Informacje

15.02.2017 14:23 przykłady z ulic warszawy

Inżynier Galas odchodzi,
"znakoza" zostaje

SERWISY:


Dni Janusza Galasa na stanowisku miejskiego inżyniera ruchu dobiegają końca, ale jego dziedzictwo pozostanie z nami jeszcze jakiś czas. Jeden z wątków jego "twórczości" to porastające pobocza dróg lasy... znaków.

Na Kontakt 24 napisał Reporter24_NEWS. "Grunt to dobre oznakowanie" - napisał i załączył zdjęcie z okolic skrzyżowania Łabiszyńskiej i Kondratowicza. A na nim rząd znaków informujący o początku i końcu parkowania. Pomiędzy nimi znajduje się po kilka miejsc dla aut.

 

 

Ten list przypomniał nam o ważnym elemencie działalności inżyniera Galasa, jakim było oznakowanie ulic.

Inżynier znaku nie przepuści

Po co tyle znaków na Łabiszyńskiej? Chodzi o to, że parking jest przecięty podjazdami kierującymi w stronę pobliskiego bloku, więc nie można stawiać aut na całej długości (równie "intensywne" oznakowanie nasz reporter wypatrzył na drodze wewnętrznej, która jest odnogą ul. Karmelickiej na Muranowie).

Ktoś najwyraźniej uznał, że znak jest potrzebny za każdym razem - to tylko nasz domysł, ale nie przypadkowy. W Warszawie od dawna dominuje bowiem właśnie taka interpretacja drogowych wytycznych. Wyznawcą filozofii pozostawał miejski inżynier ruchu Janusz Galas.

Nie wszystkie prezentowane w tym tekście przykłady są dziełem odchodzącego inżyniera lub jego podwładnych, ale wszystkie są zgodne praktyką, jaką przez lata stosował jego urząd.

Warszawską "znakozę" możemy podziwiać w wielu miejscach. W niektórych jej efekty są tak spektakularne, że kierowcy muszą się zatrzymać, by z kociokwiku wyłowić to, co "artysta" miał na myśli.

Na kolorowo

Ulica Karmelicka na Muranowie, w rejonie skrzyżowania z Pawią, skądinąd tuż obok komisariatu policji, oznakowana jest w sposób totalny. Choć jest jednokierunkowa, z parkowaniem równoległym po obu stronach i równorzędnymi skrzyżowaniami, to znaków organizujących tę proste zdawałoby się zasady ruchu są dziesiątki.

Jest ich tak dużo, że niektóre muszą mieć odblaskową ramkę, najwyraźniej po to, by wyróżnić się z kociokwiku, który u kierowcy jadącego tędy pierwszy raz może wywołać zawrót głowy.

Na bogato

Nie inaczej jest na Wisłostradzie, w rejonie węzła z trasą Łazienkowską. Tu po minięciu każdego rozjazdu - a jest ich po 4 na każdym kierunku - znaki przypominają o ograniczeniu do 70 km/h, i zakazie wyprzedzania przez ciężarówki. I to po dwa razy, bo każdy znak jest jeszcze powtórzony po lewej stronie jezdni. Kilkanaście takich "totemów" na krótkim odcinku tworzy gąszcz, w którym trudno się odnaleźć.

Czy to zgodne z przepisami? Z pewnością. Czy skuteczne? Trudno powiedzieć - w tym miejscu i tak rzadko kiedy można jechać z dopuszczalną prędkością, bo kawałek dalej jest skrzyżowanie z sygnalizacją, przed którym zwykle jest niewielki zator. A nawet jeśli, to między znakami ustawionymi tak gęsto i tak nie sposób byłoby ciągle zwalniać i przyspieszać.

 

Na rowerowo

Obsesja nie ogranicza się jedynie do ulic. Drogi dla rowerów traktowane są w Warszawie różnie, ale ich oznakowanie to już poważna sprawa. Dowód można znaleźć przy Wisłostradzie, tym razem w rejonie Cytadeli. Ścieżka idzie tam wprawdzie niemal prosto, ale sąsiedni chodnik łagodnymi łukami omija drzewa. I za każdym razem, gdy zbliża się lub oddala od szlaku rowerowego, informuje o tym stosowny znak.

 

 

 

Na wzór indiański

Innym efektem tej samej filozofii są wspomniane wcześniej "totemy". Chodzi o znaki obwieszone mnóstwem tabliczek z informacją, kogo nie dotyczą, a kto musi się do nich stosować i w jakich dniach i godzinach. Brakuje tylko pór roku i faz księżyca.

Taki znak przez dłuższy czas sprawiał kłopoty kierowcom, którzy zabłąkali się na Trasę W-Z i przed mostem, z objawami paniki w oczach próbowali zrozumieć, co chce im przekazać inżynier ruchu. Podobny można też oglądać na ulicy Chmielnej, gdzie zakazów jest tak dużo, że przeczytanie, kogo nie dotyczą, wymaga znalezienia miejsca i opłacenia parkowania. A na koniec i tak nikt ich nie egzekwuje.

Era inżyniera Galasa właśnie się jednak kończy. Jeszcze w lutym przestanie istnieć stanowisko miejskiego inżyniera ruchu. Jego zadania przejmie Michał Domaradzki, były komendant stołecznej policji, który ma zostać szefem "pionu bezpieczeństwa i organizacji ruchu w biurze polityki mobilności i transportu".

Czy człowiek piastujący stanowisko o tak długiej nazwie okiełzna znakowe szaleństwo? Będziemy go o to pytać.

ran/r

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • takitam

    zgłoś naruszenie odpowiedz 17.02.2017 12:00 ~takitam

    Dla mnie to wszedł w spólke z producentem tych znaków i tyle kasa jest.ciekawe ile kosztuje kupno i zamontowanie 1szt? 3000 ,4000zł?

  • cavok

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 14:18 cavok

    Jaka szkoda. Najbardziej podoba mi się wjazd na Most Śląsko Dąbrowski. Litanię trzeba by czytać tak około minutę. Dość trudno to zrobić jadąc nawet 20km/h.

  • Tadeusz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 13:41 ~Tadeusz

    zdzichkom1zdzichkom1

    NARESZCIE. ŚWIATŁA NA RONDZIE WILANOWSKIM TO KPINY. MASZ ZIELONE ALE NIE MOZESZ JECHAĆ BO KILKADZIESIĄT METRÓW PRZED TOBĄ JEST CZERWONE A POJAZDY PRZED TOBA BLOKUJĄ JAZDĘ. TRZEBA BYĆ CHORYM ŻEBY TAK TO USTAWIĆ

    Po pierwsze: Capslock Ci się zablokował. Naciśnij go, to się odblokuje.
    Po drugie: gdzie jest rondo wilanowskie? To w Warszawie?

  • Toms

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 13:15 ~Toms

    walter~walter

    w małej miejscowości Makkinga w północnej Hollandii w roku 2006 przeprowadzono po raz pierwszy w Europie ciekawy experyment,otórz zrezygnowano ze wszystkich! znaków drogowych, mało tego, utworzono ronda, na których umieszczono place zabaw dla dzieci!.Efekt przyniósł bardzo obiecujący efekt. Kierowcy nie widząc żadnych znaków zaczęli instynktownie ostrożniej jeździć, co zaowocowało BRAKIEM WYPADKóW, a o to przecież idzie. Niedługo po tym w innych miastach Europy zaczęto stosować ten experyment, z pozytywnym skutkiem. Oczywiście nie wszędzie da się to zrealizować, natomiast wszędzie można zredukować ilość ustawianych znaków, muszą się tym zająć ludzie kompetentni, znający przepisy i nie dający się manipulować urzędnikom.



    Ale piszesz o normalnym kraju a żyjesz w dzikim.

  • loku

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 12:27 ~loku

    należy śledzić gdzie Pan Galas teraz się pojawi, obstawiam intratne stanowisko związane z funduszami publicznymi, i tam teraz będzie ekspertem

  • misfazi

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 12:07 ~misfazi

    Pilum~Pilum

    Na Karmelickiej trzeba stosować takie znaki, bo mieszkańcy walczyli z próbami uspokojenia ruchu. Gdyby wprowadzić ograniczenie do 30km/godz. wiele z tych znaków można zlikwidować. Teraz niestety mamy tam trasę alternatywną dla JPII i nie da się wyperswadować, ze można inaczej.


    I myślisz ze jakby wszędzie tam było 30km to większość tych znaków by zniknęła? Ano niestety nie. A mieszkańcom to pewnie przeszkadza parkowanie aut gdzie się da byleby poza sppn.

  • Tadeusz

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 11:59 ~Tadeusz

    kok~kok

    I po co taki prześmiewczy artykuł? To taki felietonik miał wyjść?
    W którym miejscu, drogi autorze, uważasz że znaki są nadmiarowe? Przywołaj przepisy, narysuj mapkę, zastanów się.

    Popieram kolegę. Prosimy o kontynuację cyklu o "znakozie", tylko teraz z konkretami, przywołaniami przepisów oraz rysunkami poglądowymi.

  • renata

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 11:22 ~renata


    obywatel~obywatel

    Galas be - OK, ale co zamiast znaków ?
    remi~remi


    jak to co ?? weryfikacja znaków i ich zasadność.Choćby zakaz zatrzymywania z holowaniem są ustawione w miejscach gdzie ruch jest znikomy,samochody parkują na poboczu ale cały czas jest to pas drogi czyli dot,całego pasa,a dołożyć holowanie w miejscach utrudniania ruchu i notorycznego łamania zakazu zatrzymywania


    popieram

  • Pilum

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 10:49 ~Pilum

    Na Karmelickiej trzeba stosować takie znaki, bo mieszkańcy walczyli z próbami uspokojenia ruchu. Gdyby wprowadzić ograniczenie do 30km/godz. wiele z tych znaków można zlikwidować. Teraz niestety mamy tam trasę alternatywną dla JPII i nie da się wyperswadować, ze można inaczej.

  • wewegwr

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.02.2017 10:35 ~wewegwr

    Hahahaha, nie mogli się go pozbyć zmieniając pracownika na innego to zlikwidowali stanowisko, hahahah, LOL

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »