Informacje

11.06.2017 11:46 rozmowa z grzegorzem miką

Inni chronią, my burzymy. Warszawski modernizm w ruinie

SERWISY:

Burzyliśmy, burzymy i będziemy burzyć. Tak najkrócej można scharakteryzować nasz stosunek do powojennego modernizmu w Warszawie. Supersam, kino Moskwa, pawilon Chemii, Rotunda, Sezam, Universam Grochów, Zodiak, Emilia… lista destrukcji jest długa i co kilka miesięcy dopisujemy do niej kolejną pozycję.

Dlaczego nie wyciągamy wniosków? Nie potrafimy czy nie chcemy zatrzymać barbarzyńskiego procederu? Odpowiedzi na te pytania szukaliśmy w rozmowie z architektem Grzegorzem Miką z Politechniki Warszawskiej.

Piotr Bakalarski: Na wstępie przyznam się do ogromnej naiwności, którą wykazałem się ponad dekadę temu. Gdy burzono budynek Supersamu, pomyślałem sobie, że jest jeden plus tego skandalu – wyciągniemy wnioski, dzięki którym taka sytuacja nigdy się już nie powtórzy. Stało się dokładnie odwrotnie: to był tylko sygnał do wielkiego burzenia, które miało się zacząć. Dlaczego do tego doszło?

Grzegorz Mika: Sytuacja z Supersamem obrazuje problem relacji między biznesem, konserwatorami, architektami i urzędnikami. Jego zburzenie wywołało duże poruszenie w środowisku architektów, varsavianistów i aktywistów, ale też otworzyło okres, w którym utraciliśmy szereg ciekawych obiektów. Ich strata wynikała bardzo często ze złych intencji, ale też ze złych relacji pomiędzy aktorami w grze o dziedzictwo materialne PRL i szeroko pojętego modernizmu, w epoce liberalnego kapitalizmu. Los Supersamu jest przykładem najbardziej skrajnej sytuacji, kiedy mimo znanych wartości i spektakularnej rangi, budynek zostaje wyburzony w świetle prawa, na mocy ekspertyz i decyzji, mimo protestów i próśb. To się stało katalizatorem dla wielu organizacji, aby podjąć dyskusję na temat dziedzictwa architektury z okresu PRL i tego, jak ją chronić.

Ale poza tym, że zorganizowano wiele dyskusji, napisano kilka ciekawych książek, i  że przepracowaliśmy to intelektualnie, cały czas tracimy budynki. Mamy świadomość, że burzą coś wartościowego, ale burzenia nie zatrzymaliśmy. Wciąż nie wiem dlaczego. Państwo jest za słabe, biznes jest za mocny, a może jako społeczeństwo jesteśmy estetycznymi idiotami, a presja, którą tworzymy słaba, środowiskowa i nieskuteczna?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony funkcjonuje prawo, które daje podstawy ochrony takich obiektów, ale z drugiej jest niestety praktyka, stosowanie prawa, decyzje urzędnicze - wszystko rzutuje na niekorzyść pewnych obiektów. Z trzeciej strony, w niektórych przypadkach mamy do czynienia z bardzo dużą ofensywą inwestorów, którym zależy na pozyskaniu gruntów, co staje się polem do nadużywania różnych ludzkich słabości, luk w prawie, co - w sytuacji, gdy nie ma planów miejscowych - prowadzi do rozbierania obiektów. Plany są uchwalane w niezadowalającym tempie.

Czyli uważa pan, że to plany miejscowe powinny być głównym narzędziem?

To nie tylko moja opinia, to zapis obowiązującego prawa. Ustawa o planowaniu przestrzennym wskazuje, że obiekty z ewidencji i rejestru zabytków muszą być uwzględnione w zapisach planu miejscowego. Sposoby ich ochrony - architektury zewnętrznej, wnętrz i kompozycji okalającej - również powinny być zdefiniowane w planie miejscowym. Gdy mamy dobrze zdefiniowane zasady ochrony, mamy możliwości chronić ciekawsze obiekty. Niestety w Warszawie dla tak ważnych obszarów jak Ściana Wschodnia czy Powiśle nie ma obowiązujących planów miejscowych. Inwestorzy to wykorzystują pozwalając sobie na bardzo śmiałe działania, czasem nawet wyburzanie obiektów pod osłoną nocy.

Takim "śmiałym działaniem" było na pewno, to co stało się z CDT-em (Smykiem). Sytuacja jest kuriozalna: z budynku zostały tylko kikuty, a właściciel jak ten majster w kabaretowym skeczu zapewnia "będzie pan zadowolony". I karmi bajkami o "pielęgnowaniu dziedzictwa modernistycznego". Jak mogło do tego dojść?

Los Smyka pokazuje, jak potrzebne są precyzyjne zapisy i pełna wiedza dotycząca historii obiektu. Deweloper powołuje się na wpis do ewidencji, mówiący, że zabytkiem są jedynie oryginalne elementy zbudowane przed 1953 rokiem. Taki zapis wynikał z tego, że w 1975 roku Smyk spłonął do gołej konstrukcji. Natomiast generalne założenia wewnątrzprzestrzenne pozostały bez zmian. Niestety, zapis w karcie zabytku mówił tylko o oryginalnych elementach, czyli samych kikutach, które pozostały. Nadużywając tego, deweloper rozebrał nawet biurowiec, który stał z tyłu, a który nie spłonął w czasie pożaru. Brak precyzyjnej definicji i – jak sądzę – wnikliwa praca prawników interpretujących przepisy doprowadziły do tego, że właściciel uzyskał pozwolenie na rozbiórkę elementów wtórnych, mimo iż były one nadal pozostałością oryginalnego konceptu.

Finał jest taki, że za rok czy też dwa, naszym oczom ukaże się budynek, którego trzy frontowe fasady będą odtworzeniem projektu sprzed 70 lat, natomiast w środku będzie całkowicie nowa struktura, nowoczesny biurowiec, który wypełni całą działkę. Zostanie fasadowa wydmuszka nowoczesnego dzieła.

Rodzaj makiety.

Niestety tak. Zważywszy na skalę przemian i adaptacji, to będzie to makieta odtwarzająca pewien efekt architektoniczny, ale pomijająca wszelkie aspekty przestrzenno-funkcjonalne pierwotnego projektu, który – jak głoszą najważniejsze tezy modernizmu – był syntezą funkcji wpływającej na formę. Zostanie nam forma z całkowicie obcą funkcją.

Skoro jesteśmy przy makietach, co pan myśli o przeniesieniu budynku Emilii? Czy pozbawienie kontekstu przestrzennego nie obniża wartości budynku? Czy Emilia tam będzie tym samym, czym Emilia tu?

Funkcjonalnie nie będzie tym samym, gdyż pierwotnie została zaprojektowana jako uzupełnienie niedużego osiedla mieszkaniowego, które powstało w jej sąsiedztwie. Jej funkcja handlowa miała obsługiwać zarówno mieszkańców osiedla, jak i szeroko rozumianą ludność Śródmieścia, stąd też dosyć znaczna skala, jak na szklany pawilon. Przeniesienie o te kilkaset metrów pozwoli zachować pewne elementy oryginalnej struktury, ale będzie radykalnym wykorzenieniem pewnego założenia i przerobieniem go na wolnostojący pawilon. Niejasne pozostaje, w jak dużym stopniu wykorzystane zostaną oryginalne elementy. Natomiast nawet gdyby udało się wykorzystać wszystko, to będzie w tym pierwiastek sztuczności, wynikający z tego, że wyjęliśmy obiekt z integralnego środowiska i przestawiliśmy w możliwie najbliższą lokalizację kosztem architektonicznego wrażenia.

No właśnie, przecież modernistyczny budynek to nie jest kurpiowska chata, którą można sobie w dowolne miejsce przenieść.

Modernizm był tutaj dualistyczny: z jednej strony uniwersalny styl do stosowania na całym świecie; z drugiej, faktycznie, projektowanie budynków użyteczności publicznej było traktowane za każdym razem jako wyzwanie funkcjonalne. Prowokowało do mniej lub bardziej śmiałych decyzji konstrukcyjnych, takich jak wielkie przeszklone fasady czy bardziej ekspresyjne zadaszenia. W tym sensie modernizm rzeczywiście nie jest chatą kurpiowską. Rozbieranie integralnego organizmu konstrukcji, funkcji i przestrzeni odbiera pewien pierwiastek oryginalności.

Wcielę się na chwilę w rolę adwokata diabła. Może taka jest kolej rzeczy, efekt rozwoju miasta – budynki takie jak Chemia przy Brackiej, pawilon na Przeskok czy - o dziwo wciąż istniejąca - Cepelia przy Marszałkowskiej po prostu muszą zniknąć, aby ustąpić miejsca wieżowcom?

To pytanie o proporcje miedzy wartościami dziedzictwa a zmianą i rozwojem. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi, że wszystkie powinny ustąpić albo wszystkie powinny zostać zachowane. Natomiast niezależnie od tego, czy to architektura PRL, czy architektura lat 90., są składnikiem dziedzictwa materialnego. Próba wyparcia się tej architektury jest zaprzeczeniem faktom historycznym. O ile możemy dyskutować nad niektórymi obiektami, nad kwestiami modernizacji, o tyle są pewne budynki zdefiniowane choćby na liście dóbr kultury współczesnej jako obiekty o wysokich wartościach przestrzennych i funkcjonalnych. Rozebranie ich wszystkich pozbawia nas istotnego składnika naszego dziedzictwa.

I dochodzi do sytuacji, w której szwajcarski architekt Christian Kerez jest w stanie przyjeżdżać tu ze studentami, żeby pokazać im pawilon Chemii, a my go burzymy jakoś szczególnie po nim nie płacząc.

W Szwajcarii, Niemczech czy Holandii powstają osiedla, które są cukierkowymi interpretacjami narodowych i tradycyjnych stylów, czyli tam też ma miejsce to samo, co w Polsce. Rzecz w tym, że u nas ocena modernizmu odbywa się przez pryzmat oceny ustroju komunistycznego jako takiego i przez to w opiniach osób mniej zainteresowanych wszystko sprowadza się do betonowych klocków i blaszaków. To zbytnie uproszczenie.

Zresztą mamy problem zarówno z szacunkiem do architektury powojennej, jak i przedwojennej, a czasem nawet gotyckiej, gdy bawimy się w odtwarzanie jakichś pseudozamków, które nigdy nie istniały. I tu dochodzimy do sedna problemu: brak poszanowania dla dziedzictwa przeszłości czy też współczesnej przestrzeni wynika przede wszystkim z braków w edukacji plastycznej. Tutaj przegrywamy zachodnią Europą - tam nie jest niczym nadzwyczajnym, że dzieci w gimnazjach czy liceach mają zajęcia ze sztuki nowoczesnej czy wycieczki do nowoczesnych obiektów. To potem skutkuje tym, że Christian Kerez w kraju Szwajcarów, żyjących w drewnianych chatkach, jest w stanie tworzyć minimalistyczną architekturę, jednocześnie oddawać cześć architekturze betonu i szkła lat 60.

W świetle ostatnich wydarzeń rozgorzała dyskusja o Ścianie Wschodniej. Nie ma Rotundy, Universalu, Sezamu, Zodiaku, zmieniły się pasaż Wiecha i elewacje w punktowcach, a los Relaksu jest niepewny. Czy Ściana Wschodnia jeszcze istnieje?

To teren, który wciąż nie ma planu zagospodarowania, zatem jest założeniem architektonicznym, które może być modyfikowane. Te przekształcenia były tematem wielu zażartych dyskusji. Moja opinia jest taka, że sam pasaż został zdefiniowany przez gabaryty proporcji  i niestety w paru miejscach zostały one zachwiane. Błędem było przejście od całkowicie kameralnej skali projektu do monumentalizmu tych wielkich latern i bardzo gładkiego terenu, który zastąpił ławeczki z alejkami. To niestety wpływa na negatywną percepcję.

Brak planu miejscowego pozwolił na wyburzenie Sezamu, który stanowił ciekawa puentę kompozycyjną. W kwestii Rotundy jedynie nacisk społeczny zachęcił inwestora do poprowadzenia studiów i konkursu. Nie wiemy, co by się stało, gdyby inwestor dostał wolną rękę. Były już pomysły, żeby zburzyć Rotundę i postawić stumetrowy wieżowiec.

Zatrzymajmy się chwilę przy pasażu Wiecha. Nie trzeba być fachowcem, żeby dostrzec, że po zmianach sprzed dekady stracił, że się nie udał. Uderzające było dla mnie podczas niedawnej dyskusji, na której obaj byliśmy, że jego architekt nie ma sobie nic do zarzucenia. Czy bez autorefleksji środowiska architektów jesteśmy w stanie coś zmienić na lepsze?

Chciałbym zauważyć, że Stowarzyszenie Architektów Polskich było jednym z pierwszych, które w ogóle podjęło temat dóbr kultury współczesnej. Architekt, o którym pan mówi, Dariusz Hyc, zwrócił uwagę na zasadniczy aspekt, o którym zapominamy - że pasaż jest obiektem komercyjnym będącym własnością prywatną...

Ale komercyjnie też nie działa!

Działają wszystkie sklepy w dawnej Galerii Centrum. Problemem jest to, że ludzie chodzący pasażem czują się bardziej obco, niż w przestrzeni, którą znali z lat 70. Natomiast 15 lat temu te podcienie, daszki były w bardzo złym stanie technicznym. Wtedy ani miasto, ani aktywiści, ani inwestorzy nie zastanawiali się nad tym, czy należy je zachować, raczej byli za rozebraniem.

W dzisiejszych realiach sytuacji, społecznej, prawnej, finansowej architekt jest między młotem a kowadłem i co by nie zrobił będzie krytykowany, bo albo zmienił za dużo, albo zmienił za mało. Jako architekt nie mogę się przyłączyć do takiego potępiania osoby, która na tyle dobrze zaprojektowała tę przebudowę, że nie ma tam ani centymetra betonu i są nawiązania do pierwotnych konstrukcji.

Tak jak Hyc powiedział, inwestor chciał pewnej zmiany, nie było żadnej kontrpropozycji, można mieć zastrzeżenia do instytucji miasta czy różnych organizacji, że wtedy, gdy toczyły się dyskusje i był konkurs, nie występowały bardziej aktywnie.

Czy nie ma pan wrażenia, że nowy Zodiak powiela błędy pasażu Wiecha?

Jakie?

Brak zieleni i wody w większej skali, brak ławek, wielka płaska powierzchnia, która w odczuciu użytkowników będzie betonem, choć zapewne zaraz pan powie, że to przecież nie jest beton…

To nie beton.

…tylko płyty. W projekcie wszystko pięknie, porównane do białej kartki, ale to nie będzie kameralna przestrzeń zachęcająca do przebywania tam, tylko pusty plac.

Wyprostujmy kilka spraw. Po pierwsze nigdy nie będzie tam głębokiej wody, bo pod całym placem są garaże podziemne, magistrala ciepłownicza i podziemia wszystkich obiektów.

Ale przecież to wszystko było tam wcześniej, jakoś nie kolidowało z wodą!

Było bajorko o głębokości 20-30 cm, źle izolowane, z którego woda doprowadziła do erozji betonowych ścian. Obecność podziemi uniemożliwia posadzenie jakiejkolwiek zieleni w wysokiej, no chyba, że chcemy wielkie donice, jak przy Świętokrzyskiej. Chodziło też o pewną ideę stworzenia przestrzeni, która będzie stanowiła uzupełnienie dla tego bądź co bądź bardzo małego pawilonu, którego funkcją będzie zachęcanie do dialogu o architekturze.

Podstawowym operatorem będzie SARP, które zamierza tam organizować wystawy, rozmowy, warsztaty, wszystko co do tej pory odbywało się w miejscach mniej znanych czy dostępnych. Jeśli chodzi o sam plac, nie będzie wykonany z betonu, tylko z płyt granitowych. Zważywszy na jego proporcje - 15 na 15 metrów - instalacja form przestrzennych niesie ryzyko zacieśnienia przestrzeni.

Sam Zodiak zostanie odbudowany w gabarytach odpowiadających pierwotnemu projektowi, natomiast nie da się odtworzyć pewnych rozwiązań z lat 60. ze względu na inne technologie czy inne przepisy. Nie wszystkie detale będą wyglądały tak samo, ale bryła będzie nawiązywać do pierwotnego projektu. Pani architekt, która projektowała budynek Zodiaku, wyraziła się przychylnie na temat zmian.

Dlaczego SARP mówi o rewitalizacji, choć w praktyce ten budynek został zrównany z ziemią?

Rewitalizacja jako pojęcie zdefiniowane przez kartę wenecką określa szerokie spektrum działań, które mają na celu podnoszenie jakości przestrzeni zdegradowanej. Chyba każdy się zgodzi, że w czasach niedawnych Zodiak był całkowicie zdegradowany. Konstrukcja zrealizowana w siermiężnych czasach, po 45 latach istnienia, dewastacji przez pogodę i złe użytkowania, uniemożliwiała stworzenie nowoczesnego, klimatyzowanego, przestronnego pawilonu dla 100 czy 200 osób.

Mówienie rozbiórce starego budynku i budowie nowego byłoby bardziej precyzyjne, niż nazywanie tego rewitalizacją, choć rozumiem, że ta brzmi lepiej.

To czepianie się pojedynczych słów. Ale OK, dokonano rozbiórki pozostałości starego Zodiaku w oparciu o konsultację z projektantką, a powstanie projekt dostosowany do jego skali i podziałów. Zważywszy na brak ochrony prawnej to i tak o wiele lepiej niż w przypadku Sezamu, którego następcą będzie 10-piętrowy biurowiec.

Nowy Sezam nawet na wizualizacjach, które zwykle mocno idealizują, wygląda źle. A czy będzie pan też bronił tego, co się stało z Rotundą? Proces prowadzenia tej inwestycji wydawał się modelowy, do chwili, kiedy okazało się, że konstrukcja jednak jest oryginalna. Wtedy pojawiły się wątpliwości, ale sprawy doszły już do takiego etapu, że nawet inicjatywa wpisu do rejestru, nie pomogła. Budynek zrównano z ziemią.

Niestety tutaj nastąpił pewien zgrzyt między stołecznym i wojewódzkim konserwatorem zabytków, który poskutkował zmianą decyzji. W przypadku Rotundy konstrukcja stalowa była bardziej eksponowanym elementem struktury. Szkoda, że nie postanowiono jej zakonserwować, bo jest to technicznie możliwe. Ona przetrwała wybuch i stanowiła bardzo wyraźny element budynku, który dzielił go na poszczególne sekcje. Szkoda, że dosłownie symbolicznie fragmentu najstarszej Rotundy nie zachowano.

Warto oszczędzić budynek kina Relax?

Tak, Relax spośród niewielu obiektów kinowych z lat 60., które jeszcze funkcjonują, jest przykładem dosyć nowatorskiej bryły, z dosyć ciekawymi rozwiązaniami plastycznymi. Jego rozbiórka byłaby dużą stratą, bo na jego miejscu zapewne powstałby biurowiec o nieregularnej formie. W moim odczuciu kino Relax jest wartościowym budynkiem i integralnym składnikiem Ściany Wschodniej. Jego rozbiórka stanowiłaby dosyć poważną wyrwę.

Ten planowany budynek bezdyskusyjnie zaburzyłby rytm Ściany Wschodniej.

Tak, bo ona jest złożona z trzech wysokościowców, z których każdy jest przesunięty względem swojego sąsiada i każdy jest o kilka metrów niższy, dzięki czemu tworzą konsekwentny układ urbanistyczny widoczny w perspektywie ulicy Marszałkowskiej o jednolitym rozstawie. Wejście z nową bryłą przy Złotej spowoduje załamanie i stworzy asymetryczność względem Pałacu Kultury, który przez Ścianę Wschodnią miał być zniwelowany. Te trzy wieżowce maja równoważyć jego bryłę.

Czy w tym morzu zaniedbań, które doprowadziły do destrukcji, są jakieś pozytywne przykłady na gruncie warszawskim?

Jeżeli mamy na myśli architekturę powojenną to przypadków wzorcowych rewitalizacji, zwycięstw konserwatorskich niestety nie mamy zbyt wiele. Na pewno remont i odnowienie kina Iluzjon. Ochrona Syreniego Śpiewu może być jednym z nielicznych, ale ta sprawa nie jest jeszcze przesądzona.

Doceniam odnowienie stacji linii średnicowych, Dworca Wschodniego i częściowy remont Dworca Centralnego. Tam dziedzictwo PRL nie zostało całkiem zakryte, a miejscami jest wręcz wyeksponowane. Prawdziwych sukcesów nie było jednak zbyt wiele.

Bo i tym Centralnym nie nacieszyliśmy się zbyt długo. Ledwo hala główna została oczyszczona z narośli, a już wyrosły nowe - kuriozalna antresola i punkty handlowe przylegające do ścian.

Zastanawiałem się po co tak pięknie odnowili tę halę skoro będą ją teraz zakrywać. Ale dobrze, że przynajmniej PKP się przyłożyło do odratowania tych wszystkich pierwotnych detali, kamiennych poręczy, listew. Z drugiej strony, komercjalizacja tego obiektu spowodowała, że te przestrzenie przeznaczone dla pasażerów zostały utracone, bo są tam lokale handlowe.

A kiedy pan porzuci szaty akademika, to z tej długiej listy wstydu, czego najbardziej panu żal?

Kina Moskwa, kina Praga, to były piękne budynki. Smyka, który mógł pełnić komercyjną funkcję po generalnym remoncie, bez konieczności rozbiórki. Trochę będzie żal Emilii, bo wielka szklana bryła też mogła  spełniać funkcje komercyjnie we współczesnych czasach.

Rozmawiał Piotr Bakalarski

ZDJĘCIA ARCHIWALNE Z ZASOBÓW NARODOWEGO ARCHIWUM CYFROWEGO

Grzegorz Mika - architekt, varsavianista, doktorant na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, twórca strony "Warszawski Modernizm 1905 - 1939", organizator spacerów architektonicznych, prowadził wykłady o architekturze w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Rycho

    zgłoś naruszenie odpowiedz 03.08.2017 17:17 ~Rycho


    tak tak~tak tak

    Zburzenie w zasadzie całego wymnienionego wyżej szrotu wyszło tylko miastu na dobre.
    Kokol~Kokol

    Nieszczęściem jest, że te nowe, ponure i nudne budowle wcale nie są lepsze.

    Wszystkie szklane, wyglądają z daleka, jak karafki w barku mojego teścia.

  • Kokol

    zgłoś naruszenie odpowiedz 03.08.2017 15:52 ~Kokol

    tak tak~tak tak

    Zburzenie w zasadzie całego wymnienionego wyżej szrotu wyszło tylko miastu na dobre.

    Nieszczęściem jest, że te nowe, ponure i nudne budowle wcale nie są lepsze.

  • tak tak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 13.06.2017 09:44 ~tak tak

    Zburzenie w zasadzie całego wymnienionego wyżej szrotu wyszło tylko miastu na dobre.

  • goostav234

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2017 19:57 ~goostav234

    postkomunizm trzeba zburzyć

  • Bielańczyk

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2017 13:52 ~Bielańczyk



    Bielańczyk~Bielańczyk

    Poza Cedetem, wszystkie wymienione budynki to kwintesencja brzydoty powojennej Warszawy. No może jeszcze Rotunda się broni.
    Micik~Micik

    A przede wszystkim to są artefakty panowania komunizmu, symbole zniewolenia i upodlenia ludzi. Jeśli chronić - to zabytki przedwojennej Warszawy, odbudowywać, chuchać i dmuchać. Tymczasem płacze nad fejkowymi zabytkami "modernizmu" przesłaniają problematykę odtworzenia i zachowania prawdziwej Warszawy.
    Tylda~Tylda

    Carskie gmachy też chcesz burzyć?


    A po co burzyć carskie gmachy? To akurat kawałek historii naszego miasta i jego naturalnego rozwoju. Poza tym tamte budynki były solidne (wiele przetrwało walki w 1944 roku), funkcjonalne i na dodatek nie były brzydkie.

  • dla kasy wszystko

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2017 10:19 ~dla kasy wszystko

    obeznant~obeznant

    Modernizm to jest w Gdyni, wymienione budowle to architektoniczne, estetyczne i funkcjonalne koszmary łamane na żałosne nieporozumienia. A jak komuś było szkoda tych koszmarków to mógł je kupić i zakonserwować.

    deweloper się odezwał. Jedyną zbrodnią tych obiektów jest to, że stoją na atrakcyjnych działkach w centrum miast.

  • obeznant

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2017 09:33 ~obeznant

    Modernizm to jest w Gdyni, wymienione budowle to architektoniczne, estetyczne i funkcjonalne koszmary łamane na żałosne nieporozumienia. A jak komuś było szkoda tych koszmarków to mógł je kupić i zakonserwować.

  • FED

    zgłoś naruszenie odpowiedz 12.06.2017 09:15 ~FED


    FED~FED

    CO inni chronią? Bardzo proszę o przykłady ze zdjęciami.
    Z całą pewnością nie są to blaszano-szklane szkaradztwa jakie rozbiera się w Polsce.
    kubatkubat

    A jak wyglądają te obecnie budowane w zamian? Rozpadające się rudery czy nawet zardzewiałe rozpadające się słupy energetyczne są podnoszone do rangi zabytku, natomiast obiekty wybudowane dla ludzi i używane przez ludzi, są niszczone tylko z jednego powodu - bo to ONI wybudowali.

    Odpowiedź nie na temat. Artykuł sugeruje, że inni coś chronią a my burzymy. Chce poznać przykłady, co takiego inni chronią i porównać.

  • niszczyć starą wieżę

    zgłoś naruszenie odpowiedz 11.06.2017 21:15 ~niszczyć…

    Boom~Boom

    To normalne że obiekty komercyjne się zużywają z czasem i trzeba je wymienić na nowocześniejsze. A to co zburzono to właśnie komercja. Ona żyje tylko 40-50 lat a potem jest zastępowana przez nowe obiekty. Przeciąganie wymiany powoduje odpływ klientów, straty i powstanie dziury w zabudowie. To jest normalny proces w życiu miasta. Niestety, pewni ludzie chcieliby wszystko chronić za każdą cenę. A to spowoduje funkcjonowanie straszydeł w centrum miasta.

    Wieża Eiffla była obiektem tymczasowym, po 20 latach miała być rozebrana. Była też obiektem całkowicie niepasującym do otoczenia :)

    Uratował ją telegraf i I wojna Światowa. Stała się masztem wojskowym.

  • Tylda

    zgłoś naruszenie odpowiedz 11.06.2017 19:42 ~Tylda


    Bielańczyk~Bielańczyk

    Poza Cedetem, wszystkie wymienione budynki to kwintesencja brzydoty powojennej Warszawy. No może jeszcze Rotunda się broni.
    Micik~Micik

    A przede wszystkim to są artefakty panowania komunizmu, symbole zniewolenia i upodlenia ludzi. Jeśli chronić - to zabytki przedwojennej Warszawy, odbudowywać, chuchać i dmuchać. Tymczasem płacze nad fejkowymi zabytkami "modernizmu" przesłaniają problematykę odtworzenia i zachowania prawdziwej Warszawy.

    Carskie gmachy też chcesz burzyć?

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Porzucone audi blokuje chodnik na Jagiellońskiej

Porzucone audi blokuje chodnik na Jagiellońskiej

"Od około tygodnia auto stoi na środku chodnika na Jagiellońskiej, w okolicy numeru 74" - napisała na Kontakt 24 jedna z Reporterek. Dziwi się, dlaczego... WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »