Informacje

25.07.2017 16:18 relacja z komisji weryfikacyjnej

Komisja nie miała litości. Kolejna grzywna dla Gronkiewicz-Waltz

SERWISY:

Komisja weryfikacyjna zajęła się we wtorek kolejną działką na placu Defilad - dawną Sienną 29. Nieruchomość przeszła w prywatne ręce w 2012 roku. Przejął ją biznesmen Maciej M. Przesłuchano m.in. byłego wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza. Wezwano także Hannę Gronkiewicz-Waltz, ale ponownie nie przyszła. Dlatego ukarano ją grzywną w wysokości trzech tysięcy złotych. Tak relacjonowaliśmy posiedzenie.


17.18 Komisja zakończyła wtorkowe posiedzenie.

17.00 Mecenas Adam Kempa, pełnomocnik spadkobierców stwierdził, że wzywanie członków rodziny Tugendreichów przed komisję byłoby kłopotliwe. Dodał, że Daniel Tugendreich składał już zeznania przed prokuraturą rejonową w sprawie nieruchomości przy Siennej. - Protokół z przesłuchania byłby dowodem i dostarczył komisji informacji na temat wiedzy moich mocodawców - mówił  adwokat.

16.44 Hanna Gronkiewicz-Waltz ukarana grzywną za niestawienie się przed komisją weryfikacyjną w maksymalnym wymiarze 3 tysięcy złotych. To już czwarta grzywna dla prezydent stolicy. Bronił jej poseł Robert Kropiwnicki z PO.

- Panie przewodniczący, to ma już charakter nękania. Jako organ administracji nękacie inny organ administracji, nakładając kolejną karę w maksymalnej wysokości. Ten organ (prezydent Warszawy - red.) wykazuje dobra wolę i wysyła pełnomocników, to niedopuszczalne nękanie - przekonywał.

Za grzywną głosowało pięciu członków komisji, dwóch było przeciw, dwóch się wstrzymało.

16.30 Patryk Jaki dociekał, jak urząd miasta próbował uwiarygodnić roszczenia spadkobierców Rubina Oppenhaima, z które stały się podstawą do zwrotu Siennej 29. Piotr Rotkiewicz z Biura Spraw Dekretowych, który reprezentuje ratusz bronił się stwierdzeniem, że "na dzień wydawania decyzji były w rękach jednej osoby Hany Małki Tugendreich" (siostry Rubina - red.).

Także Zofia Gajewska broniła ratusza przypominając, że ostatecznie miasto przyłączyło się do postępowania spadkowego (wcześniej miał o nim nie wiedzieć).

Przewodniczący oskarżał miasto za wydanie decyzji zwrotowej bez pełnej wiedzy w sprawie. - Czy należy dbać o majątek państwowy przed wydaniem decyzji czy dopiero jak został oddany należy dokonywać badań? – wtórował mu członek komisji Sebastian Kaleta (też z PiS).

15.46 Kolejnym punktem posiedzenia jest przesłuchanie prezydent Warszawy Hanny Gronkieiwcz-Waltz w charakterze strony. Zamiast Gronkiewicz-Waltz stawili się jej pełnomocnicy. Przewodniczący Patryk Jaki przypomniał, że w zawiadomieniu napisano o obowiązku osobistego stawienia się przed oblicze komisji.

- Pani prezydent jest organem, nie stroną postępowania, zwracamy uwagę na kwestię sporu kompetencyjnego, a także fakt, że od godz. 9.30 do 15 pani prezydent jest na posiedzeniu zespołu koordynującego, które jest od lat co wtorek o tej porze. Są tam omawiane bardzo istotne sprawy miasta – wyjaśniła Zofia Gajewska z urzędu miasta.

Pojawił się spór prawny, czy pełnomocnicy mogą być dopuszczeni do przesłuchania w charakterze reprezentanta strony, czy tylko świadka. - Jeśli będziecie państwo kontynuować ten cyrk, będę jedna po drugiej wykluczał, także członków komisji – stwierdził Jaki.

15.40 Przed komisję stawił się rzeczoznawca majątkowy Michał Sz., zatrzymany wraz z Maciejem M. i kurator Grażyną K.-B. w maju 2016 roku za sprawy związane ze zwrotem nieruchomości (w tym dawnej Siennej 29). M. odmówił składania zeznań. Komisja przyjęła jego oświadczenie do wiadomości.


15.00
Zakończyło się przesłuchanie byłego wiceprezydenta Jacka Wojciechowicza. Następny w kolejce jest rzeczoznawca Michał Sz. Jego przesłuchanie będzie jawne, ale wizerunek (na jego prośbę) ma zostać utajniony. Michał Sz. ma postawione prokuratorskie zarzuty.

14.50 W pytaniach zadawanych przez pełnomocniczkę stołecznego ratusza Zofię Gajewską wrócił temat zespołu koordynującego. Mecenas zapytała krótko: "czego dotyczyły jego obrady".

Były wiceprezydent podziękował za to pytanie. - Po pierwszym posiedzeniu komisji powstało wyobrażenie, że zespół koordynujący to jakiś sabat czarownic, który się zbiera i rozmawia tylko o reprywatyzacji - zażartował. Odniósł się tym samym do zeznań pierwszego w tej komisji świadka Krzysztofa Śledziewskiego, który mówił, że w ratuszu działa - nie wiadomo, kto w nim jest, ani czym się zajmuje.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT

- Zespół koordynujący to był taki quasi-zarząd. W przypadku Warszawy takim zarządem jest pani prezydent, ale z racji tego, że delegowała różne kompetencje swoim zastępcom, ustalono, zresztą jeszcze za czasów Lecha Kaczyńskiego, że będziemy się spotykać w całym gronie i różne problemy miasta omawiać wspólnie. Reprywatyzacja tam praktycznie w ogóle nie istniała, ewentualnie jej skutki. Rozmawialiśmy np. o budżecie, o oświacie - tłumaczył Wojciechowicz.

 

 

14.30 W odpowiedzi na pytania Adama Zielińskiego, reprezentującego klub Kukiz'15 Jacek Wojciechowicz przyznał, że prace nad planem wcale nie postępowały "bardzo szybko". Takie zarzuty stawiał m.in. poprzedni świadek Bartosz Dominiak, były miejski radny. - To tempo było normalnie -stwierdził Wojciechowicz. - Mogę się mylić, ale nawet radni PiS albo się wstrzymali, albo głosowali za tym planem - dodał.

Robert Kropiwnicki, członek komisji z ramienia Platformy Obywatelskiej dopytywał, na jakim etapie przygotowań znajdował się projekt planu zagospodarowania w sierpniu 2010 roku (kiedy Samorządowe Kolegium Odwoławcze otworzyło Maciejowi M. drogę do odzyskania działki).

Były prezydent przypomniał wtedy, że plan rejonu placu Defilad był bardzo trudny. - W końcu doszliśmy do konsensusu i przedstawiliśmy go w różnych gremiach: architektonicznych, na klubach radnych, wreszcie szerszej publiczności. Nakręciliśmy też film pokazujący, jak to może wyglądać. Jeśli zostaje nam wyłożenie i dwa miesiące do uchwalenia, to na tym etapie można zrobić jedną rzecz: wyrzucić wszystko do kosza i zacząć od początku. Tu nie da się już zrobić korekt, te powinny być wcześniej - wyjaśniał Wojciechowicz.

Dopytywany przez Kropiwnickiego wprost, czy uchwalanie planu miało związek z procedurą reprywatyzacyjną odpowiedział bez zastanowienia: oczywiście, że nie.

O tę samą kwestię pytał Wojciechowicza pełnomocnik Macieja M., mecenas Marek Gromelski. - Ani ten plan, ani żaden inny plan nie był robiony pod niczyje interesy. Ani pana Macieja, pani Zosi, Danusi, ani żadnej innej, która ewentualnie pojawi się za lat 10. Plan był robiony zgodnie z najlepszą sztuką urbanistyczną - spuentował były wiceprezydent.

Mecenas Renata Robaczewska (również pełnomocniczka Macieja M. i jednocześnie spółki Echo Project Sienna) pytała z kolei o to, co na Siennej (w oparciu o plan) można budować. Podkreśliła, że aby wybudować tam wysokościowiec jedna działka przy Siennej 29 nie jest wystarczająca (ma zbyt małą powierzchnię). Wojciechowicz to potwierdził. - Tego co zakłada plan, nie da się zbudować na jednej działce, musi być kilka - powiedział.

Kiedy mecenas Robaczewska dopytywała o to, czy Maciej M. nabył od miasta okoliczne działki, były wiceprezydent przyznał, że "nie wie".

 

14.10 Członek komisji z ramienia PiS Sebastian Kaleta przekonywał, że uchwalenie planu zagospodarowania rejonu placu Defilad i decyzja zwrotowa w sprawie Siennej 29 są ze sobą powiązane. I upomniał świadka, aby w związku z tym "precyzyjnie odpowiadał na pytania".

W oparciu o dokumenty Kaleta przypomniał, że w uchwale zapisano możliwość sprzedania Siennej w prywatne ręce. Dodał, że miasto chciało dostać za ten grunt około 662 mln zł. Natomiast Maciej M. miał nabyć do niej roszczenia za około 170 tys. zł.

Ponownie w pytaniach Kalety wróciła zespołów koordynujących i poruszanego na nich tematu reprywatyzacji. Kaleta chciał wiedzieć, jakie informacje przekazywał władzom miasta Marcin Bajko, były szef Biura Gospodarowania Nieruchomościami: ogólne o skutkach dekretu Bieruta czy bardziej precyzyjne o roszczeniach i zwrotach. - Ja nie wiem nawet, jak wygląda decyzja zwrotowa – powiedział były wiceprezydent. Podkreślił, że nie wie, co pokazywał na posiedzeniu zespołu Marcin Bajko (były szef BGN), bo po prostu "się na tych dokumentach nie zna".

13.45 Jan Mosiński, członek komisji weryfikacyjnej z ramienia Prawa i Sprawiedliwości pytał Wojciechowicza, czy będąc zastępcą prezydent Warszawy, nie powstała w nim refleksja, że reprywatyzacją mogła przebiegać wbrew prawu.

- Oczywiście przez 10 lat pracy ma różne refleksje - zaczął żartobliwie były wiceprezydent. - W każdym porządnym urzędzie jest pełny podział kompetencji. Wiceprezydenci zajmują się tymi dziedzinami, do których są oddelegowani. Oczywiście można się zastanawiać, czy mój kolega od edukacją robi wszystko dobrze, czy może robiłbym to lepiej, ale nie na tym to polega - powiedział.

Jak dodał, w przypadku reprywatyzacji "materia jest bardzo skomplikowana". - W tej kwestii wierzyłem w działania Biura Gospodarowania Nieruchomościami. Pan Bajko był i jest osobą sprawiającą wrażenie bardzo kompetentnej. Miał opinię urzędnika, który bardzo mocno dbał o interesy miasta - podkreślił Wojciechowicz.

 

 

13.20 Poseł Paweł Lisiecki (członek komisji weryfikacyjnej z ramienia PiS) przypomniał Wojciechowiczowi szereg dat z posiedzeń zespołu koordynującego, w których brał udział i na których mówiło się o reprywatyzacji. To miało stać w sprzeczności z wcześniejszymi słowami byłego wiceprezydenta (sprzed kilkunastu minut), jakoby zespół mało zajmował się reprywatyzacją, a sam świadek nie miał wiedzy na ten temat.

W odpowiedzi na te daty Wojciechowicz przyznał, że "ogólne pojęcie na temat reprywatyzacji było", a jej skutki poruszano też na posiedzeniach zespołu koordynującego. - Jak widzieliśmy dyrektora Bajkę, który się przed zespołem kręcił na korytarzu, to każdy się bał i zastanawiał, komu trzeba będzie zabrać, dla kogo przeznaczyć pieniądze - powiedział, mając na myśli konieczność wypłaty odszkodowań reprywatyzacyjnych za nieruchomości objęte roszczeniami.

Dopytywany przez posła Lisieckiego, czym zajmuje się po opuszczeniu ratusza, powiedział: - Obecnie prowadzę własną działalność gospodarczą, niewiązaną z żadną publiczną działalnością, nie na terenie Warszawy.

Polityk PiS dopytywał świadka również o zainteresowanie Hanny Gronkiewicz-Waltz w trakcie uchwalania planu placu Defilad: czy ingerowała, czy wyraziła swoją opinię.

- Już w kampanii wyborczej mówiła, że chciałaby, aby Pałac Kultury był jednym z budynków w tym rejonie, a nie jedynym budynkiem wyróżnionym przez okoliczne o niskiej zabudowie - odpowiedział Wojciechowicz. Podkreślił, że władze miasta nie chciały, aby centrum miasta było zdominowane przez Pałac Kultury i Nauki, "skądinąd dobry architektonicznie budynek o różnych konotacjach politycznych".

Na pytanie, kiedy dowiedział się o roszczeniach do działki przy dawnej Siennej, były wiceprezydent przyznał krótko: dwa czy trzy lata po uchwaleniu planu. Dopytywany z kolei o to, czy prezydent miasta wiedziała o nieprawidłowościach przy reprywatyzacji odparł, że nie. - Gdyby wiedziała, złożyłaby zawiadomienie do prokuratury - uciął Wojciechowicz.

Podkreślił też, że z nim Hanna Gronkiewicz-Waltz o reprywatyzacji nie rozmawiała. - Mój zakres obowiązków był na tyle duży, że jeśli już pani prezydent znalazła czas, żeby ze mną porozmawiać, to na moje tematy - doprecyzował.

 

13.00 Zeznający przed komisją Wojciechowicz kilka razy podkreślał, że zagospodarowanie placu Defilad i postawienie tam wysokościowców było w programie Platformy Obywatelskiej. Politycy nie ukrywali tych planów "co najmniej od 2006 roku".

Jak opisywał dalej, projekt planu zagospodarowania - kiedy został wyłożony do wglądu - nie spotkał się z rekordową liczbą uwag (te może złożyć każdy). Złożone uwagi zostały przeanalizowane przez Biuro Architektury, najważniejsze trafiły na obrady zespołu koordynującego (prezydent, jej zastępcy, skarbnik i prezydent). - Zespół zmniejszył budynek na Siennej z 280 metrów na 220 - powiedział były wiceprezydent, mając na myśli maksymalną możliwą wysokość stawianego na działce obiektu.

Przez Łukasza Kondratko (członka komisji z ramienia PiS) były wiceprezydent dopytywany był o bardzo szczegółowe kwestie techniczno-budowlane (takie jak odległości między budynkami czy zacienienie). Nie umiał odpowiedzieć na te pytania. Przekonywał, że decydenci miasta rozpatrują pewne wizje (na przykład, że danym miejscu będzie architektura wysokościowa), a nie architektoniczne detale.

Kondratko twierdził, że nie pyta o to bez przyczyny. Plan miał bowiem zawierać pewne odstępstwa od przepisów budowlanych (nie sprecyzował jakie). Dopytywał Wojciechowicza, czy odbył jakąś rozmowę z Andrzejem M., pełnomocnikiem Macieja M. na ten temat. - Myśmy przyjęli taką formułę, że inwestor będzie występował do ministerstwa w sprawie ewentualnych odstępstw. Ale nie, nie przypominam sobie żądnej takie rozmowy – powiedział świadek.

 

 

12.35 - Zrobienie planu na plac Defilad to nie jest bułka z masłem. To był najtrudniejszy plan w Polsce - powiedział o pracach na zagospodarowaniem okolic PKiN Jacek Wojciechowicz. Konsekwentnie bronił stanowiska, że w momencie, kiedy trwały prace nie było informacji o roszczeniach. Wymieniał kolejne daty: 2007 rok - początek prac nad projektem, 2009 – opublikowanie wstępnych założeń i planowanych wież. Decyzja Samorządowego Kolegium Odwoławczego otwierająca mecenasowi Maciejowi M. przejęcie działki zapadła natomiast w roku 2010.

Po drugie, Wojciechowicz przypominał nieustannie, że nie zajmował się reprywatyzacją i bardzo mało na ten temat wie.

- Mam wrażenie, ze przyszedłem do programu "Jaka to piosenka", a okazało się, że to "Miliard w rozumie". Nie miałem z reprywatyzacją nic wspólnego. Nie życzę panu, by znalazł się pan na konferencji na przykład ministra zdrowia w sprawie in vitro - powiedział do przewodniczącego Jakiego.

12.15 Po oświadczeniu byłego wiceprezydenta rozpoczęło się jego przesłuchanie. Wojciechowicz skrytykował fakt, że przez lata nie uchwalono ustawy reprywatyzacyjnej. - Dziwne było dla mnie to, że posłowie nie chcieli zajmować się reprywatyzacją w Sejmie. Gdyby tam problem został rozpatrzony, w ogóle byśmy się tu nie spotykali - powiedział.

Kiedy głównym wątkiem przesłuchania stał się jednak plan wokół Pałacu Kultury i Nauki (za którego przygotowanie odpowiadało biuro Wojciechowicza), świadek przyznał, że projekt był przygotowywany od 2007 roku.

Przewodniczący Jaki dopytywał byłego wiceprezydenta o szereg konkretów: wartość roszczeń do działki, wartość samej działki, czy fakt uczestniczenia w jej reprywatyzacji kuratorów z Karaibów.

- Tak się składa, że nigdy nie byłem na wyspach Karaibskich, ale to pal sześć... A na poważnie: nie miałem świadomości, że są jacyś kuratorzy. Wiedzieliśmy, że Sienna i Chmielna są własnością miasta. Mało tego, w takim dokumencie jak prognoza finansowa tworzona na potrzeby realizacji planu zapisane było, że dochody z tej działki będą należały do miasta - powiedział.

Wojciechowicz wielokrotnie podkreślał, że w momencie pracy nad planem "miał wiedzę, że działka jest własnością miasta" i nie wiedział o istniejących do niej roszczeniach. Podkreślił, że taką informację (o braku roszczeń) jego biuro otrzymało od samego Biura Gospodarki Nieruchomościami.

Pytany przez przewodniczącego, czy zna Macieja M., były wiceprezydent przyznał, że miał z nim "dwa, może trzy urzędnicze spotkania". - Nie dotyczyły reprywatyzacji, spotkałem się z nim po reprywatyzacji. Inwestor, jak każdy, chciał przedstawić uwarunkowania realizacji swojej inwestycji. To było w urzędzie, w gronie wielu osób - wspominał Wojciechowicz. - Wcześniej w życiu się z nim nie spotkałem - dodał.

 

11.50 Jacek Wojciechowicz zaczął od przedstawienia oświadczenia. Podkreślił, że w czasie swojej pracy w ratuszu "nie zajmował się problemem reprywatyzacji".

- Pani prezydent powierzyła mi najogólniej rzecz biorąc, sprawy związane z rozwojem Warszawy. Dotyczyło to przede wszystkim inwestycji, transportu, koordynacji inwestycji, miejskiej służby zdrowia. W ramach tych obowiązków przez te 10 lat udało się zainwestować w Warszawie sporo środków i unijnych i własnych, zbudować metro, most północny, Centrum Nauki Kopernik, dziesiątki przedszkoli, szkół, węzłów komunikacyjnych – wymieniał.

- To co zrobiliśmy jest zauważalne przez warszawiaków, turystów i nawet przez tych, którzy w wyniku brudnej gry politycznej postanowili usunąć mnie z funkcji wiceprezydenta miasta – dodał były wiceprezydent.

Podziękował też swojej byłej szefowej Hannie Gronkiewicz-Waltz. - Nasze rozstanie nie odbyło się w sposób szczególnie elegancki. W wywiadach użyłem mocnych słów, dzisiaj sobie ich oszczędzę. Ale to ona trzy razy powoływała mnie na zastępcę i umożliwiła pracę na rzecz Warszawy - przyznał.

 

11.35 Zakończyło się przesłuchanie byłego radnego Bartosza Domianiaka. Kolejnym świadkiem jest Jacek Wojciechowicz, były wiceprezydent Warszawy, który został zwolniony z ratusza we wrześniu 2016 roku, po wybuchu afery reprywatyzacyjnej wokół Chmielnej 70.

W czasach swojego urzędowania Wojciechowicz nadzorował miejskie Biura Architektury zajmujące się między innymi  uchwalaniem planów zagospodarowania przestrzennego.

11.25 Po godzinie 11 do głosu doszli pełnomocni stołecznego ratusza. Atmosfera zrobiła się znacznie bardziej napięta. Mecenas Przeciechomski dopytywał świadka między innymi o to, czy był na sesji, na której przyjęto uchwałę o przystąpieniu do sporządzenia planu zagospodarowania przestrzennego wokół Pałacu Kultury, albo czy śledził zmiany zapisywane w Biuletynie Informacji Publicznej na ten temat. Świadek na kolejne pytania odpowiadał, że "nie pamięta".

Zainterweniował przewodniczący Jaki. Stwierdził, że pytania są nie na miejscu, że pełnomocnik "zachowuje się jak wykładowca" świadka i traktuje go "jak na egzaminie".

Doszło do ostrej wymiany zdań między Jakim a Przeciechowskim. Przewodniczący uznał, że pełnomocnik ratusza "robi politykę" i zagroził, że będzie uchylał jego pytania. - Ja nie przyszedłem tu robić polityki w przeciwieństwie do niektórych w tej komisji - skontrował mecenas Przeciechowski.

Kiedy sytuacja na sali się uspokoiła, pełnomocnik wrócił do przesłuchania świadka. Przypomniał Dominiakowi jego słowa sprzed kilkunastu minut, w których zwrócił uwagę, że plan wpłynął do rady "tydzień przed sesją". - A jak to było z innymi planami? - dopytywał Przeciechowski. Na co Dominiak przyznał, że było podobnie. - Plany wpływały około osiem-siedem dni przed sesjami.

 

 

11.00 Poseł Robert Kropiwnicki (PO) dopytywał byłego radnego Bartosza Dominiaka o szczegóły uchwalania planu zagospodarowania przestrzennego, między innymi o to, kiedy przyjęto uchwałę o przystąpieniu do jego sporządzenia. - Pewnie kilka lat wcześniej - odpowiedział Dominiak. - Czyli nie było tak, że rada zajmowała się nim w tydzień - skomentował poseł. Świadek tłumaczył się, że projekt wpłynął do rady na tydzień przed sesją, na której był przyjmowany.

Wspomniane "kilka lat" wzbudziło jednak zainteresowanie Barłomieja Opalińskiego (członka komisji). – Skąd ta zwłoka? - pytał w kontekście prac nad planem. Świadek przyznał, że na ogół przygotowywanie planów przestrzennych w stolicy ciągnie się latami. Skąd zwłoka w tym konkretnym przypadku – nie pamięta dokładnie.

Sebastian Kaleta (członek komisji z ramienia PiS) pytał z kolei świadka, jak ocenia sposób konsultowania z mieszkańcami i radnymi planu wokół Pałacu Kultury. - Ocena jest negatywna - odpowiedział Domianiak. - Rada nie powinna być traktowana jak maszynka do głosowania, ale partner do dyskutowania - dodał. Stwierdził też, że ratusz pracował nad projektem planu placu Defilad około trzy i pół roku, a rada miasta miała na to jeden dzień.

Na pytanie posła Jana Mosińskiego (PiS) podkreślił też, że nie pamięta sytuacji, jakoby planem interesowali się ważni politycy czy biznesmeni.

 

 

10.45. Trwa przesłuchanie byłego radnego Bartosza Dominiaka (rozpoczęło się około 10.30).

Już na początku świadek stwierdził, że z dużym zaskoczeniem przyjął wiadomość, że został wezwany przed komisję weryfikacyjną. Jak podkreślił, podczas swojej czteroletniej kadencji prawie wcale nie zajmował się reprywatyzacją. Reprezentował dzielnice Ursynów i Wilanów, w których problem ten był i jest znikomy.

Jedną z sytuacji, w której zetknął się z tym problemem było złożenie interpelacji w sprawie raportu dotyczącego reprywatyzacji napisanego w 2010 roku przez lokatorów. Przyznał jednak, że zrobił to na czyjąś prośbę.

Przewodniczący Jaki wyjaśnił świadkowi, że został zaproszony ze względu na sesję rady miasta, na której uchwalano miejscowy plan zagospodarowania rejonu placu Defilad. Jak informowaliśmy, szybki tryb procedowania tego planu wzbudza wątpliwości komisji. Zwłaszcza, że wprowadzał duże zmiany – pozwalał na budowę obok PKiN dwóch wieżowców o wysokości ponad 200 metrów.

- W ostatniej chwili, siedem dni przed sesją, pojawił się projekt uchwały z planem zagospodarowania przestrzennego – potwierdził na przesłuchaniu Dominiak. - Na komisji był rozpatrywany w ostatniej chwili. Ja nie byłem jej członkiem, ale uczestniczyłem w tych obradach, bo interesowałem się planami zagospodarowania - dodał.

Przypomniał, że jako radny złożył do planu ponad 200 poprawek. Nie ukrywał, że zrobił to z premedytacją, bo chciał przełożyć jego uchwalenie na następną kadencję, aby "usiąść do tego na spokojnie". Wszystkie poprawki odrzucono.

Jaki dopytywał świadka, czy wiadomo było, że działki na placu Defilad są objęte roszczeniami. – Nie pamiętam – powiedział krótko Dominiak.

Pytany z kolei, czy ktoś naciskał na szybkie uchwalanie planu, odpowiedział: - Moim zdaniem nacisk był jeden: skierowanie tego projektu na obrady rady na ostatnią sesję. Na samej radzie wiele osób zabierało głos. Mówili, że trzeba uchwalić plan. W imieniu miasta ze szczebla politycznego chyba nikt się nie wypowiadał – przyznał. - Niewątpliwie było ciśnienie, żeby uchwalić plan. I tak też się stało – dodał.

Według Dominiaka, uchwalenie planu (a co za tym idzie rozpoczęcie inwestowania) na placu Defilad było elementem kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. Sesja, na której przyjęto plan była ostatnią w kadencji 2006-10.


10.25
Na początku komisji pełnomocnicy Macieja M. wystąpili z dwoma wnioskami. Po pierwsze – o dołączenie (jako dowodu w sprawie Siennej) przesłuchania z wariografu Michała Sz. Po drugie - o wezwanie na przesłuchanie Marcina Bajko, byłego szefa Biura Gospodarki Nieruchomościami. Obydwa zostały odrzucone przez komisję w głosowaniu.

Mecenas Gromelski przypomniał też o nierozstrzygniętym sporze kompetencyjnym między stołecznym ratuszem, a komisją weryfikacyjną. O tym, że taki spór mógłby istnieć przekonywała kilka tygodni temu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Złożyła w tej sprawie wniosek do Sądu Najwyższego. Do dziś jest on nierozstrzygnięty. Według mecenasa Gromelskiego, komisja powinna wstrzymać się z pracami do czasu wyjaśnienia tej sprawy.

Adwokat chciał również, aby komisja wystąpiła z pytaniem do prokuratury we Wrocławiu, czy śledczy otrzymali opinię (o którą wystąpili) dotyczącą wyceny roszczeń za nieruchomość przy Siennej.

Patryk Jaki się nie zgodził. Doszło do kłótni między przewodniczącym a Gromelskim. - Wydaje mi się, że ja mam większą znajomość prawa niż pan – powiedział do Jakiego mecenas. - Nie pozwolę, by zamienił pan posiedzenie w dyskusję polityczną – odpowiedział przewodniczący. Tłumaczył, że opinia na temat wyceny jest niepotrzebna, bo dotyczy innego postępowania (karnego, a nie administracyjnego).

Gromelskiego pouczył, aby bez udzielenia głosu go nie zabierał i uciął dyskusję.

10.05 Przewodniczący Patryk Jaki otworzył posiedzenie komisji weryfikacyjnej.

Jak poinformował zaraz po rozpoczęciu, na przesłuchaniu pojawili się: w imieniu warszawskiego ratusza – pełnomocnicy Zofia Gajewska i Bartosz Przeciechowski, a także Marek Mikos z miejskiego Biura Architektury i Planowania Przestrzennego i Piotr Rotkiewicz z Biura Spraw Dekretowych. Są też pełnomocnicy biznesmena Macieja M. – Marek Gromelski i Renata Robaszewska. Mecenas Robaszewska jest również pełnomocnikiem spółki Echo Projekt Sienna (wezwanej również w charakterze strony).

- W charakterze świadków stawili się: rzeczoznawca Michał Sz., Bartosz Dominiak i Jacek Wojciechowicz – oświadczył Jaki.

 

 

W charakterze strony wezwana była również prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Watlz. Nie pojawiła się jednak w ministerstwie. Rzecznik urzędu miasta Bartosz Milczarczyk zapowiedział nieobecność prezydent we wtorek rano w rozmowie z tvnwarszawa.pl. Gronkiewicz-Waltz ma być reprezentowana przez pełnomocników.

Działka na placu Defilad

Sienna 29 to działka położona od strony Emilii Plater, między Salą Kongresową a parkiem Świętokrzyskim. Jest odbiciem lustrzanym słynnej Chmielnej 70, od której zaczęła się afera reprywatyzacyjna. Oddana została zresztą w tym samym - 2012 roku. Nowym właścicielem nieruchomości został Maciej M. (ten sam, który przejął teren pod gimnazjum na Twardej).

Wątpliwości komisji wzbudza nie tylko zwrot działki, ale też szybkie uchwalanie zmian w planie zagospodarowania przestrzennego w 2010 roku. Dzięki nim wokół Pałacu Kultury (na zreprywatyzowanych działkach dawnej Siennej 29 i Chmielnej 70) możliwa jest budowa ponad 200-metrowych wieżowców.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE SIENNEJ

kw/mś/b

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • OLA

    zgłoś naruszenie odpowiedz 23.09.2017 20:40 ~OLA

    PRAZANIN~PRAZANIN

    12:36 ~stonka
    PRAZANIN
    ~PRAZANIN

    KIEDY BĘDZIE PRAGA PÓŁNOC JAGIELONSKA TARGOWA 64

    Jeżeli HGW nie brała udziału w postępowaniu pod tym adresem to nigdy.

    bedzie bo na TARGOWEJ64 JEST 25% MA MIASTO

  • darek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 16:20 ~darek

    Przecież dawny dyrektor BGN był człowiekiem Jarosława

  • mateo

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 16:16 ~mateo

    jak na razie, nikt nie potrafi nic konkretnego udowodnic HGW. Coraz bardziej mysle ze fktyczniereprywatyzacji dokonywali handlarze roszczeń i ze HGW nie wiedziała o wielu kwestiach

  • wojtas

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 15:55 ~wojtas

    Jaki musi atakowac HGW, w końcu takie polecenie wydał Jarosław Kaczyński a przeciez wiemy ze komisja jest uzależniona od jego decyzji

  • Kuratorzy

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 10:58 ~Kuratorzy

    Kuratorzy ustanowieni dla osób urodzonych 128 lat temu.

  • adwokat

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 10:44 ~adwokat

    Bez udziału sędziów nie byłoby mowy o aferze reprywatyzacyjnej.

  • warszawiak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 10:35 ~warszawiak

    I po co się kolesie wygłupiacie?! Nie róbcie za "trójki" stalinowskie! ;)

  • Maciej

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 10:17 ~Maciej

    Działkę wartą co najmniej 14 mln zł władze Warszawy sprzedały za 345 tys. zł.

  • Waltz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 09:33 ~Waltz

    W sprawach tak budzących wątpliwości, o ustanowieniu kuratorów w spadku, przypominam, że wyrażenie zgody na takie transakcje na roszczenia do działek w centrum Warszawy, za pieniądze, za które w tym miejscu nawet kawalerki kupić nie można, to czynił to jeden sędzia. Od czasu gdy wydawał te postanowienia, z sędziego sądu rejonowego na pewno stał się sędzią sądu okręgowego, po kilku latach został sędzią sądu apelacyjnego,

  • maniak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 26.07.2017 09:31 ~maniak

    najlepsza jest ta złota tablica.Szkoda że za nią cyrk.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »