Informacje

12.02.2017 11:42 35. rocznica

Kapitan porwał samolot.
Rocznica głośnej ucieczki

SERWISY:

W piątkowy ranek 12 lutego 1982 r. o 7:30 z warszawskiego Okęcia wystartował do Wrocławia rejsowy samolot LOT-u An-24. Pilotem był kpt. Czesław Kudłek, który - już w powietrzu - poinformował swoją załogę, że zamierza lecieć do Berlina Zachodniego.

Wśród pasażerów samolotu, pilnowanych przez dwóch uzbrojonych milicjantów i dwóch SB-ków, była jego rodzina - żona i dwoje dzieci. Niecały miesiąc wcześniej, 17 stycznia 1982 r. PLL LOT wznowiło komunikację na liniach krajowych, zawieszoną w chwili wprowadzenia w PRL stanu wojennego. Akurat na 13 grudnia 1981 r. Kudłek miał wykupione dla swojej rodziny bilety lotnicze do RFN, gdzie chciał pozostać. Tego dnia jednak z Okęcia nie odleciał żaden rejsowy samolot LOT-u.

Brama do "wolnego świata"

Berlin Zachodni, który oficjalnie był wówczas pod kontrolą Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji, stanowił dla mieszkańców PRL najbliższą enklawę Zachodu - bramę do "wolnego świata".

Uzyskawszy zgodę załogi, Kudłek poinformował pasażerów, że na wrocławskim lotnisku odbywają się ćwiczenia wojskowe i samolot został przekierowany do Szczecina, natomiast naziemnej Kontroli Lotów wyjaśnił, że został zmuszony przez uzbrojonego porywacza, by lecieć do Berlina.

Nad terytorium NRD An-24 został przechwycony przez rosyjskie i enerdowskie myśliwce. Spotykało to praktycznie każdy porwany do Berlina samolot. Jak to wyglądało, relacjonował w dokumentalnym filmie Krzysztofa Magowskiego pt. "Antek puka do raju" szef brygady antyterrorystycznej MO na warszawskim Okęciu w latach 80. Jerzy Dziewulski: "Rosjanie zachowywali się w sposób absolutnie nieodpowiedzialny. Otóż armia radziecka w sposób niezwykle brutalny, niezwykle ordynarny, chciała zdecydować o losie takiego samolotu" - komentował antyterrorysta.

"Taki samolot przekraczając granicę był terroryzowany przez samoloty SU, które podlatywały, pokazywały rakiety. Zmuszały pilota psychicznie do lądowania w strefie Berlina wschodniego. Mało tego, zdarzyły się przypadki, że taki samolot wywijał różnego rodzaju esy floresy przed nosem samolotu polskiego. Nie tylko żeby go wystraszyć, ale tak naprawdę aby samolot stracił możliwość fizycznego wykonywania lotu (...) I to było zbrodnią!" - wyjaśniał Dziewulski.

Kpt. Kudłek udał, że uległ presji wojskowych "sojuszników". Wypuściwszy podwozie zszedł do lądowania na pasie wschodnioberlińskiego lotniska Schoenefeld. Ale gdy, uspokojone jego manewrem myśliwce odleciały, poderwał swojego "Antka" i, przeleciawszy nad Murem, wylądował na Tempelhof - berlińskie lotniska dzieliło od siebie ok. 15 km.

Pierwsze uprowadzenie

Było to pierwsze uprowadzenie samolotu pasażerskiego LOT na Tempelhof w stanie wojennym. Do kolejnego doszło 30 kwietnia 1982 r., kiedy to 8 porywaczy, wraz z rodzinami, dosłownie gołymi rękami obezwładniło funkcjonariuszy ZOMO i SB i zażądało lotu na Tempelhof. Ta właśnie historia stała się kanwą zrealizowanego w 2005 r. filmu Magowskiego.

"Porwania samolotów w PRL stały się swego rodzaju zjawiskiem społeczno-politycznym. A do realizacji filmu skłoniła mnie wiadomość o zamknięciu lotniska Tempelhof i przeznaczeniu terenu pod zabudowę mieszkaniową. Postanowiłem uwiecznić to ważne chyba dla wielu Polaków miejsce" - powiedział PAP reżyser, który nie był pierwszym twórcą odnotowującym to zjawisko.

Motyw porwania samolotu LOT pojawił się również w 5. odcinku komediowego serialu "Zmiennicy" Stanisława Barei.

Pierwszy rejsowy samolot LOT został uprowadzony 17 grudnia 1949 r. również przez pilotów: Mieczysława Sadowskiego, Jana Konikowskiego i Tomasza Tomaszewskiego. Do pilotowanej przez nich Dakoty DC-3 lecącej z Katowic do Gdańska podczas międzylądowania w Łodzi wsiadły ich rodziny. Zamiast w Gdańsku, samolot wylądował na duńskiej wyspie Bornholm.

Przez kolejne 20 lat samoloty PLL LOT nie były uprowadzane.

Uciekali myśliwcami

Uciekali za to z powodzeniem m.in. wojskowi piloci latający na myśliwcach MiG 15 bis - 5 marca 1953 r. ppor. Franciszek Jarecki z 28. Pułku Lotnictwa Myśliwskiego (PLM) w Słupsku; 20 maja 1953 r. ppor. Zdzisław Jaźwiński z 41. PLM w Malborku; 25 września 1956 r. por. Zygmunt Gościniak z 26. PLM w Zegrzu Pomorskim. Wszyscy trzej wylądowali na Bornholmie, uzyskując azyl polityczny.

Mniej szczęścia miał ppor. Edward Pytko, instruktor z Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Radomiu, który 7 sierpnia 1952 r. usiłował się przedrzeć samolotem Jak-9 do Berlina Zach. Kluczącemu przed pościgiem zabrakło paliwa, musiał lądować w Austrii znajdującej się wówczas pod sowiecką okupacją. Deportowany do PRL, Pytko został skazany na śmierć i 29 sierpnia 1952 r. stracony w więzieniu na Rakowieckiej. 1 marca 2015 r. IPN ogłosił, że m.in. jego szczątki odnaleziono w Kwaterze na Łączce.

19 października 1969 r. do lecącego do Berlina wschodniego (i dalej do Brukseli) samolotu PLL LOT Ił-18 wsiedli dwaj młodzi mieszkańcy Niemieckiej Republiki Demokratycznej - której komunistyczny reżim generalnie nie zezwalał swoim obywatelom wyjeżdżać na Zachód - berlińczycy Peter Klemt i Ulrich von Hof. Przy pomocy rewolweru wymusili zmianę miejsca lądowania w swym rodzinnym mieście. Zamiast na Schoenefeld Ił-18 siadł na lotnisku Tegel - w sektorze francuskim Berlina Zach.

"Odczytano również zeznania dowódcy samolotu, Dąbrowskiego, który podkreślił, że piraci powietrzni dokonali napaści na załogę na 13 minut przed planowanym lądowaniem w Berlinie demokratycznym" - tak Dziennik Łódzki informował 21 listopada 1969 r. na pierwszej stronie o skazaniu von Hofa i Klemta na 2-letnie kary więzienia przez sąd Berlina Zachodniego. 

Wyczyn młodych berlińczyków rozpoczął nowy etap w historii PLL LOT. 5 czerwca 1970 r. został porwany do Kopenhagi An-24, lecący ze Szczecina do Gdańska; 4 dni później nastąpiła próba porwania An-24 lecącego z Katowic do Warszawy; 7 sierpnia 1970 r. An-24 ze Szczecina zamiast do Katowic trafił na lotnisko Tempelhof; 12 dni później (19 sierpnia) Ił-14 z Gdańska startujący do Warszawy wylądował na Bornholmie; tydzień później (26 sierpnia) próbujący porwać lecący z Katowic do Warszawy An-24 Rudolf Olma detonuje na pokładzie bombę własnej konstrukcji. Pilot kpt. Jerzy Ziomek zdołał szczęśliwie posadzić uszkodzony samolot na płycie lotniska Pyrzowice. Ciężko ranny Olma dostaje wyrok 25 lat więzienia, po odsiedzeniu 18 wychodzi i w 1988 r. ucieka do RFN korzystając z wycieczki Orbisu.

20 prób porwania

Ogółem w 1970 r. odnotowano 20 prób porwań samolotów rejsowych PLL LOT - głównie latających na liniach krajowych popularnych "Antków".

Zwiększenie środków bezpieczeństwa, liberalizacja przepisów paszportowych wprowadzona przez ekipę Edwarda Gierka sprawiła, że Polacy praktycznie zaprzestali porwań samolotów LOT-u na kolejne 10 lat.

Wyjątek w tym czasie zrobił 20-letni Andrzej Jarosław Karasiński, który skazany w Danii na 4 miesiące więzienia za - jak informowała ówczesna prasa PRL - "szereg przestępstw i wykroczeń", 4 listopada 1976 r. został - "bez uprzedzenia ambasady PRL o zamierzonej deportacji" - przez duńską policję wsadzony na lotnisku w Kopenhadze do lotowskiego Tupolewa Tu-134 startującego do Warszawy. Młodzieniec sterroryzował załogę samolotu zmuszając ją do lądowania w Wiedniu.

30 sierpnia 1978 r. obywatel NRD Hans Tiede przy pomocy atrapy pistoletu zmusił załogę należącego do PLL LOT Tu-134, lecącego z Gdańska do Berlina wschodniego do lądowania na Tempelhof.

W 1981 r. odnotowano 15 prób porwania rejsowych samolotów LOT-u. To wtedy właśnie dowcipni berlińczycy rozszyfrowali znaczenie skrótu LOT - "Landet Oft in Tempelhof" (ląduje często w Tempelhof). Po Polsce natomiast kursował dowcip: "Pasażer terroryzuje pilota: Proszę lecieć do Wrocławia. – Przecież lecimy do Wrocławia. – Zawsze tak mówicie, a później ląduję na Tempelhof".

Sprawcy skutecznych porwań byli skazywani przez zachodnioberlińskie sądy na kary więzienia - były one zdecydowanie niższe niż wyroki wymierzane w PRL tym, którym się nie udało.

Ówczesny zastępca dyrektora Biura Prewencji Komendy Głównej MO mjr Ryszard Pocztarek wyjaśnił dziennikarzowi Januszowi Atlasowi: - To wynik specyficznej sytuacji. W Berlinie Zachodnim porywacze samolotów z Polski otrzymują wyroki w granicach 4 lat pozbawienia wolności, ale najczęściej nie odsiadują całej kary. Oddając się w ręce tamtejszych władz, oświadczają, że dopuścili się tych czynów z pobudek politycznych.

- Ale to przecież nieprawda…

- Oczywiście, że nie, ale w takich wypadkach w grę wchodzi wielka polityka (…)" (Dziennik Łódzki 6.10.1981).

"Bezprecedensowa decyzja"

Czesław Kudłek został przez zachodnioberliński sąd uniewinniony. Informująca o tym z oburzeniem - "bezprecedensowa decyzja" - peerelowska prasa nie wspomniała, iż był on kapitanem, dowódcą samolotu, określając go mianem "sprawca prowadzenia".

W stanie wojennym jeszcze kilkakrotnie próbowano porywać samoloty PLL LOT. M.in. 22 listopada 1982 r. lądowanie na Tempelhof wymusił Piotr Winogrodzki. Było to kuriozalne wydarzenie, bowiem Winogrodzki znalazł się na pokładzie An-24 jako funkcjonariusz ZOMO mający zabezpieczać samolot przed porwaniem.

"A później, kiedy każdy miał paszport w domu, ludzie przestali porywać samoloty" - powiedziała w filmie Magowskiego stewardessa Elżbieta Ponomarow.

PAP/kz/pm

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • ouier

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.02.2017 08:49 ~ouier

    Komuna - to ustrój wbrew ludzkiej naturze :-)

  • AdamGrodzisk

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 20:17 AdamGrodzisk

    jak jeszcze troche pisiory beda polske sprowadzac do komuny i do rezimu to historia lubi sie powtarzać.....

  • Olek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 18:49 ~Olek

    wolny najmita~wolny najmita

    Trzydzieści lat po upadku komunizmu, z Polski nadal ucieka na zachód kto tylko może. Choć rzeczywiście, nie trzeba już w tym celu porywać samolotów. To ogromny sukces wolnej Polski :/

    To dlatego, że upadł jedynie komunizm a nie komuniści. A właściwie nie upadł tylko został przez komunistów i ich służby z bezpieki zarzucony jako niepozwalający bonzom odpowiednio dostatnio żyć. Dlatego też była nocna zmiana.

  • Dziadek tetryk

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 17:22 ~Dziadek tetryk

    Najdziwniejsze jest to, że DZIŚ robimy z nich bohaterów.

    A przecież KAŻDA taka próba, mogła skończyć się śmiercią 50 niewinnych ludzi.

  • jasiek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 16:49 ~jasiek

    Jezeli chodzi o prace w lokalach czyli w szatniach.Prace ta dostawali emerytowani donosiciele lub ich zony,Mieli on obserwowac kto przychodzi jak czesto z kim sie kontaktuje I ile wydaje?

  • Luciano

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 15:41 ~Luciano

    Jeszcze dodam :
    W 1956 roku 4 podchorazych z polowego lotniska w Ulezu, na 2 Jakach 18 , lecac przez polowe Polskli i cale Czechy , ucieka do Austri. Do chwili ich ucieczki , podchorazowie pelnili w nocy warte na lotniskach przy samolotach. Po tym fakcie, po zaciagnieciu warty, nikt z peronalu lotnego nie mial prawa zblizac sie do samolotow. Wartownik mial prawo strzelac bez ostrzezenia.
    Ciekawa byla ucieczka wraz z zona i 2 corkami
    bylego pilota wojskowego por. Krajewskiego na Bornholm. Latal jako pilot na AN2 i opylal lasy. Wlasnie do takiego Antka wzial zone i 2 corki i polecial na Borngholm Sam zgilal w wypadku na zachodzie a zona wraz z corkami przynyla do USA.

  • wolny najmita

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 15:09 ~wolny najmita

    Trzydzieści lat po upadku komunizmu, z Polski nadal ucieka na zachód kto tylko może. Choć rzeczywiście, nie trzeba już w tym celu porywać samolotów. To ogromny sukces wolnej Polski :/

  • ANTEK 24

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 14:40 ~ANTEK 24

    Bielańskiego. - Wszystko po to, żeby nie złapały cię radary. Chociaż wtedy, 8 kilometrów od wolności, opolski pilot i tak mógł już nie przejmować się radarami. Od dobrych dwóch kwadransów siedziały mu na ogonie cztery myśliwce czechosłowackiej armii. Co może poczciwy dwupłatowiec wobec dwóch MiG-ów 21 i dwóch L-29, zwanych "delfinami"? Tyle co kulawy kundel w starciu z czterema wypasionymi pitbullami. Ale uciekał im dzielnie.
    Nie udało mu się. Dokładnie o 15.56 Vlastimil Navratil, pilot L-29, nacisnął spust karabinu. To było 16 lipca 1975 roku. Dionizy Bielański osierocił dwie córki.......

  • sum

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 14:07 ~sum

    Ci lotni lotnicy co to "Wybierali wolność" z PRL. Byli tacy niewinni jak dziewice? Nie kontaktowali się przedtem ze Służbami (polskimi lub obcymi, przykładów wystarczy)? Nie zdradzali... Tymczasem nasi prawdziwi, wybitni bohaterowie, jak polscy generałowie i oficerowie, lotnicy i piechurzy, w służbie JKM, po wojnie dostawali propozycje szatniarzy, czy wikidajłów w knajpach lepszych lub i gorszych. Przeważnie gorszych. Najlepsi w Bitwie o Anglię lotnicy dostawali ochłapy. Powinniśmy o ty pamiętać, wybierając sobie sprzymierzeńców z obydwu stron atlasa.

  • punio1

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.02.2017 13:59 punio1

    A dlaczego nie wspomina sie o zestrzeleniu samolotu LOT nad Zawoja? To ponoc tez bylo porwanie.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »