Informacje

19.05.2019 14:16 "Siermiężna, ale inteligentnie zaprojektowana"

Nosiły ją nasze mamy, babcie i... Miss Polonia. Biżuteria trafiła na wystawę

SERWISY:


Ponad 1600 eksponatów - biżuteria, ale też dokumenty, zdjęcia, pamiątki, opakowania i ulotki reklamowe dotyczące Spółdzielni ORNO - znalazły się na wystawie w Muzeum Warszawy. Jak zauważają organizatorzy, tę charakterystyczną, masywną biżuterię nosiło wiele naszych mam i babć.

- Spółdzielnia ORNO to instytucja warszawska działająca od 1949 do 2003 roku specjalizująca się w biżuterii. Przez lata istnienia wypracowała charakterystyczny, rozpoznawalny styl, który okazał się na tyle wyrazisty, że stanowił inspirację dla innych twórców biżuterii. Ludzie zgadzali się z nim albo nie, ale jakoś się do niego zwykle odnosili, bo było to zjawisko tak popularne i rozpoznawalne - opowiadała Agnieszka Dąbrowska, jedna z kuratorek wystawy "Spółdzielnia ORNO. Biżuteria".

Styl ORNO - jak wyjaśniła - wynika z szacunku dla tworzywa, dążenia do wykorzystania jego walorów i właściwości.

- Podstawowym surowcem było srebro używane "na bogato", bo te wyroby są zwykle masywne. Były one projektowane z użyciem najprostszych technik. To wynikało w dużej mierze z faktu, że przez lata w ORNO zatrudniano młode osoby, które dopiero nabywały w tych warsztatach umiejętności. Okazało się to też bardzo inspirujące, bo nadrabiali oni pomysłowością i niekonwencjonalnymi rozwiązaniami. Dla biżuterii ornowskiej charakterystyczna jest też taka modułowość, powtarzalność elementów np. wykorzystywanie ogniw. Typowe są także połączenia z różnymi kamieniami jubilerskimi, półszlachetnymi jak agaty - mówiła kuratorka.

"Broszki, nożyki do papieru, łyżeczki, szkatułki, spinki do mankietów"

ORNO specjalizowało się w biżuterii, zwłaszcza w pierścionkach, powstawały jednak także inne realizacje.

- To w pracowni ORNO według projektu Adama Jabłońskiego powstały na przykład drzwi do warszawskiej katedry świętego Jana. Wykonano tam też większość insygniów dla uczelni, urzędów, cechów, kilka udało nam się na wystawę wypożyczyć. Z takich nietypowych realizacji były też na przykład korony Miss Polonia używane od drugiej połowy lat 80. do początku XXI wieku. Dużo projektów ornowskich to suweniry krakowskie, gdańskie, ale przede wszystkim warszawskie, naprawdę wyjątkowej urody, efektowne. Były to na przykład broszki, nożyki do papieru, łyżeczki, szkatułki, spinki do mankietów - relacjonowała Dąbrowska.

Jak wyjaśniła, spółdzielnia działała w Warszawie, stąd zainteresowanie muzeum. W jego zbiorach jest spora kolekcja tych przedmiotów.

- W pewnym momencie okazało się, że jest ona już na tyle duża i interesująca, a zjawisko samej spółdzielni na tyle wielowątkowe i osadzone w środowisku warszawskim, związane z dziejami miasta i mieszkańców, że stanowi materiał na wystawę. Obiekty pochodzą jednak przede wszystkim z kolekcji prywatnych. To jedyna okazja, by je zobaczyć. Pochodzą one od byłych pracowników ORNO albo od kolekcjonerów, bo w ostatnich latach liczba osób, które doceniły tę estetykę wzrasta. Jest też duże prawdopodobieństwo, że wielu z nas znajdzie ornowski pierścionek czy bransoletkę w szkatułce mamy lub babci - powiedziała.

"Siermiężna, ale inteligentnie zaprojektowana"

Jak zaznaczyła są dwa wątki, które ich szczególnie ujęły. - Po pierwsze to uroda tej biżuterii, charakterystyczna, wymagająca pewnego przygotowania, bo na pierwszy rzut oka może się wydawać trochę siermiężna, prosta, ale jest bardzo inteligentnie zaprojektowana. Niezwykłość ORNO polegała na tym, że była to jedyna spółdzielnia spośród zrzeszonych w Cepelii, w której każdy członek był jednocześnie rzemieślnikiem i artystą. Przechodził szkolenia z rzemiosła, historii sztuki i jeśli miał ochotę mógł zgłosić projekt jakiejś biżuterii. Weryfikowała je najpierw komisja wewnętrzna, która dbała o ich poziom i spójność z ornowską stylistyką, a także łatwość w wykonywaniu, powielaniu - podkreśliła kuratorka i dodała, że serie były krótkie (maksymalnie 100 obiektów) i wykonywane ręcznie, dlatego trochę się różniły.

- To, że każdy członek ORNO był projektantem wynikało z idei, która przyświecała jej założycielowi Romualdowi Rochackiemu. Było nią "sprząc artystę z rzemieślnikiem". Oprócz urody i różnorodności tych przedmiotów jest jeszcze drugi interesujący dla nas wątek, mianowicie ludzie. To że ta idea Rochackiego przełożyła się na taką bardzo rodzinną atmosferę panującą w spółdzielni, co potwierdzają członkowie. Dokumentują to fotografie i rozmaite pamiątki, które na wystawie pokazujemy. Dowodem tego jest także, że w ORNO było wiele małżeństw między ludźmi, którzy się tam poznawali. Czasem ich dzieci też pracowały w ORNO. Sprzyjał temu zapewne fakt, że ornowcy mieli swój dom przy ulicy Wandy 5, gdzie mieszkali pracownicy - zaznaczyła.

Miasto w gruzach, a oni robili biżuterię

Główną częścią wystawy "Spółdzielnia ORNO. Biżuteria" jest duża sala wypełniona wyrobami biżuteryjnymi i galanteryjnymi.

- Chcemy też pokazać tło, które pozwoliło, by ta twórczość zaistniała. Dlatego pierwsza sala będzie poświęcona sytuacji w Warszawie w 1949 roku, kiedy powstała spółdzielnia. Opowiemy o zrujnowanym mieście, do którego wracają mieszkańcy i próbują odbudować życie. Bo może się to wydawać dziwne, że kiedy miasto leży w zgliszczach, ludzie nie mają nic, powstaje spółdzielnia, która chce tworzyć biżuterię. Ale pojawiło się grono zapaleńców, które taki pomysł miało. W tej sali opowiemy też o Romualdzie Rochackim, który był pomysłodawcą, założycielem i charyzmatycznym prezesem przez pierwsze lata ORNO. Opowiemy także jak ORNO funkcjonowało w strukturach Cepelii i o kulturze rękodzieła - opowiadała Dąbrowska.

Druga sala jest poświęcona "rodzinie ORNO", czyli ludziom, a w trzeciej znajdzie się sama biżuteria. - Kolejna dotyczy sprzedaży i reklamy, identyfikacji wizualnej, przemyślanej i konsekwentnej przez cały okres działalności realizowanej. Mówimy między innymi o puncy, czyli znaku firmowym wybijanym na każdym wyrobie, charakterystycznym czterem literom "ORNO" wpisanym w kwadrat, stosowanym też w szyldach, opakowaniach firmowych. Piąta sala to miejsce, gdzie zastanawiamy się jak styl ornowski stał się takim klasykiem designu, pokazujemy jak ornowcy sami siebie upamiętniali, jak celebrowali jubileusze. Jak ORNO wkraczało do obiegu naukowego, kiedy zaczęli się nim zajmować badacze wzornictwa, jak stało się obiektem zainteresowania muzealników i kolekcjonerów - dodała.

W ostatniej sali prezentowane są narzędzia złotnicze, a w gablotach pamiątki, rysunki i dokumenty ilustrujące proces projektowy

Wystawa "Spółdzielnia ORNO. Biżuteria" będzie czynna do 18 sierpnia.

Zobacz też materiały o zakończeniu modernizacji Muzeum Warszawy:

PAP/kk/b

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Ziutek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 24.05.2019 19:08 ~Ziutek

    Bardziej szkoda ludzi,zdolnych młodych dla których ORNO było drugim domem ,przepracowałem tam przeszło 20lat więc wiem co piszę,do tej pory widzę w TV i internecie swoje Muchy ,Owady ,Ślimaki ,Ośmiornice itp.Byli Ornowcy porozrzucani są po Warszawie .Niektórzy mają swoje firmy ,inni pracują u kogoś ,starsi nie żyją ale zostawili po sobie coś co cieszy ludzkie oczy ,i niech tak zostanie

  • Dosia

    zgłoś naruszenie odpowiedz 20.05.2019 09:04 ~Dosia

    szkoda, że już nie ma tej spółdzielni. bardzo piękne rzeczy tworzyli ze srebra. Nie jestem miłośniczką złota, a właśnie srebra i ich wyroby były bardzo artystyczne.

  • biomas

    zgłoś naruszenie odpowiedz 19.05.2019 20:16 ~biomas

    Nareszcie jakaś ciekawa, warszawska dygresja od czytelnika portalu. Dzięki i oby było więcej takich historii.

    MMM~MMM

    Wandy 3/7 - to budynek, który postawili sobie członkowie spółdzielni. Podobno kupili jakiś kiepski projekt, bo był tani. To skutkowało słabym rozplanowaniem mieszkań, niedogrzaniem ich zimą. Ale mieszkało się fajnie. Był to ostatni budynek na Saskiej Kępie, a za nim pola i lotnisko Gocław. Kiedy otwierało się okna latem to spod budynku uciekały zające, a nad dachami przelatywały samoloty sportowe, skakali spadochrononiarze. Sami znajomi, koledzy. Niektórzy brali sobie pracę do domu i nikomu nie przeszkadzało pukanie młotkiem o metal o 10-tej wieczór. Budynek miał własną kotłownię przez jakiś czas. Do tej pory podwórko jest zielone, zalesione. Mówiliśmy na nie "małpi gaj". Główny projektant p. Jabłoński zwany profesorem też tu mieszkał, co pozwalało mu na "nawiedzanie" pracowników jeszcze po pracy w celu omawiania projektów. Piękne czasy. Niestety, artyzm został wyparty przez tandetę włoską i chińską, fachowcy poumierali, ich dzieci w większości zdobyły inne zawody.

  • MMM

    zgłoś naruszenie odpowiedz 19.05.2019 15:05 ~MMM

    Wandy 3/7 - to budynek, który postawili sobie członkowie spółdzielni. Podobno kupili jakiś kiepski projekt, bo był tani. To skutkowało słabym rozplanowaniem mieszkań, niedogrzaniem ich zimą. Ale mieszkało się fajnie. Był to ostatni budynek na Saskiej Kępie, a za nim pola i lotnisko Gocław. Kiedy otwierało się okna latem to spod budynku uciekały zające, a nad dachami przelatywały samoloty sportowe, skakali spadochrononiarze. Sami znajomi, koledzy. Niektórzy brali sobie pracę do domu i nikomu nie przeszkadzało pukanie młotkiem o metal o 10-tej wieczór. Budynek miał własną kotłownię przez jakiś czas. Do tej pory podwórko jest zielone, zalesione. Mówiliśmy na nie "małpi gaj". Główny projektant p. Jabłoński zwany profesorem też tu mieszkał, co pozwalało mu na "nawiedzanie" pracowników jeszcze po pracy w celu omawiania projektów. Piękne czasy. Niestety, artyzm został wyparty przez tandetę włoską i chińską, fachowcy poumierali, ich dzieci w większości zdobyły inne zawody.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »