Informacje

21.05.2016 07:56 blisko ludzi

"Pędził jak szalony", 16-latka zginęła.
Nie było nawet wniosku o areszt

SERWISY:


Nigdy nie miał prawa jazdy, został złapany za kierownicą pod wpływem narkotyków, ciąży na nim wyrok w zawieszeniu za posiadanie znacznych ilości kokainy. Gdy prokuratura postawiła Adrianowi M. z Warszawy kolejny, najpoważniejszy zarzut - spowodowania śmiertelnego wypadku i ucieczki z miejsca zdarzenia - podejrzany jak gdyby nigdy nic wrócił do domu. Prokurator nawet nie wnioskował o areszt. Materiał programu "Blisko ludzi".

Rodzice szesnastoletniej Magdy, ofiary głośnego wypadku z grudnia ubiegłego roku na ulicy św. Wincentego w Warszawie, musieli - jak twierdzą - wynająć prawnika, by patrzył prokuraturze na ręce i wnioskował o zebranie dowodów, które ta powinna zbierać samodzielnie i z własnej inicjatywy.

Świadkowie: pędził jak szalony

Szesnastoletnia Magda Sosnowska z Warszawy zginęła 28 grudnia ubiegłego roku pod kołami pędzącego samochodu, gdy próbowała przejść przez jezdnię. Nie było tam oznakowanego przejścia, ale dziewczyna miała prawo przechodzić w tym miejscu, bo do najbliższych pasów było ponad sto metrów. Na jednym pasie był korek samochodów, sąsiednim - jak zeznali świadkowie - pędził jak szalony ciemny samochód. Uderzył pieszą z takim impetem, że dwa razy podbił ją w powietrzu, nim zdążyła spaść na ziemię.

O wypadku było głośno. Policja, za pośrednictwem mediów, poszukiwała samochodu i kierowcy. Porzucony, poobijany czarny mercedes został po kilku dniach odnaleziony w lesie pod Warszawą. Adrian M. po jedenastu dniach zgłosił się w końcu na policję, ale wtedy policja nie miała jeszcze dowodów, że to on siedział za kierownicą samochodu, który śmiertelnie potrącił Magdę. Z komisariatu 23-letni mężczyzna wrócił do domu.

Po kolejnych kilku dniach Adrian M. znów trafił na policję. Został przyłapany, jak bez prawa jazdy i pod wpływem narkotyków jechał samochodem. Przez te kilka dni policja zgromadziła dowody - zarówno materialne, jak i zeznania świadków - pozwalające postawić Adrianowi M. również zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku w grudniu na ulicy św. Wincentego.

Adrian M., prawie jednocześnie usłyszał więc dwa zarzuty: prowadzenia samochodu pod wpływem narkotyków i śmiertelnego potrącenia pieszej. Zaraz po tym, jak podejrzany podpisał postanowienie o przedstawieniu zarzutów, został puszczony wolno, by na proces czekać w domu, a nie w areszcie.

Prokurator nawet nie złożył wniosku o areszt

Ta decyzja prokuratury oburza rodziców nieżyjącej szesnastolatki. - Ten człowiek nigdy nie miał prawa jazdy, nie ma uprawnień do kierowania samochodem, więc on w ogóle nie powinien się w tym miejscu pojawić i wtedy moja córka by żyła - mówi reporterce "Blisko Ludzi" Paweł Sosnowski, ojciec Magdy.

Zaniechanie prokuratury, która nawet nie złożyła wniosku o areszt, nie tylko oburza rodziców, ale dziwi również prawników i przedstawicieli organizacji pomagających ofiarom wypadków.

Adrian M. uciekł bowiem z miejsca wypadku, ukrywał się przez jedenaście dni, są dowody, że próbował zacierać ślady potrącenia, popełnił kolejne przestępstwo będąc osobą wcześniej karaną i grozi mu bardzo wysoka kara. Suma sankcji za wszystkie zarzucane mu czyny, łącznie z ewentualnym odwieszeniem poprzedniego wyroku, wynosi siedemnaście lat pozbawienia wolności. W sprawie spowodowania śmiertelnego wypadku zebrano przeciw niemu mocne dowody. Podejrzany spełnia więc wszelkie warunki, aby go aresztować.

Akta potwierdzają, prokurator zaprzecza

Prokuratura uważa jednak, że podejrzany wcale się nie ukrywał i że nie próbował mataczyć w śledztwie. - Środki zapobiegawcze stosuje się też w przypadku gdyby podejrzany utrudniał prawidłowy tok śledztwa - mówi Artur Oniszczuk z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Północ. Akta śledztwa, do których dotarła reporterka "Blisko Ludzi" Justyna Zuber, świadczą jednak zupełnie o czym innym, niż mówi prokurator. Według nich Artur M. próbował po kryjomu wyklepać uszkodzone auto, czyli zatrzeć ślady.

Adrian M. wciąż pozostaje więc na wolności. Już raz pokazał, że nawet tragiczne konsekwencje grudniowego wypadku nie były w stanie go powstrzymać przed wsiadaniem za kierownicę bez prawa jazdy i pod wpływem narkotyków.

Nie ma żadnej gwarancji, że nie uczyni tego kolejny raz. - Niezrozumiałe jest dla mnie zachowanie prokuratury nie wnioskującej stosowania aresztu celem zapobieżenia bardzo prawdopodobnemu przestępstwu. Zastosowanie dozoru policyjnego jest w tym przypadku po prostu niepoważne - mówi adwokat Jacek Kondracki.

ZOBACZ CAŁY ODCINEK "BLISKO LUDZI"

"Blisko Ludzi"

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • jakaja

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.11.2016 22:29 ~jakaja

    Feluke~Feluke

    Dziewczyna w 100% winna wypadku.


    ~Feluke jeśli koniecznie chcesz zabrać głos przejrzyj chociaż kodeks drogowy...

  • Feluke

    zgłoś naruszenie odpowiedz 29.05.2016 09:18 ~Feluke

    Dziewczyna w 100% winna wypadku. Gosc pewnie nacpany bez prawka to zwial i powinien beknac za ucieczke i nie udzielenie pomocy.
    Najgorsze jest to ze jezeli taka sytuacja by sie przytrafila normalnej osobie, zatrzymal by sie, wezwal sluzby to i tak policja/prokurator by sie czepial wszystkiego lacznie z odpryskami lakieru na masce ktore mogly przyczynic sie do smierci potraconej.

  • wawa00

    zgłoś naruszenie odpowiedz 24.05.2016 06:33 ~wawa00


    wawa00~wawa00

    Jak czytam ............
    stonka~stonka

    Nie podniecaj się tak.
    "skąd mogła przypuszczać, że pasem do skrętu w lewo będzie jechał..." O ile mi wiadomo, w Polsce ruch odbywa się po pasach ruchu, więc średnio ogarnięty przedszkolak wie, że na jezdni pojawiają się samochody. Jak się przechodzi w niewyznaczonym miejscu wychodząc zza samochodów, to trzeba się liczyć z tym że obok jadący może nie zauważyć. Na razie nie ustalono z jaką prędkością jechał Adrian M. Nie ustalono też, czy przyczynił się do wypadku przekraczając prędkość. Z doświadczenia mogę napisać, że jak ktoś wyskakuje zza samochodu, w nocy, to nawet jadąc 30 km/h nie ma realnej szansy na zatrzymanie się. W tym przypadku "przeszłość narkotykowa" czy brak prawa jazdy nie są bezpośrednim dowodem na winę, bo nie mają związku z potrąceniem. Co innego ucieczka z miejsca zdarzenia, zacieranie śladów; ale to zupełnie inna historia.
    Co bym zrobił gdyby gdyby to moje dziecko... pewnie zachowywałbym się emocjonalnie, tak jak TY.

    Sorry, ale nie wiem czy wiesz jak wygląda to miejsce (łuk i początek pasa do skrętu w lewo). Dziewczyna, żeby go zobaczyć musiałby mieć rentgena w oczach. Ja nie bronię tutaj dziewczyny, popełniła błąd i zapłaciła za to najwyższą cenę. Mnie chodzi o "bydlaka", który dalej chodzi na wolności i śmieje się wszystkim w twarz. Zrozumiałbym jakby to był pierwszy jego przypadek, ale przecież to jest zwykła recydywa. Totalna kompromitacja wymiaru sprawiedliwości. Brak prawa jazdy był przyczyną pośrednią tego wypadku - póki co w Polsce jest to dokument uprawniający do poruszania się pojazdami po drogach publicznych - "bydlak" go nigdy nie posiadał. PS. Nie przywołujcie przepisu o drodze dwujezdniowej z tramwajami, bo tam tramwaje za 30 lat nie pojadą znając nasze rządzące towarzystwo.

  • alex

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 18:26 ~alex

    zastanówcie się nad swoimi błyskotliwymi wypowiedziami... dziecko winne, dziecka żal bardzo, ale baran nie miał prawa jazdy - być może nie potrafił poruszać się autem, nie powinien siadać za kółko, zacierał ślady przestępstwa, ukrywał się - po co??? żeby wytrzeźwieć, żeby prochy wyparowały??? i nie pieprzcie o szoku! nie był w szoku jak zacierał ślady. kilkanaście dni po zabiciu dziecka, naćpany siada ponownie za kółko - zaznaczam - bez uprawnień. Gość mataczy, zaciera ślady, a prokuratorek w oczy się społeczeństwu śmieje... Ojcze dziwczynki... wpółczuję Wam bardzo - całej rodzinie... spokojnie ludziska, jezcze prokurator postawi zarzuty rodzinie dziecka - za niedopilnowanie i narażenie na stres syna koleżanki... prywata aż miło, co nie panie p? PIS się za pana weźmie

  • Błąd w artykule

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 18:17 ~Błąd w artykule

    Art.13 ust.5
    Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych.

    Wiec raczej nie miała prawa tam przechodzić.

  • żorż

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 16:30 ~żorż

    Ogarnijcie się ludzie, ani to że pędził ani nie miał prawa jazdy lub był po narkotykach lub w przeszłości dostał zawiasy, nie miało wpływu na to zdarzenie. Pieszy wtargnął na jezdnię pod nadjeżdżający samochód i jest to tylko jego wina. Poza obszarem oznaczonym jako przejście dla pieszych, kierowca nie musi rozglądać się za każdy róg czy nie czai się tam pieszy. Dziwczyna przechodziła wieczorem przez jezdnię, wtargnęła pomiędzy kolumnę samchodów i bezmyślnie weszła na środkowy pas wprost pod nadjeżdżające auto, rodzice mogą sobie pluć brodę że mieli takie bezmyślne dziecko i sami ją tak wyedukowali. Winą kierowcy jest nieudzielenie pomocy i ucieczka. Prokurator ma rację niestety.

  • stonka

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 15:29 ~stonka

    wawa00~wawa00

    Jak czytam te posty, że to nie wina kierującego, a na jego miejscu mógł być każdy z nas, to zastanawiam się czy:
    - osoby, które to piszą mają prawo jazdy - nie powinny go posiadać;
    - osoby, które to piszą mają dzieci - ciekawe co byście powiedzieli, gdyby to wam narkoman bez prawa jazdy zabił dziecko i jeszcze uciekł z miejsca zdarzenia;
    Oczywiście nie ulega wątpliwości, że dziewczyna jest współwinna tego zdarzenia (nie zachowała - do końca - należytej ostrożności), ale skąd mogła przypuszczać, że pasem do skrętu w lewo będzie jechał baran z niedozwoloną prędkością (dwa razy samochód uderzył jej ciało, które poleciało ok. 80 metrów) - na pewno nie jechał 50-60 km/h.
    Kolejna sprawa to totalna kompromitacja wymiaru sprawiedliwości, ale już z wypowiedzi i mataczenia prokuratora można wnioskować, że są "równi i równiejsi - niebiescy i ciemnoniebiescy".


    Nie podniecaj się tak.
    "skąd mogła przypuszczać, że pasem do skrętu w lewo będzie jechał..." O ile mi wiadomo, w Polsce ruch odbywa się po pasach ruchu, więc średnio ogarnięty przedszkolak wie, że na jezdni pojawiają się samochody. Jak się przechodzi w niewyznaczonym miejscu wychodząc zza samochodów, to trzeba się liczyć z tym że obok jadący może nie zauważyć. Na razie nie ustalono z jaką prędkością jechał Adrian M. Nie ustalono też, czy przyczynił się do wypadku przekraczając prędkość. Z doświadczenia mogę napisać, że jak ktoś wyskakuje zza samochodu, w nocy, to nawet jadąc 30 km/h nie ma realnej szansy na zatrzymanie się. W tym przypadku "przeszłość narkotykowa" czy brak prawa jazdy nie są bezpośrednim dowodem na winę, bo nie mają związku z potrąceniem. Co innego ucieczka z miejsca zdarzenia, zacieranie śladów; ale to zupełnie inna historia.
    Co bym zrobił gdyby gdyby to moje dziecko... pewnie zachowywałbym się emocjonalnie, tak jak TY.

  • zden3k

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 15:16 ~zden3k

    Przechodzenie między samochodami stojącymi w korku nie do końca jest zgodne z przepisami, bo auta przecież w każdej chwili mogą ruszyć.. Fakt, że kierowca już dawno powinien siedzieć nie zmienia sytuacji i winę w tym przypadku ponosi piesza. Szkoda, że kara była tak wysoka :(

    Prawo o ruchu drogowym jest tutaj jednoznaczne, piesza się nie dostosowała do przepisów.
    Art. 13
    (...)
    3. Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych, o którym mowa w ust. 2, jest dozwolone tylko pod warunkiem, że nie spowoduje zagrożenia bezpieczeństwa ruchu lub utrudnienia ruchu pojazdów. Pieszy jest obowiązany ustąpić pierwszeństwa pojazdom i do przeciwległej krawędzi jezdni iść drogą najkrótszą, prostopadle do osi jezdni.

  • lalala

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 14:32 ~lalala

    Po coś te pasy robią. Może przed przejściem by zwolnił.

  • drivo

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.05.2016 13:50 ~drivo

    Pędził jak szalony? Profesjonalne określenie. Jak takie są zeznania świadków, to nie dziwię się, że nikt nie wnioskował o areszt. Z perspektywy stojącego samochodu nawet ktoś kto jedzie 60 km/h sprawia wrażenie szybkiego poruszania się (ok. 17 m/s). Byłem kiedyś naocznym świadkiem potrącenia pieszego przez samochód dynamicznie ruszający spod świateł (pieszy przechodził za skrzyżowaniem) i wystarczyło jakieś 60 km/h, żeby pieszego zapakować do czarnego worka. Podcięcie nóg, strzał głową w krawędź dach/szyba i bezwładne lądowanie na asfalcie.

    Polecam każdemu pieszemu taki spektakl - odechce się brutalnej egzekucji i naginania przepisów.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »