Informacje

27.09.2016 06:17 "handel dawał przeżycie"

Łapówka, procencik, kamienica,
czyli okupacyjne real estate

SERWISY:

Choć może się to wydawać nieprawdopodobne, branża nieruchomościowa działała w Warszawie nawet za okupacji. - Transakcje między obywatelami polskimi były na porządku dziennym – podkreśla profesor Jerzy Kochanowski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego. Kto sprzedawał domy, a kto je kupował, i jakie dramaty kryły się za takimi decyzjami?

Okres okupacji to nie tylko Państwo Podziemne czy Armia Krajowa. Nie zaangażowani w walkę próbowali po prostu jakoś przetrwać, co najlepiej oddawała okupacyjna piosenka:

Teraz jest wojna,
kto handluje, ten żyje.
Jak sprzedam rąbankę,
słoninę, kaszankę,
to bimbru się też napiję

Przy okazji ostatnich wydarzeń związanych z reprywatyzacją odkrywane są też ślady po zupełnie innym handlu. Przykładem może być choćby słynna już Chmielna 70. Holger Martin - Duńczyk, którego nazwisko pojawia się przy reprywatyzacji terenu obok Pałacu Kultury i Nauki - miał kupić część kamienicy właśnie w 1942 roku. O tym, jak się to wtedy odbywało, opowiada historyk prof. Jerzy Kochanowski.

Sebastian Kucharski: Czy w czasie II wojny światowej funkcjonował rynek obrotu nieruchomościami?

Jerzy Kochanowski: Oczywiście. Normalnie działał notariat, normalnie funkcjonowała hipoteka i były zawierane umowy kupna - sprzedaży. Bardzo często były to jednak umowy fikcyjne, bo antydatowane na okres przedwojenny. Był taki bardzo znany satyryk Antoni Marianowicz, który przeżył wojnę dzięki temu, że jego rodzina sprzedawała w ten sposób nieruchomości w Warszawie.

Fikcyjne ale dozwolone?

Antoni Marianowicz był Żydem. W czasie okupacji nie mógł sprzedawać niczego, jako właściciel. Ale mógł to antydatować i sprzedać "przed wojną". Bo w tym czasie posiadał pełnie praw obywatelskich. Trudno dziś powiedzieć, jak te konkretne transakcje wyglądały, ale pewne jest, że były powszechne. Natomiast transakcje kupna - sprzedaży między obywatelami polskimi były na porządku dziennym. Wystarczy zajrzeć do "Nowego Kuriera Warszawskiego" (niemiecki dzienniki polskojęzyczny - red.) albo dzienników z tamtych czasów, żeby się przekonać.

Były ogłoszenia drobne?

Oczywiście. Kupię plac, sprzedam plac, kupię kamienicę. No jak się czyta dzienniki Stanisława Rembeka czy Jarosława Iwaszkiewicza, to tam wszędzie znajomi zastanawiają się nad transakcjami, np. przyjaciele myślą o sprzedaży willi, a później kupnie kamienicy. U Iwaszkiewicza jest piękny zapis o sprzedaży działki w Podkowie Leśnej woźnemu sądów na Lesznie. Ten zresztą po wszystkim zaprasza na wystawny obiad. Woźny - Iwaszkiewicza. Domyśla się pan dlaczego?

No proszę powiedzieć.

Sądy na Lesznie były pomiędzy gettem a tak zwaną stroną aryjską. To była jedna z głównych tras przerzutowych dla ludzi i pieniędzy.

Woźny był ważny, chociaż w oficjalnej hierarchii znajdował się bardzo nisko.

Ta pozycja była ważniejsza niż stanowisko dyrektora czy szefa sądu. Po prostu taka osoba brała nieprawdopodobne łapówki za przymykanie oka.

Niemcy na to pozwalali?

Są wypowiedzi Ludwiga Fischera, hitlerowskiego gubernatora dystryktu warszawskiego Generalnego Gubernatorstwa, którym mówił, że dopuszczają "drobny handel". To było bardzo skomplikowane. Strona niemiecka musiał szybko przyzwyczaić się wówczas do warunków życia w Polsce. Nawet w materiałach niemieckich oni sami mówili, że musieli partycypować w czarnym rynku. Niemiecka firma, jeżeli nie kupiłaby słoniny czy chleba na czarnym rynku, i nie dała ich robotnikom, to oni by nie przeżyli.

Były nawet obliczenia, które wskazywały, że polskie i niemieckie firmy, więcej wydawały na nieoficjalną pomoc dla robotników niż na pensje.

Próbowano przetrwać, żyć.

My czasami mamy wykrzywiony obraz czasów okupacji. Że to jest czas, w którym rozstrzeliwano, robiono "łapanki" i wsadzano do obozów. A tam przecież była sfera, trudno powiedzieć, że normalności, ale jednak działalności biurokratycznej i handlowej. Działały jakoś sądy, działała jakoś policja.

Znalazłem kiedyś dokument niemiecki ścigający pewnego poznaniaka, który w 1939 roku nie zdążył zapłacić całego podatku za psa. W międzyczasie został wysiedlony do Warszawy. Był ściągany jeszcze w Warszawie, że musi zapłacić jedną markę zaległości!

Działały ubezpieczenia społeczne, wypłacona emerytury, chociaż na skandalicznie niskim poziomie. Działała drobna inicjatywa. Warto powiedzieć, że na terenie polskiej części Warszawy knajp było dużo więcej niż przed wojną. Handel dawał przeżycie. On był koncesjonowany, przede wszystkim przez polski zarząd miasta. Tylko monopole należały do strony niemieckiej, więc one wydawały zgodę na koncesje alkoholowe i tytoniowe.

Niemała część drobnego przemysłu też została w rękach polskich. Niemcy nie mieli kadr, by to wszystko przejąć. Małe zakłady, ale i średnie fabryczki, były często wciąż polskie. Nawet Jeremi Przybora założył wtedy mydlarnię.

Sprzedający nie mógł jednak pewnie liczyć na ceny jak sprzed wojny?

To już trochę co innego. Wojna zawsze powoduje zmianę wartości. Można kupić dobry obraz za kilogram słoniny. Każdy przedmiot ma taką wartość, ile w danym momencie ktoś chce za niego dać. To nie jest tak, że dziś ustalimy, że mój zegarek ma trwałą wartość. Jeśli ktoś będzie chciał bardzo dowiedzieć się jaka jest teraz godzina to może mi dać za niego nawet samochód. A człowiek mniej zainteresowany rzuci: mogę dać trzy złote. Na tym w dużej mierze polega ekonomia wojenna.

Kto zatem kupował budynki w Warszawie?

Byli to często ludzie na stanowiskach umożliwiających korzystanie z kanałów korupcyjnych. Tych było całkiem sporo - lekarze wydający zaświadczenia o niemożności wyjazdu na roboty przymusowe, pracownicy wydziałów kwaterunkowych, pracownicy działów finansowych. W zapiskach Jerzego Stefana Stawińskiego można znaleźć opis działania urzędnika podatkowego niskiego szczebla.

Jak działał?

Bierze potworne łapówki, połowę dając na państwo podziemne, a połowę biorąc do własnej ręki. Do tego dochodzi jeszcze policja. W książce "Wyrok na Franciszka Kłosa" Rembeka pada takie stwierdzenie: nareszcie się dorobiliśmy, mamy mieszkanie, meble i odłożoną gotówkę. A tytułowy bohater to policjant z Grodziska Mazowieckiego.

Każdy działał na swoim poziomie, wszyscy chcieli później inwestować. Zresztą tak, jak wszyscy umieszczeni w czarnorynkowej sieci. Istniały wtedy przecież "rekiny" tego rynku. To byli ludzie mający dostęp do materiałów z zapasów niemieckich. Skąd w maju 1943 roku w Warszawie znalazły się dziesiątki żółwi? Bo był taki transport do fabryki w Niemczech. Parę wagonów odstawiono wtedy w Warszawie na bocznicę. Mój ojciec miał wtedy zwierzątko domowe. Ale już ciotka przerobiła go po prostu na zupę. Nawet Janusz Głowacki wspominał, że miał wtedy żółwia.

Wracając do nieruchomości: jak je sprzedawano?

Ludzie potrzebowali pieniędzy, by komuś pomóc. Potrzebowali pieniędzy na łapówki. Antoni Marianowicz w "Życiu surowo wzbronionym" nie opisuje dokładnie, jak sprzedaje swoją willę. Ale byli odpowiedni adwokaci i notariusze, którzy przez sieć pośredników potrafili wszystko załatwić. Wychodziło na to, że nawet Żyd mógł w czasie okupacji sprzedać mieszkanie, a w papierach wszystko wyglądało w porządku. 

I każdy brał procent?

No myślę, że mało kto robił to za darmo. Proszę pamiętać, że połowa warszawskiej inteligencji w okresie okupacji żyła z pośrednictwa. Każdy z tych urzędników zarabiał jakąś drobną kwotę. Nikt by raczej nie przeżył okupacji dostając tylko pensję, jako np. kancelista.

Czy o takich transakcjach można mówić, że były wtedy legalne?

Nie jestem prawnikiem, ale wówczas spełniały formalne wyznaczniki legalności. Jedna strona była pewnie zmuszona do sprzedaży przez sytuację, ale nikt jej nie kazał tego robić. Czy można uznać sprzedaż kamienicy, jeżeli ktoś z moich bliskich jest w Oświęcimiu i potrzebuje łapówki? Czy to podstawa do unieważnienia transakcji? Pod względem etycznym tak, bo względem prawnym myślę, że nie. Dziś też nikogo by nie interesowało dlaczego sprzedaje samochód. Bo mam długi czy raczej mi się znudził?

Inwestycje w nieruchomości były bezpieczne?

W 1942 i 1943 pojawiły się mocne naloty Sowietów na Warszawę. Miasto zostało wtedy poważnie uszkodzone. Wtedy mógł pojawić się strach: nie inwestuję w kamienice, bo też zostaną zniszczone.

Gdy dziś mówimy o okupacji raczej nie wspominamy robionych w tamtym okresie interesów. Szmugiel głównie przychodzi mi do głowy.

Mówi się o tej stronie bardziej bohaterskiej. Jest wiele rzeczy niezbadanych czy pół zbadanych. Przykładowo polska prasa podziemna za rzecz haniebną i straszną uważała ówczesną korupcję. I to nie wśród Niemców, ale właśnie polskich urzędników. W artykułach takie osoby wymieniano nawet z nazwiska. Skazywano na karę infamii. Bo brały łapówki od zwykłych ludzi, którzy po prostu próbowali wtedy przetrwać zajmując się szmuglem lub wyprzedając swoje precjoza czy właśnie domy.

Rozmawiał Sebastian Kucharski - zdjęcia Narodowe Archiwum Cyfrowe www.nac.gov.pl


Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • miro

    zgłoś naruszenie odpowiedz 08.03.2017 01:28 ~miro

    W 1942 i 1943 pojawiły się mocne naloty Sowietów na Warszawę. Miasto zostało wtedy poważnie uszkodzone.

    Rosjanie byli "zajęci" bitwa o Stalingrad a tu mieli czas robic jakieś nocne naloty na Warszawę?

  • rickh

    zgłoś naruszenie odpowiedz 18.11.2016 08:31 ~rickh

    W czasie okupacji nieruchomościami pożydowskimi zarządzali polscy adwokaci i już wtedy dorabiali się majątków... Wiele spraw powojennych miała początek własnie wtedy.

  • bombz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 07.10.2016 22:24 ~bombz

    Jeszcze przed Powstaniem Szkoda, że potem tak duży procent tej klimatycznej architektury Warszawa straciła....

  • commuter

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 16:31 ~commuter

    A tragedia Gdyni? Mieszkańcy grupy pierwszej (przybysze z Kongresówki i Wielkopolski, czyli budowniczowie tego miasta) mieli 20 minut na opuszczenie domow, mieszkań, kamienic i wio bydlęcymi wagonami do GG. Domy i kamienice jako mienie porzucone były natychmiast przydzielane "repatriowanym" Niemcom bałtyckim, ukraińskim i z Besarabii ze skrupulatnym wpisem (lub ordynarnym fałszerstwem/wymazaniem) w księgach wieczystych. Co było dalej w PRL i co jest obecnie w sądach? No comments!

  • Pilot

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 15:53 ~Pilot

    Pierwszy nalot sowieckiego lotnictwa na Warszawę miał miejsce 23 czerwca 1941 roku.

  • wawa

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 15:11 ~wawa

    Polska ma takie położenie w Europie,że tylko sprytem i oszustwem,mogliśmy przetrwać.

  • mad

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 13:15 ~mad

    W tym świetle reprywatyzacja, to kolejna grabież. Trzeba przerwać to błędne koło!

  • tak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 13:02 ~tak

    Plan był jasny od początku: utrzymać na terenach okupowanych infrastrukture, drogi etc., gospodarczo utrzymać "polską dezorganizację" jak ja określali sami niemcy

  • Tramwajarz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 11:59 ~Tramwajarz

    Sławny profesor z tramwaju ?

  • nick

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.09.2016 11:01 ~nick

    Czyli mamy ciągłość historyczną. Wtedy i teraz byli tacy prawnicy i tacy szmalcownicy. Co kogo obchodzą daty i podrobione testamenty z Oświęcimia, które cudem ocaleni próbowali obalić. Jest biznes po trupach.... i tak do dziś.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »