Informacje

12.05.2012 07:20 REPORTAŻ TVNWARSZAWA.PL

Korupcja czy frustracja?
Tak się wynajmuje od miasta

SERWISY:

Lokale użytkowe to dla miasta źródło dochodów, a dla najemców często być albo nie być. Toczy się o nie ciągła, bezpardonowa walka. Dużo w niej ciężkich oskarżeń i wzajemnych podejrzeń, a mało przejrzystości.

Zanim nad parą z czajnika ostrożnie rozklei się kopertę z ofertą w przetargu, trzeba do szklanki wlać setkę wódki. Jeśli ma kolorowy połysk, to... nie znaczy że alkohol jest lewy - to znaczy, że CBA jest już na tropie skorumpowanego urzędnika.

Takim przesądem kierować miał się pracownik urzędu jednej z warszawskich dzielnic, który brał łapówki za ustawianie przetargów na miejskie lokale. Środki ostrożności na nic się zdały - podobno siedzi w więzieniu. Tak mówi miejska legenda; jedna z wielu otaczających konkursy i przetargi na lokale użytkowe.

Bezpieczne jak w urzędzie

Takich lokali tylko w Śródmieściu jest ponad 3 tysiące. Rocznie odbywa się kilkanaście konkursów i przetargów. Różnica polega przede wszystkim na tym, że w przetargu lokal można wynająć na 10 lat, a w konkursie najwyżej na 3. Z kolei przetargu nie można ogłosić na lokal z zagmatwaną sytuacją prawną, np. objęty roszczeniami. W Śródmieściu zdecydowana większość "idzie" więc w konkursach. Jedne i drugie ogłaszane są przez dzielnicowe Zakłady Gospodarowania Nieruchomościami i w obu wygrywa ten, kto zaproponuje najwyższą miesięczną stawkę za metr kwadratowy.

Oferty przynosi się w kopertach. Te trafiają do sejfów, a później - zwykle po kilku dniach - są publicznie otwierane. Skoro o zwycięstwie decyduje stawka czynszu, w zasadzie nie powinno dziwić, że propozycje są zbliżone do siebie. To, co dziwi - i prowokuje do oskarżeń - to sytuacje, w których jedna oferta przegrywa z następną raptem o kilka groszy. Wtedy pojawiają się pytania, co właściwie działo się z kopertami przez tych kilka dni, gdy miały bezpiecznie leżeć w urzędzie.

10 groszy różnicy

- Startowałam w konkursie na lokal, który wcześniej podnajmowałam - mówi była już właścicielka jednej z warszawskich restauracji. - Zrobiłam tam remont, miałam stałych bywalców, więc zaproponowałam stawkę wyższą, niż ta, której spodziewałam się po konkurencji. Chciałam wygrać - wspomina, zastrzegając, że chce pozostać anonimowa. - Ostrzegano mnie, by ofertę złożyć w ostatniej chwili. Przyjechałam do urzędu dwie godziny przed upływem terminu i miałam jeszcze poczekać, ale na korytarzu pracownik złapał mnie za rękę i powiedział, że wszyscy, którzy wpłacili wadium, swoje oferty już oddali, więc szkoda mojego czasu - relacjonuje.

Koperta trafiła więc do kancelarii, a pewna wygranej oferentka wyszła z urzędu. - Gdy wsiadałam do samochodu, zobaczyłam mężczyznę, który bardzo nerwowo spacerował po parkingu. Nagle odebrał telefon, wbiegł do środka i zniknął. Kilka dni później okazało się, że to on wygrał konkurs. Przebił moją ofertę - która, jak się okazało, wcale nie była złożona jako ostatnia - o 10 groszy.

Choć nikogo nie złapano za rękę, trudno dziwić się, że w takich okolicznościach rodzą sie podejrzenia. Podobnych historii musi być więcej, skoro prowokują do niekonwencjonalnych działań. - Spotkałem ludzi, którzy swoją ofertę zapakowali w cienką, angielską gazetę, tak by tego opakowania nie dało się ani rozkleić, ani podrobić - opowiada uczestnik jednego z konkursów. Też chce pozostać anonimowy.

Złe emocje i frustracja

- Z różnymi pretensjami spotykamy się właściwie cały czas - przyznaje Mateusz Dallali. Rzecznik śródmiejskiego ZGN jest też pracownikiem działu kontroli wewnętrznej, więc wie, o czym mówi. - Na stu oferentów zawsze znajdzie się jeden rozgoryczony porażką, który będzie chciał unieważnienia konkursu, bo "lokal mu się należał". A winni będą wszyscy, od premiera po ochroniarza urzędu. Oczywiście, najbardziej urzędnicy.

- Owszem, zdarzają się przetargi, w których o wygranej decydują groszowe różnice, ale otwieranie kopert? To absurdalny zarzut. Ilu urzędników musiałoby brać w tym udział? Nie sądzę, by ktoś chciał korumpować cały urząd, żeby wygrać przetarg nawet na najbardziej atrakcyjny lokal - mówi z przekąsem Dallali. I dodaje: - Odkąd pracuję w ZGN, nie dotarły do mnie informacje, by ktoś złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z konkursami na lokale użytkowe. To są oskarżenia rzucane w chwili złych emocji i frustracji związanych z przegraną, co jestem nawet w stanie zrozumieć.

Po trzech latach użytkowania lokalu najemca ma jednak prawo wystąpić do miasta o jego sprzedaż. W dodatku od ceny odliczyć może część tego, co zainwestował w remont. Jest więc o co walczyć, ale słowa rzecznika potwierdza zarówno prokuratura okręgowa w Warszawie, jak i Centralne Biuro Antykorupcyjne, które nie prowadziły postępowań w podobnych sprawach. Z drugiej strony, trudno się dziwić, że ci, którzy czują się poszkodowani, mimo wszystko nie idą na otwartą wojnę z ratuszem. Większość zaciska zęby i startuje w kolejnych konkursach.

Tajne jak umowy

Konkurs na atrakcyjny lokal w centrum Warszawy, rozstrzygnięty pod koniec zeszłego roku. Zdecydowana większość z kilkunastu ofert opiewa na kwoty rzędu 60 - 80 złotych za metr. Trzy najwyższe to już 100 złotych z groszami. Wygrywa środkowa. Najwyższa zostaje odrzucona z powodów formalnych, a trzecia jest o kilkadziesiąt groszy niższa od wygranej. Ile przetargów kończy się w taki sposób?

- Musiałbym przejrzeć wszystkie, a to są setki, jeśli nie tysiące dokumentów - rozkłada ręce Dallali. Ale zapewnia: - Takie przypadki należą jednak do rzadkości i trafiają się głównie w przetargach na najmniej atrakcyjne lokale, gdzie stawki wynoszą po kilkanaście złotych za metr.

Pytany, czy może udostępnić dane o wszystkich przetargach i proponowanych w nich stawkach odpowiada: - To niemożliwe, ponieważ osoby, które nie podpisały z nami umowy, mogłyby sobie tego nie życzyć. Nie możemy ujawnić ani ich danych, ani kwot, które zaproponowały, chyba, że sami zainteresowani wyrażą na to zgodę.

Argumentu o ochronie danych osobowych ratusz używa ostatnio coraz częściej. Przez wiele miesięcy zasłaniał się w ten sposób przed ujawnieniem, z kim podpisuje umowy zlecenia i umowy o dzieło. W przypadku lokali, szczegółów nie poznamy też z ogłoszenia o rozstrzygnięciu przetargu - jest w nim tylko informacja, kto wygrał i jaką stawkę zaproponował.

Skala problemu jest więc właściwie nie do oszacowania. Kontrolowanie przebiegu konkursów to ciężkie zadanie także dlatego, że choć teoretycznie wszystkie informacje dostępne są w internecie, trudno je namierzyć. Na przykład w Śródmieściu część danych znajduje się na stronie ZGN, a część - dzielnicy. Na Mokotowie można je otrzymać tylko przychodząc do urzędu.

Oporne usprawnianie procedur

- A przecież wystarczyłoby otwierać oferty od razu po tym, jak minie termin ich składania - zwraca uwagę jedna z osób, które opowiedziały nam o słabość miejskich procedur. - Wszyscy zainteresowani byliby na miejscu i nikt nie byłby podejrzany.

Zdaniem urzędników, to jednak nie takie proste. - Każdy dokument musi zostać opisany i wprowadzony do elektronicznego systemu. To trwa. Jeśli wszyscy przyszliby w ostatniej chwili, zrobiłby się tylko dodatkowy bałagan - ocenia Krzysztof Czubaszek, naczelnik wydziału kultury i promocji w Śródmieściu. I dodaje: - Każdą ofertę trzeba sprawdzić pod względem formalnym, a to może przecież trwać nawet kilka dni. Nie mówiąc już o tym, jakie kłótnie byłyby, gdyby ktoś utknął w kolejce i do okienka dotarł minutę po czasie. Jego zdaniem, takie zamieszanie prowadziłoby do kolejnych podejrzeń.

Dallali jest mniej sceptyczny: - Każdy może złożyć do burmistrza wniosek o usprawnienie procedur, ale to też zdarza się bardzo rzadko. Zresztą nie wiem, czy jest sens coś zmieniać, skoro nie stwierdzono dotąd żadnych nieprawidłowości? A drobne usprawnienia wprowadzane są na bieżąco - kończy.

- Urzędnicy zwykle nie chcą zmian, ale to nie znaczy, że procedur nie da się poprawić - zwraca uwagę Krzysztof Izdebski ze Stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich. W 2009 roku brał udział w projekcie Pozarządowej Inspekcji Lokalowej, który polegał na badaniu procedur przyznawania lokali w konkursach profilowanych. - Wskazaliśmy urzędnikom kilka słabych punktów i niektóre rzeczywiście udało się usprawnić - podkreśla Izdebski. Chodzi m.in. o zakaz podnajmowania lokali firmom i kontrolowanie tego, czy są wykorzystywane zgodnie z warunkami konkursu. Innym efektem są obowiązkowe naklejki informujące o tym, że lokal został wynajęty poza konkursem. - Dzięki temu ludzie mieszkający obok dowiedzieli się w ogóle o istnieniu takich lokali i o prowadzonej tam działalności. To także element kontroli, bo jeśli dzieje się tam coś innego, sąsiedzi wiedzą, że powinni reagować - zauważa Izdebski.

Karol Kobos
k.kobos@tvn.pl

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • ekonomista

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.08.2012 21:27 ~ekonomista

    ani panstwo, ani miasto nie jest od prowadzenia dzialalnosci gospodarczej, a taka jest wynajem lokali.
    wszystkie lokale powinny zostac sprzedane i nie byloby dluzej zadnych problemow z wynajmowaniem lokali.

    poza tym, jesli juz takie lokale musza istniec, to obecne zasady nalezaloby zmienic wprowadzajac aukcje: wygrywa ten kto proponuje wyzszy czynsz. kazdy placac jakies wstepne. koniec problemu i najwieksze wplywy do kasy miasta.

    poki co zawsze beda watpliwosci, albo rzeczywiste wypaczenia.

  • zgada

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 11:15 ~zgada

    Szary- skala nepotyzmu , korupcji w naszym kraju jest olbrzymia . Dotyczy też sędziów i prokuratorów. Nie sposób zgłosić przetępstwa czynionego przez takie osoby . Nie ma trybu skargowego bo polega on tylko na chronieniu tej patologii. Tak , oczywiście. W tym chorym systemie są mimo wszystko uczciwe osoby. Zgoda. Ciężko się uśmiechać jeśli przez tę degrengoladę traci się wszystko.

  • walka

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 10:52 ~walka

    Wiara w ludzi kończy się, gdy widzisz cynizm urzędnika, gdy widzisz jak robi podchody pod wyrzucenie cię z wyremontowanego na własny koszt lokalu. Jak szybko i przyjaźnie sprzedaje lokale innym a nie tobie. Wtedy kończy się wiara w urzędnika i jego czyste intencje. Rodzi się pewność, że jest nie tak. Oni nie mają argumentów. Wypowiadają jedynie jakieś oślizłe formulki. Zwodzą urzędników. Najczęściej mówią o roszczeniach. To zamyka usta dziennikarzy. A przecież pełna lista roszczeń jest umieszczona na stronie miasta. Znakomita wiekszość warszawskich nieruchomości jest wolna od roszczeń. Urzędnik zasłaniający sie roszczeniami po prostu ucina temat budynków bez roszczeń. Ma przygotowaną formułkę i nią się zasłania. Wie, że kłamie i chce kłamać. Mam mu wierzyć?

  • rene

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 10:48 ~rene

    do szarego
    również nie napiszę o który zgn chodzi ale moja wiara legła pod presją realiów życia ponieważ przeszadłem przez tą procedurę.są oczywiście ludzie normalni,uczciwi ale tych spotykam codziennie w mojej pracy i zajmują oni zazwyczaj niższe stanowiska administracyjne.
    przychylność pani referentki to nie wszystko ,skoro nad nią siedzi skorumpowany urzędnik,zależny od czapy,która swoja dolę musi dostać.moja wypowiedź nie jest więc żadną mżonką,tymbardziej ,że w szufladzie mam rachunki za remont mieszkania komunalnego,które wypłacono poprzez pana henia.ostatnio wspólnota zrobiła naprawę instalacji w przetargu.wygrała znowu ekipa henia.

  • Szary Obywatel tego kraju

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 10:24 ~Szary…

    Wiecie co. Jak się Was czyta to aż wstyd się rodzi. Trochę wiary w ludzi. W tym kraju są jeszcze albo już naprawdę w porządku urzędnicy. To jest ich praca tak jak Wasza i nie wiem czy Wam byłoby przyjemnie gdyby ciągle ktoś Was posądzał i obmawiał, tak już z założenia bo to urzędnik. Sam w ZGN w jednej z dzielnic (nie napiszę celowo w której bo od razu znajdziecie jakieś ale, bo Franek albo Józek słyszał) spotkałem przyjaźnie nastawionych i naprawdę uprzejmych, wszystko wyjaśniających i po prostu ludzkich urzędników i wstyd mi,że wszystko uogólniacie. Ktoś komuś gdzieś powiedział no i Henio wygrał. A nie mógł wygrać uczciwie? Dajcie spokój. Trochę wiary w LUDZI - i urzędników : to też ludzie, jedni z Was. Więcej uśmiechu to i Wy spotkacie się z uśmiechem i sercem innych.

  • walka

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 10:01 ~walka

    W Śródmieściu chyba wszystkie konkursy na wynajem są proflowane. A na wykupy lokali to już pewniak. Profilowany jest najemca i nabywca. Reszta jest bez znaczenia. Jak coś idzie nie tak - to się unieważnia. To takie proste. Dlaczego frustraci nie chcą tego zrozumieć? Państwo urzędnicy mają uznaniowe prawo, które pozwala im gospodarować majatkiem komunalnym wg własnego uznania i własnego interesu. To rodzi frustrację. Zabierzmy im to prawo.

  • gaz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 07:36 ~gaz

    Aukcje internetową zorganizoać i po sprawie.

  • rene

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.05.2012 00:26 ~rene

    zgn-y wprawdzie nie przydzielają komunalnych mieszkan ale dostają koszmarnie duże pieniądze z gmin na ich przystosowanie dla nowych najemców.teoretycznie najemca może wykonać remont sam i ubiegać się o zwrot,byłoby szybciej,solidniej i taniej.w praktyce kasa idzie do zaprzyjaźnionych firm,czytaj panów heniów,zatrudniających szarą strefę,a z lokalami handlowymi to mozna wygrać lokal o niskim stopniu rentowności.ostatnio spotkałem pracownika najemnego,który wiedział ,że będzie pracaował w lokalu,będacym dopiero oficjalnie zgłoszony na stronie zgn-u.oczywiście wygrał jego pracodawca i w lokalu kreci się aż miło.czyli kasa bokiem poszła.

  • jay

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.05.2012 21:12 ~jay

    jak na Mokotowie jest tak fajnie to dlaczego od Odyńca do Woronicza więcej jest lokali zamknietych niż otwartych lepij żeby stały puste niż były wnajete dziwna polityka

  • petent

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.05.2012 20:45 ~petent

    Frustracja bo korupcja. ZGN i Wydz. Lokalowe to jeden diabeł. Ścisła współpraca.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »