Informacje

12.07.2018 16:27 jedna dla prezydent Warszawy

Komisja nie miała litości, siedem kar za nieobecność

SERWISY:


Dwa posiedzenia przeprowadziła w czwartek komisja weryfikacyjna Patryka Jakiego. Pierwsze o charakterze ogólnym i drugie poświęcone reprywatyzacji kamienicy przy Mokotowskiej 40. Nie stawiło się aż sześcioro wezwanych stron i świadków, w tym Hanna Gronkiewicz-Waltz. Komisja wystosowała w sumie siedem grzywien. Najwyższą - równą 30 tysięcy złotych - dla prezydent Warszawy.

Kamienica przy Mokotowskiej 40, której zwrotem zajmowała się w czwartek komisja została zreprywatyzowana w 2012 roku. Nie trafiła w ręce prawowitej spadkobierczyni. Ta starała się odzyskać budynek jeszcze w latach 40., ale jej się nie udało, bo - jak tłumaczyło ówczesne Prezydium Rady Narodowej - zbyt późno złożyła wniosek dekretowy.

W 2012 roku kamienicę jednak zreprywatyzowano - beneficjentami decyzji zwrotowej zostały dwie panie, które od spadkobierczyni odkupiły roszczenia. Niedługo po reprywatyzacji sprzedały je spółce Plater reprezentowanej przez Mirosławowa Bieńka oraz Danucie i Marianowi Robełkom.

W środę komisja próbowała rozstrzygnąć, "jak to się stało, że kiedy następczyni prawna próbowała odzyskać nieruchomość przy Mokotowskiej, to jej się to nie udawało, a jak pojawił się konglomerat rodzin Robełków i Bieńków to machina ruszyła" (jak powiedział na posiedzeniu przewodniczący Patryk Jaki).

Ze strony świadków nie było jednak jasnej odpowiedzi. Jeden z urzędników tłumaczył to m.in. nową linią orzeczniczą i skomplikowanymi zapisami prawa.

Wielu ważnych świadków na komisję się nie stawiło. Nie przyszły beneficjentki decyzji z 2012 roku, państwo Robełkowie ani Mirosław Bieniek. Nie pojawiła się też prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Łącznie członkowie zespołu nałożyli siedem grzywien. Dlaczego aż tyle?

Komisja przeprowadziła w środę dwa posiedzenia (ogólne i dotyczące Mokotowskiej 40). Danuta i Marian Robełkowie oraz Mirosław Bieniek byli wezwani na obydwa i na żadnym się nie stawili. Komisja ukarała grzywną w wysokości 10 tysięcy złotych Mariana Bieńka i Mirosława Robełka, ale dwukrotnie (czyli powinni zapłacić po 20 tysięcy). Danuty Robełek nie ukarała. Jak wskazał wiceprzewodniczący Kaleta, dostarczyła usprawiedliwienie, z którego wynika, że jest w szpitalu.

Tylko na posiedzenie w sprawie Mokotowskiej wezwano beneficjentki decyzji reprywatyzacyjnej. Brygida Goworek dostała grzywnę równą 10 tysięcy, a Małgorzata Rogozińska-Dzik - pięć tysięcy, bo jak wskazał wiceprzewodniczący Sebastian Kaleta - dostarczyła komisji pisemne wyjaśnienia.

Z kolei prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz była wezwana tylko na posiedzenie ogólne. Nie przyszła ze względu na wyjazd do Singapuru w delegację. Mimo to przewodniczący Patryk Jaki złożył wniosek o ukaranie prezydent grzywną w wysokości 10 tysięcy. Stawkę przelicytował jednak Łukasz Kondratko (przedstawiciel komisji z ramienia PiS), który złożył wniosek o ukaranie 30 tysiącami złotych. Jego wniosek ostatecznie został przyjęty.

 

CAŁE POSIEDZENIE RELACJONOWALIŚMY  NA BIEŻĄCO:


10.12 Przewodniczący Patryk Jaki otworzył pierwsze posiedzenie o charakterze ogólnym. Rozpoczął tradycyjnie od sprawdzenia kworum i listy obecności.

Na czwartek wezwano następujące osoby: Hannę Gronkiewicz-Waltz, Mirosława Bieńka, Krzysztofa Dębskiego, Danutę Robełek i Mariana Robełka. - Stawił się jednak tylko pan Krzysztof Dębski - oświadczył Jaki.

- Hanna Gronkiewicz-Waltz wysłała do nas usprawiedliwienie, z którego wynika, że przebywa w Singapurze na jakiejś konferencji - powiedział. Po czym skomentował, że taka sytuacja powtarza się "już któryś raz", choć stawiennictwo przed komisją "jest obowiązkowe".

- To konsekwentne niewywiązywanie się ze swoich obowiązków - stwierdził przewodniczący i zgłosił wniosek o ukaranie prezydent grzywną w wysokości 10 tysięcy złotych.

Szefową ratusza próbował bronić poseł Platformy Obywatelskiej Robert Kropiwnicki. Podkreślił, że obecność na międzynarodowych konferencjach jest ważna "i prezydent Warszawy powinien na nich bywać". - Pan dopiero jest kandydatem na to stanowisko, więc może pan tego jeszcze nie wiedzieć - skomentował w kontekście kampanii ministra Jakiego. Stwierdził też, że wezwania na komisje powinny być wysyłane z dłuższym wyprzedzeniem, a kara dla prezydent - niższa.

- Może pan nałożyć karę do 10 tysięcy złotych i zawsze wybiera wariant maksymalny - zauważył Kropiwnicki.

Jaki nie uznawał jednak tej argumentacji. - Bardzo się cieszę, że dziś pani prezydent jest tak zaangażowana. Jednak gdyby choć część swojego singapurskiego czasu przeznaczyła na sprawy warszawskie, z pewnością byłoby to z większą korzyścią dla warszawiaków - skomentował przewodniczący. Wtórował mu jego zastępca Sebastian Kaleta, który przypomniał, że Gronkiewicz-Waltz jest wzywana na posiedzenie ogólne już po raz czwarty.

- Pani prezydent nie jest sama, ma swoich zastępców, więc jest możliwość, żeby w takich mniej oficjalnych wydarzeniach [konferencja w Singapurze - red.] reprezentował ją ktoś inny, aby mogła stawić się przed komisją - powiedział Kaleta.

- Jeśli pani prezydent nie odpowiada termin, niech sama go zaproponuje. Komisja się dostosuje - oświadczył Jaki.

Głos zabrał też przedstawiciel PiS Łukasz Kondtratko, który zgłosił wniosek o zwiększenie kary do 30 tysięcy złotych. Komisja ten wniosek przyjęła, po czym ukarała prezydent Warszawy grzywną w wysokości 30 tysięcy złotych.



10.30 Kolejny świadek Mirosław Bieniek również nie przyszedł na czwartkowe posiedzenie. - Jego żona dostarczyła usprawiedliwienie, w którym poinformowała, że pan Bieniek jest pod opieką lekarską - poinformował Jaki. Zgłosił jednak wniosek o nieuznanie tego usprawiedliwienia i zaproponował grzywnę w wysokości 10 tysięcy złotych.

- Bieniek jest ponownie wzywany przed komisję. (…) Możliwe, że nie chce się stawić. Jego usprawiedliwienie nie spełnia wymogów formalnych, wniosek o ukaranie jest słuszny - dodał Sebastian Kaleta.

Ostatecznie w głosowaniu komisja ukarała Mirosława Bieńka karą w wysokości 10 tysięcy złotych.

 

10.35 Nieobecni na komisji byli także kolejni świadkowie - Danuta i Marian Robełek. Oboje, jak powiedział przewodniczący, dostarczyli usprawiedliwienie: Danuta Robełek przebywa w szpitalu, jej mąż - jak mówił przewodniczący - "chciał pozostać przy żonie".

Ostatecznie komisja przyjęła usprawiedliwienie Danuty Robełek i nie ukarała jej grzywną. Inną decyzję podjęła jednak wobec Mariana Robełka. Ten dostał karę równą 10 tysięcy złotych.

 

10.40 Rozpoczęło się przesłuchanie pierwszego obecnego na posiedzeniu komisji świadka - Krzysztofa Dębskiego, radcy prawnego reprezentującego beneficjentów nieruchomości przy Mokotowskiej 40.

Świadek rozpoczął od wygłoszenia swobodnego oświadczenia. Przekonywał w nim, że "obrót roszczeniami nie jest żadnym nowym zjawiskiem". - W orzecznictwie sądów powszechnych wskazywano, że praktyka ta jest w pełni zgodna z prawem - zaznaczył.

Wyjaśnijmy, decyzja reprywatyzacyjna na Mokotowską 40 została wydana w 2012 roku. Beneficjentkami były wówczas Brygida Goworek i Małgorzata Rogozińska-Dzik, które nabyły roszczenia do nieruchomości od spadkobierczyni dawnej właścicielki. Niedługo potem (w grudniu 2012 r.) beneficjentki sprzedały swoje roszczenia do nieruchomości na rzecz m.in. Mirosława Bieńka i państwa Robełków.

Dębski w swoim oświadczeniu wstępnym zaznaczył też, że zanim rozpoczął karierę jako radca prawny, pracował w urzędzie , m.in. w dzielnicy Praga Południe (do 1997 roku), gdzie zajmował się gospodarką nieruchomościami. W tym samym czasie pracował również w spółdzielni mieszkaniowej "Osiedle Młodych", gdzie zajmował się regulowaniem stanów prawnych nieruchomości.

Po wystąpieniu wstępnym świadka, pytania zaczęli zadawać mu członkowie komisji. - Kiedy pierwszy raz zetknął się pan ze sprawą Mokotowskiej 40? - zaczął przewodniczący Jaki.

- Zwrócił się do mnie pan Bieniek, który miał już orientacje o spadkobiercach. Wiedział, że spadkobierczynię mieszkającą w Szwecji reprezentuje adwokat mieszkający w Warszawie, z którym potem się skontaktowałem. Wszystko działo się w 2011 roku - odpowiedział Dębski.

Dalej Jaki chciał wiedzieć, dlaczego roszczenia do nieruchomości zakupiły i nieruchomość przejęły dwie wspomniane panie. - To były decyzje biznesowe pana Bieńka. Zawiązał on wstępną umowę ze spadkobierczynią, wskutek której miał prawo wskazać bezpośrednie nabywczynie - kontynuował świadek.

Dalej przewodniczący chciał wiedzieć, dlaczego beneficjentki zdecydowały się tak szybko sprzedać roszczenia, a nie dążyły samodzielnie do poszukiwania inwestora i na przykład wyremontowania kamienicy.

Dębski przekonywał, że "obie panie podjęły decyzję o sprzedaży samodzielnie". - Ani im tego nie doradzałem, ani nie odradzałem - zapewnił.

- Czy według pana to nie jest po prostu zwykłe stawianie słupów? - zapytał Jaki. Na co radca prawny odpowiedział, że każdy właściciel ma możliwość zarządzania swoimi nieruchomościami i prawami do nich w wybrany przez siebie sposób.

 

 

11.10 Dalej Krzysztof Dębski był pytany o znajomość z kilkoma urzędnikami ratusza, w tym z Marcinem Bajką, Mariuszem P. lub Jackiem W. (obaj usłyszęli zarzuty związanie z reprywatyzacją). Świadek podał, że byłego szefa Biura Gospodarki Nieruchomościami nigdy nie poznał, natomiast z dwoma pozostałymi panami "miał kontakt" - ale tylko w urzędzie, przy okazji załatwianych spraw.

- Jak dużo spraw dekretowych pan prowadził? - pytał wiceprzewodniczący Kaleta.

- Teraz kilkanaście. Natomiast liczby spraw prowadzonych w przeszłości i zakończonych nie jestem w stanie podać, to mogło być około 20 nieruchomości - odpowiedział Dębski. Dopytywany dodał, że "kilka z nich trafiło do pana Robełka", nie chciał jednak podać precyzyjnej liczby stwierdzając, że to może narazić go na szkodę.

Kaleta pytał także świadka o Mirosława Bieńka. - Jest jednym z moich głównych klientów - odpowiedział Dębski.

Dalej, świadek był pytany o Roberta N. Dębski podał, że miał okazję go poznać i kilka razy z nim rozmawiał. Podobnie wskazał w odpowiedzi o znajomość z mecenasem Janem Stachurą. W obu przypadkach zaznaczył jednak, że był to "sporadyczny kontakt".

Następnie Kaleta chciał wiedzieć, jakie wynagrodzenie otrzymał świadek od pierwszych beneficjentek (które też reprezentował), czyli pań Rogozińskiej-Dzik i Goworek. Dębski odpowiedział, że nie dostał żadnego wynagrodzenia, bo obowiązek jego wypłaty przeszedł na kolejne strony, którym beneficjentki sprzedały roszczenia (czyli spółkę Plater i państwa Robełków). W odpowiedzi wiceprzewodniczący skomentował, że to kolejny powód, który pozwala twierdzić, że "dwie panie były słupami". Dębski stanowczo zaoponował. - Nie. Nie mam żadnych wiarygodnych podstaw, by tak sądzić - powiedział.

 

11.40 Podczas przesłuchania Dębski długo był pytany o decyzje z lat 40., kiedy to prawowita spadkobierczyni starała się odzyskać nieruchomość. Co jej się nie udało ze względu na zbyt późno złożony wniosek dekretowy.

Dębski powiedział, że urząd nigdy nie wydał decyzji odmownej dotyczącej zwrotu Mokotowskiej 40. Miasto (a konkretniej Prezydium Rady Narodowej) według świadka - odmówiło jedynie przywrócenia terminu na złożenie wniosku dekretowego, ale wprost nie odmówiło przyznania prawa użytkowania wieczystego.

Tu zaoponował wiceprzewodniczący Kaleta. Oświadczył, że w aktach jest też decyzja odmowna, która "stwierdza, że nieruchomość przeszła na własność Skarbu Państwa" i pokazał świadkowi dokument, który miał to potwierdzić. - To nie jest decyzja, ale sentencja orzeczenia administracyjnego. Dodatkowo nie ma adresata - skwitował Dębski po zapoznaniu się z dokumentem.

Jako kolejny pytania zadawał Łukasz Kondratko. Chciał wiedzieć m.in. czy świadek Dębski poznał Grzegorza M., Marzenę K. i Janusza P. (czyli beneficjentów reprywatyzacji słynnej działki przy dawnej Chmielnej 70). Dębski odpowiedział twierdząco tylko w przypadku ostatniej z wymienionych osób. - Pan Janusz P. był w jakiejś sprawie kontrahentem pana Bieńka - poinformował. Odmówił jednak odpowiedzi na pytanie, o jaki adres wówczas chodziło.

Adam Zieliński (przedstawiciel komisji z ramienia Kukiz’15) chciał natomiast wiedzieć, kiedy świadek poznał beneficjentki decyzji dotyczące Mokotowskiej 40. - Panią Goworek poznałem w 2010 roku, a panią Rogozińską wcześniej, przed 2010, ale nie pamiętam przy jakiej okazji - odpowiedział Dębski. Dopytywany dodał, że nie wykonywał innych czynności w ich imieniu w sprawach innych nieruchomości

Zieliński pytał też o kontakty z lokatorami kamienicy przy Mokotowskiej 40. Dębski odparł, że nie miał takich kontaktów, bo tym zajmował się - w imieniu spółki Plater - Tomasz Winciorek.

- Pan Winciorek przekazywał mi, że lokatorzy bardzo chwalą sobie relacje ze spółką. Mogę to dostarczyć komisji jako pozytywny przejaw reprywatyzacji - oświadczył świadek.

 

 

12.10 Kolejny poseł Prawa i Sprawiedliwości Jan Mosiński pytał świadka o sprawę kamienicy przy Nowogrodzkiej 18. Chciał wiedzieć, jaka była rola Dębskiego w tym zakresie.

- Reprezentowałem rodzinę dawnego właściciela, którego spadkobiercy otrzymali postanowienie o nabyciu spadku. W toku postępowania przed SKO [Samorządowe Kolegium Odwoławcze - red.] okazało się jednak, że spadkobiercy których reprezentowałem byli ustanowieni nieprawidłowo - odpowiedział świadek. - Okazało się, że został sporządzony testament, zgodnie z którym spadkobiercą była żona zmarłego właściciela. Oboje zmarli w Szwajcarii, wiec powinny zadziałać umowy indeminizacyjne. O tych faktach nikt nie wiedział. Po ich ujawnieniu wnioskowałem o umorzenie postępowania - tłumaczył dalej Dębski.

Dopytywany przez Mosińskiego, czy w sprawie Nowogrodzkiej 18 kontaktował się z byłym wiceprezydentem Jarosławem Jóźwiakiem -Dębski zaprzeczył.

Po Janie Mosińskim pytania zadawał Paweł Rabiej, przedstawiciel Nowoczesnej. Chciał wiedzieć, w jakich dzielnicach znajdowały się nieruchomości, co do których Dębski reprezentował swoich klientów. - W bardzo różnych, zwłaszcza Mokotów, Śródmieście i obie Pragi - odpowiedział świadek.

Potem głos wrócił do Łukasza Kondratki, który pytał, w jakich spółkach Krzysztof Dębski posiada udziały. Świadek odpowiedział, że m.in. ma pięć procent udziałów w spółce Projekt S., która przejęła od spółki Nowe Dzielnice roszczenia do słynnych ogródków działkowych przy al. Waszyngtona. - Ostatecznie ich [ogródków - red.] nie przejęła, więc obecnie spółka jest martwa - poinformował Dębski. Następnie dodał, że na zlecenie Mirosława Bieńka sporządził opinię prawną w tej sprawie. - Byłem za ich [ogródków - red.] reprywatyzacją. Dziś wiemy, że mamy tam do czynienia z umowami indeminizacyjnymi, ale wtedy nikt o tym nie wiedział - dopowiedział Świadek.

Przy okazji zadawania pytań przez ministra Kondratkę Dębski przyznał również, że był właścicielem dwóch nieruchomości na Pradze Południe: przy Pustelnickiej 17 i Grochowskiej 57. W latach 2013-2014 podjęte zostały decyzje zwrotowe ws. tych nieruchomości. Świadek powiedział, że nie był ich prawowitym spadkobiercą, ale odmówił odpowiedzi na pytanie, od kogo pozyskał roszczenia. Zaznaczył, tylko że od beneficjentów decyzji reprywatyzacji.

Na koniec kilka pytań zadał jeszcze ponownie wiceprzewodniczący Kaleta. Chciał m.in. upewnić się, że obie sprawy, który zajmował się Dębski - Mokotowską 40 i Emilii Plater 15 - prowadził ten sam referent urzędu miasta - wspomniany wcześniej Jacek W. Dębski potwierdził ten fakt.

 

13.15 Zakończyło się przesłuchanie Krzysztofa Dębskiego - ale tylko w ramach posiedzenia ogólnego. Komisja uprzedziła świadka, że niebawem może zostać wezwany na przesłuchanie dotyczące  Mokotowskiej 40.

II Posiedzenie - Mokotowska 40

13.20 Wiceprzewodniczący Kaleta zakończył posiedzenie ogólne i od razu rozpoczął posiedzenie dotyczące reprywatyzacji kamienicy przy Mokotowskiej 40.

Na wstępie sprawdził obecność stron i świadków. W imieniu miasta stawili się pełnomocnicy: Zofia Gajewska i Bartosz Przeciechowski oraz dyrektor Biura Spraw Dekretowych Piotr Rodkiewicz. Za strony stawili się natomiast Barbara Hilger (w imieniu Mariana Robełka) i Tomasz Tałanda (w imieniu Danuty Robełek). Pozostali, tj. Brygida Goworek oraz Małgorzata Rogozińska oraz przedstawiciele spółki Plater - jak powiedział Kaleta - "są nieobecni".

Na salę ponownie wezwano radcę prawnego Krzysztofa Dębskiego, na przesłuchanie tym razem w sprawie Mokotowskiej 40. Z racji tego, że członkowie komisji przez kilka godzin zadawali pytania świadkowi, teraz głos otrzymali tylko przedstawiciele stron.

Dębski na wstępie ponownie wygłosił swobodne oświadczenie. Poinformował, że nieruchomość tą nabyła Teresa Temira Mineyko będąc dwuletnim dzieckiem. Została osierocona, jej ojciec zmarł. Mieszkała tam (przy Mokotowskiej 40) wraz z matką do lat 50. Wtedy obie miały wyjechać z kraju - do Szwecji.

- Córka pani Temiry upominała się o zwrot [Mokotowskiej - red.] kilkukrotnie, ale otrzymywała decyzje odmownie i do czasu, gdy nie skontaktował się z nią pan Bieniek, nie otrzymała niczego. W międzyczasie miasto sprzedało kilka mieszkań, których właściciele weszli do wspólnoty mieszkaniowej - opisywał Dębski.

Po czym dodał, że "inwestycje w roszczenia są obarczone ryzykiem". - Nie może więc dziwić fakt, że dochód uzyskany z inwestycji w roszczenia jest wielokrotnie wyższy niż zainwestowane środki - podsumował swoje oświadczenie świadek.

Następnie głos zabrali przedstawiciele stron. Pełnomocnicy miasta chcieli wiedzieć, kiedy Krzysztof Dębski poznał córkę pani Temiry Mineyko (Annę de Hauke Janowską), bo - jak zauważył mecenas Przeciechowski - w aktach sprawy znajduje się jej pełnomocnictwo. Dębski doprecyzował, że zostało ono poświadczone "przed notariuszem w Krakowie, gdzie pani de Hauke Janowska była z wizytą". Dodał, że w pierwszej kolejności bezpośredni kontakt z córką Temiry Mineyko nawiązał Mirosław Bieniek.

 

 

13.55 Zakończyło się przesłuchanie Krzysztofa Dębskiego i rozpoczęło przesłuchanie Mariusza P., byłego urzędnika ratusza.

Świadek rozpoczął od wygłoszenia swobodnego oświadczenia. Zaznaczył, że pracę w urzędzie rozpoczął w 1996 roku jako "szeregowy referent". Następnie zdobywał kolejne szczeble kariery - przez inspektora do kierownika jednego z wydziałów w Biurze Gospodarki Nieruchomościami. Od kwietnia 2017 roku nie jest pracownikiem ratusza.

Po wygłoszeniu oświadczenia przez świadka pytania zaczęli zadawać mu członkowie komisji. Patryk jaki chciał wiedzieć - tu cytat - "jak to się stało, że kiedy następczyni prawna próbowała odzyskać nieruchomość przy Mokotowskiej, to jej się to nie udawało, a jak pojawił się konglomerat rodzin Robełków i Bieńków to machina ruszyła".

Świadek powiedział, że ma to związek z utrwaloną linią orzeczniczą, która pojawiła się w latach dwutysięcznych. Mówił o skomplikowanych procedurach m.in. obejmowaniu nieruchomości przez gminy. Świadek i Jaki prowadzili następnie długą polemikę dotyczącą m.in. rozpatrywania wniosków zwrotowych i przepisów w takich sprawach.

Jaki zapytał świadka, czy w którymś momencie ktoś przyszedł do niego z poleceniem, aby "uruchomić" sprawę Mokotowskiej 40. - Nie, nie pamiętam takiej sytuacji - odparł były urzędnik. Wskazywał ponadto na "luki prawne" wykorzystane przez osoby, które odzyskały nieruchomość przy Mokotowskiej.

Po dalszej wymianie zdań, Jaki stwierdził, że świadek przy sprawie Mokotowskiej 40 przyjął "bardzo kontrowersyjną" interpretację wydając decyzję zwrotową.

Przewodniczący komisji chciał także wiedzieć, czy ktoś "z zewnątrz" lub ktoś z przełożonych świadka, pytał go o sprawę Mokotowskiej 40 lub, czy komuś zależało na wydaniu decyzji zwrotowej. Świadek zeznał, że "w zasadzie" nie znał sprawy Mokotowskiej 40 dopóki pracownik urzędu nie przyszedł zbierać materiały do wydania decyzji. Pytany, czy ktoś mógł temu pracownikowi wydać polecenie, by przygotował tę sprawę, odparł, że takiej wiedzy nie ma.

- Nie miałem wiedzy ani informacji, że ktoś kogoś popędzał, natomiast wiemy, że były zalecenia ze strony dyrektora Jakuba R., żeby te decyzje wychodziły, żeby zwroty szły, szły, szły - zeznał były urzędnik nawiązując do poprzednich zeznać pracowników BGN przed komisją.

Dodał też, że w ramach "podległości służbowej" było wydawane polecenie przez dyrektora do naczelnika, "że zwroty mają iść". - Mówili, że ma to być podobna ilość jak za prezydenta (Marcina) Święcickiego, czyli bliżej 300 niż 200 - powiedział świadek. Zaznaczył przy tym, że R. "nie przychodził" w poszczególnych, pojedynczych sprawach.

Minister Łukasz Kondratko pytał z kolei świadka, czy przed wydaniem decyzji zwrotowej dotyczącej Mokotowskiej 40 rozmawiał z właścicielami lokali w tym budynku. Były urzędnik odpowiedział, że nie wyklucza takiej sytuacji, ale nie "pamięta dokładnie ze względu na upływ czasu".

Dalej Kondratko pytał o problemy z terminem wyznaczonym na złożenie wniosku dekretowego. Jak dodał, w aktach znajdują się rozbieżne informacje w tej sprawie. - W pierwotnej wersji mamy termin wyznaczony na 16 grudzień 1947, a wniosek ostatecznie został złożony w sierpniu 1948 roku. Co się stało, że nastąpiła zmiana? - dociekał minister. Świadek wskazał, że wpływ na to prawdopodobnie miała decyzja przełożonych dotycząca tzw. drugiego objęcia i wspomniane wcześniej orzecznictwo sądów.

- Czy ktoś, jakaś konkretna osoba, miała wpływ na zmianę terminu? - pytał dalej Kondratko. Były urzędnik odpowiedział, że nie wie.

 

15.30 Zakończyło się przesłuchanie Mariusza P. i rozpoczęło przesłuchanie kolejnego świadka - radcy prawnego urzędu miasta Jerzego Bandurskiego.

Na wstępie swojego wystąpienia świadek oświadczył, że jako radca może odmówić odpowiedzi na część pytań ze względu na obowiązującą go tajemnicę zawodową. Przekonywał, że tajemnica dotyczy wszystkich spraw, które radca opiniował w toku świadczeniu pomocy prawnej. Jak zaznaczył, złamanie tajemnicy może skończyć się dla niego karą. Powołał się w tej sprawie na opinię sporządzoną przez Ośrodek Badań Studiów Legislacji Krajowej Rady Radców Prawnych.

Nadmienił też, że wedle tej opinii "członkowie organu, którzy namawiają radcę do ujawnienia tajemnicy mogą być pociągnięci do odpowiedzialności za podżeganie do przestępstwa".

Część członków komisji - Robert Kropiwnicki i Adam Zieliński - przychylili się do opinii przedstawionej przez świadka. - Ustawa o komisji nie znosi tajemnicy zawodowej - zaznaczył minister Zieliński. - Tajemnicę zawodową powinniśmy szanować - wtórował mu Kropiwnicki.

Przewodniczący komisji Patryk Jaki stwierdził jednak, że pokazana przez świadka opinia "to jedynie stanowisko". - Świadek jeśli chce zeznawać to może. Inni radcowie ratusza stawiali się przed komisją i zeznawali. Komisja jest organem powołanym przez Sejm - mówił Jaki. - Ale komisja nie ma prawa zwalniać mnie z obowiązku zachowania tajemnicy zawodowej - oponował Bandurski.

- Na posiedzeniu niejawnym będę musiał złożyć wniosek o ukaranie świadka. Może się świadek odwoływać - skomentował w odpowiedzi Jaki.

Łukasz Kondratko zapytał z kolei, kto zlecał stworzenie stanowiska, które świadek przedstawił na początku. - Grupa radców prawnych, członków Okręgowej Izby Radców Prawnych - odpowiedział Bandurski. Kiedy Kondratko dopytywał o konkretne nazwiska, świadek odpowiedział: "ja na przykład byłem wśród tych inicjatorów". Dodał, że zrobił to "by nie było wątpliwości". - Niektórzy z radców korzystali tutaj przed komisją z tajemnicy zawodowej, inni nie. Należało więc te wątpliwości wyjaśnić - tłumaczył świadek.

Kondratko nie ustępował. - Czy w ustawie o radcach prawnych jest zapis, który nadaje takiej opinii rangę wiążącą wobec organów administracji publicznej? - pytał. Po czym zgłosił wniosek, by komisja bezpośrednio w Okręgowej Izbie Radców Prawnych dopytała o szczegóły tego stanowiska.

 

16.05 Komisja zakończyła przesłuchanie świadka.

16.07 Na koniec głos zabrali przedstawiciele stron. Mecenas miasta Bartosz Przeciechowski zwrócił uwagę, że sprawy, w których mamy do czynienia z tzw. "drugim objęciem" (czyli kiedy wniosek dekretowy był złożony nie w terminie) powinny być kierowane do rozstrzygnięcia przez sąd. Takie - jak podkreślił - było polecenie płynące z zarządu miasta.

W przypadku Mokotowskiej 40 dyrekcja Biura Gospodarki Nieruchomościami - jak wskazał mecenas - nie zastosowała się do tego zalecenia. Budynek został zreprywatyzowany.

 

16.22 Na konie wiceprzewodniczący Kaleta złożył wniosek o rozpatrzenie nieobecności wezwanych stron. - Nie stawili się państwo Robełkowie, pan Bieniek, pani Rogozińska i pani Gaworek - wyliczył i złożył wnioski o ukaranie części nieobecnych.

- W stosunku do pani Rogozińskiej, z uwagi na to, że pisemnie przekazała część informacji proponuje umiarkowaną grzywnę, czyli pięć tysięcy złotych. Natomiast co do pozostałych, wnioskuję o ukaranie grzywną w wysokości 10 tysięcy złotych - doprecyzował wiceprzewodniczący.

W odpowiedzi głos zabrała pełnomocniczka Mariana Robełka mec. Barbara Hilger. Zapewniła, że jej klient nie mógł się stawić w środę, ale na pewno uczyni to w innym terminie.

Ostatecznie wszystkie wnioski wystosowane przez ministra Kaletę zostały pozytywnie rozpatrzone w drodze głosowania komisji. Ostatecznie więc grzywny otrzymali: Małgorzata Rogozińska (5 tys.), Marian Robełek (10 tys.), Mirosław Bieniek (10 tys.) i Brygida Goworek (10 tys).

 

16.27 Przewodniczący zamknął posiedzenie.

 

Reprywatyzację Mokotowskiej 40 nagłośnił kilka miesięcy temu Jan Śpiewak, szef Wolnego Miasta WarszawyCzytaj więcej o tej sprawie

 

kw/PAP/mś/b

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Syrenka Warszawska

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 12:53 ~Syrenka Warszawska

    Po prostu olewa i tzw. "komisyje" i Patryka-=polczyka ! TAK TRZYMAJ !

  • pozdrawiam

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 12:34 ~pozdrawiam

    Waltz~Waltz

    Współpracownicy prezydent Warszawy, którzy zajmowali się reprywatyzacją, otrzymali 2 mln 732 tys. złotych nagród.

    Ile kosztowała już praca tej komisji niJakiego? Pewnie z nagrodami z dwa razy tyle

  • wyborca

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 11:47 ~wyborca

    Waltz~Waltz

    Współpracownicy prezydent Warszawy, którzy zajmowali się reprywatyzacją, otrzymali 2 mln 732 tys. złotych nagród.

    A tak z ciekawości - ile podatników kosztowała już "praca" tej komiji niJakiego? Ale co tam wszystko na koszt podatników, więc my nieroby z Wiejskiej możemy się bawić w nieskończoność...

  • buda

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 11:23 ~buda

    Mina Kalety i Jakiego - "czy na tych zeznaniach możemy zrobić interes polityczny" :-)

  • Waltz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 09:03 ~Waltz

    Współpracownicy prezydent Warszawy, którzy zajmowali się reprywatyzacją, otrzymali 2 mln 732 tys. złotych nagród.

  • dziad z Warszawy

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 08:24 ~dziad z Warszawy

    Prawnik~Prawnik

    Bez udziału sędziów nie byłoby mowy o aferze reprywatyzacyjnej.



    Bez udziału Srebrnej i SKOKów nie byłoby afery reprywatyzacyjnej.....

  • kolega z ławy

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 06:40 ~kolega z ławy

    Jaki na prezydenta!!! Pcimia Dolnego!!! Tak trzymać chłopaku spod bloku....

  • Jerry

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.07.2018 04:56 ~Jerry

    Za te przekręty stać ich by nie stawiać się przed komisją do końca kadencji komisji i PIS-u

  • sukces

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.07.2018 23:43 ~sukces

    HGW pokazała, że kompletnie ją nie interesuje los mieszkańców Warszawy.

  • takaprawda

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.07.2018 22:21 ~takaprawda

    Prawnik~Prawnik

    Bez udziału sędziów nie byłoby mowy o aferze reprywatyzacyjnej.



    Jak najbardziej !

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Obsiali trawą zaparkowane auto. Nietypowy efekt remontu

Obsiali trawą zaparkowane auto. Nietypowy efekt remontu

Na Szaserów drogowcy chcieli zlikwidować nielegalną - jak twierdzi Zarząd Dróg Miejski - zatoczkę parkingową i zamiast niej zasiać trawnik. Na przeszkodzie... WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »