przeciwnym kierunku zmierzał Michał W., instruktor sportowy. Białym fordem focusem, "usportowionym, około 300 koni mechanicznych".

Auta zderzyły się na skrzyżowaniu. Ford wypadł z jezdni na chodnik, tuż przy przystanku Meissnera 01. Uderzył w rower, którym ojciec z nieco ponad rocznym synem wyjechał na przejażdżkę, potem w stojącą za nimi rowerzystkę, która zginęła na miejscu oraz pieszego, który razem z żoną i synem szli na autobus. Akurat tego dnia ich auto było jeszcze w warsztacie.

Prokuratura początkowo uznała, że za spowodowanie wypadku odpowiada jedynie kierowca toyoty, bo skręcając w lewo nie ustąpił pierwszeństwa jadącemu na wprost kierowcy forda, który - jak wynikało z ustaleń śledczych - przekroczył niemal dwukrotnie dopuszczalną prędkość. W chwili zderzenia jechał około 90 km/h. Nie dostał nawet mandatu.

Na ławie oskarżonych – w 2017 roku - zasiadł jedynie 62-letni wtedy Andrzej J. Ale świadkowie tego wypadku wielokrotnie podkreślali, że pamiętają kierowcę forda, który "mógł ścigać się z motocyklem".

Nie chciał do tego wracać

Młody mężczyzna podczas procesu w 2017 roku miał status świadka. Kilkanaście razy podkreślał, że nie pamięta wielu szczegółów. Nie potrafił przypomnieć sobie, z jaką poruszał się prędkością, na jakim biegu ani czy jechał przed nim jakiś motocyklista.

Kogoś na motocyklu co prawda widział, ale kilka skrzyżowań wcześniej. Nie pamiętał też, czy bezpośrednio przed zdarzeniem hamował i czy podejmował jakiekolwiek inne "działania obronne". Nie mógł też sobie nawet przypomnieć, w jakim towarzystwie ubezpieczony jest jego samochód ani tego, w jakich wcześniej kolizjach brał udział. Podkreślił za to, że poruszał się z prędkością podobną do innych uczestników ruchu.

Pewnej i stanowczej odpowiedzi udzielił za to na pytanie oskarżyciela: - Zapytam wprost: czy była taka sytuacja, że pan się ścigał z innym uczestnikiem ruchu?

- Nie było - brzmiała odpowiedź.

Pytany o przyczyny swojej słabej pamięci, odparł: - Samo zdarzenie było traumatyczne. Wiem, że sprawa jest skomplikowana i trudna. Jestem zdenerwowany całą tą sytuacją. Jeśli mogę, to nie chcę do tego wracać.

- Być może będzie pan musiał - skomentowała pełnomocniczka oskarżycieli posiłkowych, za co została skarcona przez sąd.

Kilkadziesiąt mandatów

Jednak słowa pełnomocniczki okazały się prorocze. Choć w sprawie jej klient został skazany na osiem miesięcy bezwzględnego więzienia, to teraz na ławie oskarżonych siądzie też Michał W.

Akt oskarżenia "wyszedł" z prokuratury dokładnie dzień przed trzecią rocznicą tragicznego wypadku.

Według śledczych Michał W. nieumyślnie spowodował wypadek ze skutkiem śmiertelnym, ale umyślnie złamał przepisy.

- Ścigał się bez zapewniania wymaganego bezpieczeństwa i uzyskania zezwolenia – mówi Remigiusz Krymke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

- W toku śledztwa ustalono, że podejrzany przed wypadkiem ponad trzydziestokrotnie popełniał wykroczenia drogowe, także polegające na przekroczeniu dopuszczalnej prędkości w tym dwukrotnie ponad 50 kilometrów na godzinę – dodaje Krymke.

W. nie przyznał się do zarzutu. Odmówił składania wyjaśnień.

Grozi mu 8 lat więzienia.

kz/ec

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • wiki

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 21:23 ~wiki

    Szkoda, że dopiero po tym wypadku założyli światła do lewoskrętu. Ta Pani by żyła (

  • Olo

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 19:26 ~Olo



    Mariusz~Mariusz

    Jednak to pan z Toyoty wymusił pierwszeństwo i jego nieprawidłowe zachowanie było bezpośrednią przyczyną wypadku.
    Nie bronię kierowcy forda, być może nalezało mu już zabrać wcześniej prawo jazdy ale nie naginajmy faktów w tej sprawie, tylko dlatego, żeby opinia publiczna była zadowolona.
    Rocco~Rocco


    Nikt nie nagina faktów: Jeśli w terenie zabudowanym gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h chcesz wykonać lewoskręt na skrzyżowaniu bez sygnalizacji świetlnej i na horyzoncie widzisz światła samochodu jadącego z przeciwka i widzisz, że odległość jest taka, że o ile ten samochód jedzie tak jak Ty zgodnie z przepisami, to zdążysz wykonać manewr dwa razy - to możesz skręcać, czy nie? A jeśli samochód z przeciwka jedzie 300 km/h to też będzie Twoja wina, że nie ustąpiłeś pierwszeństwa (czytaj: nie zdążyłeś zjechać ze skrzyżowania)???
    Prawo pierwszeństwa, podobnie jak prawo własności, nie jest prawem bezwzględnym!!!

    Brm~Brm


    Ile by nie jechał - nie zdążyłeś. Nie jesteś pewny czy zdążysz, to nie wjeżdżaj na skrzyżowanie.

    Do brm. Nie jesteś pewien czy masz mózg to zachowaj swoje wnioski dla podobnych sobie.

  • sammler

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 18:49 ~sammler

    ktos~ktos

    Rozpoczęcie hamowania z prędkości 50-60km.h byłoby bardziej efektywne.
    Uderzając z prędkością 40-50km w bok Toyoty raczej nie wyrzuciłby jej na chodnik.
    Piesi by dalej żyli (...)


    Dokładnie tak samo uważam. A wręcz jestem przekonany, bo z prawami fizyki nie ma co dyskutować. Mało kto wie - i założę się, że ten "drugi Frog", jak go ktoś nazwał, też nie wie - że dwukrotny wzrost prędkości wydłuża drogę hamowania czterokrotnie (droga zatrzymania, która uwzględnia też czas reakcji przyrządów i kierowcy, wydłuża się nieco mniej niż 4x, ale i tak jest to wielokrotność).

  • Bolec

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 16:09 ~Bolec

    Czyli mamy tu kolejnego "Froga". Ile razy taki gość musi złamać przepusy rucho drogowego żeby mu na stałeodebrano prawko. Tu jak widać 30 razy było za mało.

  • pordpord

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 16:03 ~pordpord




    Mariusz~Mariusz

    Jednak to pan z Toyoty wymusił pierwszeństwo i jego nieprawidłowe zachowanie było bezpośrednią przyczyną wypadku.
    Nie bronię kierowcy forda, być może nalezało mu już zabrać wcześniej prawo jazdy ale nie naginajmy faktów w tej sprawie, tylko dlatego, żeby opinia publiczna była zadowolona.
    Rocco~Rocco


    Nikt nie nagina faktów: Jeśli w terenie zabudowanym gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h chcesz wykonać lewoskręt na skrzyżowaniu bez sygnalizacji świetlnej i na horyzoncie widzisz światła samochodu jadącego z przeciwka i widzisz, że odległość jest taka, że o ile ten samochód jedzie tak jak Ty zgodnie z przepisami, to zdążysz wykonać manewr dwa razy - to możesz skręcać, czy nie? A jeśli samochód z przeciwka jedzie 300 km/h to też będzie Twoja wina, że nie ustąpiłeś pierwszeństwa (czytaj: nie zdążyłeś zjechać ze skrzyżowania)???
    Prawo pierwszeństwa, podobnie jak prawo własności, nie jest prawem bezwzględnym!!!

    Brm~Brm


    Ile by nie jechał - nie zdążyłeś. Nie jesteś pewny czy zdążysz, to nie wjeżdżaj na skrzyżowanie.
    Rocco~Rocco


    Czyli jak pieszy wbiegnie na zebrę i go potrącisz jadąc samochodem - to jesteś winny niezależnie od tego jak szybko delikwent pojawił się na przejściu - bo nie zdążyłeś wyhamować, tak?


    A obiło Ci się o uszy takie określenie "szczególna ostrożność". Po wypowiedzi powyżej sądząc to chyba nie - to jest obszar przejścia. Pieszy nie powinni, ale jednak czasem wbiegają na pasy i dlatego "szczególna ostrożność w okolicach przejścia dla pieszych".

  • patrycja

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 15:21 ~patrycja

    Iga~Iga

    Samochód jednak jest przedłużeniem męskości. Dlatego dla każdego samca chcącego mieć prawo jazdy powinny być badania psychiatryczne a za zabójstwo kary jak za zabójstwo.

    Żeby coś przedłużyć to wpierw trzeba to posiadać. Taka jest zasada.

  • ktos

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 15:15 ~ktos

    Rozpoczęcie hamowania z prędkości 50-60km.h byłoby bardziej efektywne.
    Uderzając z prędkością 40-50km w bok Toyoty raczej nie wyrzuciłby jej na chodnik.
    Piesi by dalej żyli i nie doznali obrażeń, a kierujący Toyotą dostałby mandat.
    Facet wymusił pierwszeństwo - to jego wina, ale to że auto zostało wypchnięte na chodnik to wina Forda, bo to on dysponował zbyt dużą siłą, wynikającą z zbyt dużej prędkości.

  • Rocco

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 14:55 ~Rocco


    Brm~Brm

    Ile by nie jechał - nie zdążyłeś. Nie jesteś pewny czy zdążysz, to nie wjeżdżaj na skrzyżowanie.
    sammler~sammler


    Gdzie jest granica, która na wjazd pozwala? Mamy od dziś blokować skrzyżowania, bo zawsze może jechać z naprzeciwka człowiek, który 30x został ukarany za przekraczanie dopuszczalnej prędkości? Wiesz, że nawet radar musi mieć odpowiednie warunki do tego, by poprawnie zmierzyć prędkość?

    Miałem nawet taki moment, że uznałem kierowcę toyoty za niewinnego. Dlaczego? Bo on NIE zrobił nic więcej niż 99% kierowców na drodze: po prostu wykorzystał lukę, by dokończyć manewr. Nie wiemy, ile tam wtedy (już) stał. Po prostu zrobił to, co robi każdy z nas. W zasadzie umyślnego błędu - jak rozumiem - nie popełnił. To, że wjechał w pieszych/rowerzystów było spowodowane odrzutem po zderzeniu, a nie jego błędem. Praprzyczyną wszystkiego było to, że inny kierowca zbliżał się do skrzyżowania z niebezpieczną prędkością. I tylko to.

    Łatwo się teoretyzuje: nie wiesz, czy się zmieścisz - nie pchaj się. Ale PoRD wyraźnie mówi, że każdy z nas ma PRAWO zakładać, że inni przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że z ich zachowania wynika, że jest inaczej. I nakłada na nas OBOWIĄZEK jak najszybszego zjazdu ze skrzyżowania. Nie wiem jak ty, ale ja radaru w oczach nie mam. A informacja o tym, ile razy ten człowiek został złapany na przekraczaniu prędkości rzuca zdecydowanie inne światło na całą sytuację.


    To szkoda, że tylko moment - bo kierowca Toyoty jest niewinny cały czas, a za proces i więzienie które go niesłusznie spotkało należy mu się grube odszkodowanie.

  • radarowiec

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 13:28 ~radarowiec

    ssssss~ssssss

    Bez przesady, 90km/h to nie 300. Winni są obaj, ale za nieumiejętność oceny prędkości innego pojazdu (40 ponad limit to nie jest aż taka różnica), powinni temu z toyoty zabrać prawko.


    Wow, z takim radarem w oku to do drogówki.

  • sammler

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.08.2019 13:03 ~sammler

    Brm~Brm

    Ile by nie jechał - nie zdążyłeś. Nie jesteś pewny czy zdążysz, to nie wjeżdżaj na skrzyżowanie.


    Gdzie jest granica, która na wjazd pozwala? Mamy od dziś blokować skrzyżowania, bo zawsze może jechać z naprzeciwka człowiek, który 30x został ukarany za przekraczanie dopuszczalnej prędkości? Wiesz, że nawet radar musi mieć odpowiednie warunki do tego, by poprawnie zmierzyć prędkość?

    Miałem nawet taki moment, że uznałem kierowcę toyoty za niewinnego. Dlaczego? Bo on NIE zrobił nic więcej niż 99% kierowców na drodze: po prostu wykorzystał lukę, by dokończyć manewr. Nie wiemy, ile tam wtedy (już) stał. Po prostu zrobił to, co robi każdy z nas. W zasadzie umyślnego błędu - jak rozumiem - nie popełnił. To, że wjechał w pieszych/rowerzystów było spowodowane odrzutem po zderzeniu, a nie jego błędem. Praprzyczyną wszystkiego było to, że inny kierowca zbliżał się do skrzyżowania z niebezpieczną prędkością. I tylko to.

    Łatwo się teoretyzuje: nie wiesz, czy się zmieścisz - nie pchaj się. Ale PoRD wyraźnie mówi, że każdy z nas ma PRAWO zakładać, że inni przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że z ich zachowania wynika, że jest inaczej. I nakłada na nas OBOWIĄZEK jak najszybszego zjazdu ze skrzyżowania. Nie wiem jak ty, ale ja radaru w oczach nie mam. A informacja o tym, ile razy ten człowiek został złapany na przekraczaniu prędkości rzuca zdecydowanie inne światło na całą sytuację.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »