Informacje

31.01.2014 10:03 walka z reklamami

Dlaczego w Polsce jest brzydko
i jak to w końcu zmienić?

SERWISY:

- Wywalczyliśmy sobie wolność, ale zapomnieliśmy o solidarności i poczuciu wspólnoty. To dlatego w Polsce jest brzydko - przekonuje Olgierd Dziekoński, niegdyś wiceprezydent Warszawy, a dziś sekretarz stanu w kancelarii prezydenta, który odpowiada za pracę nad ustawą o ochronie krajobrazu.

Społecznicy, architekci i urbaniści alarmują od lat: reklamy pożerają budynki, są w miastach i na wsiach, na plażach i w górach. Te wielkie, wydrukowane na plastikowych płachtach, te mniejsze na bilbordach i te najmniejsze: szyldy, potykacze, sztuczne palmy, stosy europalet i opon, stoiska z dachówkami, plastikowi kucharze... Jak jest, każdy widzi - chciałoby się powiedzieć. Ale przejazd dowolną wylotówką z dużego miasta dowodzi, że wciąż nie dostrzegamy bałaganu, jaki wokół siebie wytworzyliśmy. A jeśli nawet, to najwyraźniej nam on nie przeszkadza.

Do tego, by spojrzeć na własne otoczenie krytycznie zmusić mają przepisy. Powstająca z inicjatywy prezydenta Bronisława Komorowskiego ustawa o ochronie krajobrazu ma - między innymi - pomóc w walce o odzyskanie przestrzeni publicznej. - Wielu Polaków wciąż wyżej stawia "święte prawo własności", ale liczba osób, które rozumieją potrzebę uporządkowania otoczenia rośnie. Widać to w badaniach. Najwyższy czas zacząć dbać o to, co wspólne - przekonuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl Olgierd Dziekoński.

To właśnie były wiceprezydent Warszawy odpowiada za wprowadzenie nowych przepisów. Projekt ustawy zakłada, że każdy samorząd będzie mógł przyjąć własną politykę reklamową. Zawrze w niej informację o tym gdzie, ile i jakie reklamy można wieszać czy ustawiać. Tych, którzy się nie podporządkują, straż miejska lub gminna karać będzie mandatami. Ma też docierać do samych reklamodawców i karać ich za tzw. sprawstwo.

Wszystko po to, by do walki z reklamami nie trzeba było już stosować wybiegów takich jak krakowski park kulturowy - niezbyt efektywnych, o ograniczonym zasięgu - czy polegać na niewydolnym nadzorze budowlanym.

Całkiem zniknąć nie może?

- W projekcie można znaleźć echa naszych postulatów i to bardzo nas cieszy - ocenia Aleksandra Stępień ze stowarzyszenia Miasto Moje A W Nim, które od 2007 roku stara się uświadomić decydentom, że do skutecznej walki z chaosem w przestrzeni publicznej niezbędne są zmiany w prawie. I dodaje: - Ustawa wprowadzi do polskiego prawa nowe definicje szyldu czy reklamy, których do tej pory brakowało. Da też samorządom do ręki narzędzie, których dziś nie mają w postaci tzw. mini-strategii.

Dziś reklamy można ograniczyć zapisami w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego. Te uchwalane są jednak bardzo długo. Małe gminy mogą sobie pozwolić na uchwalenie jednego planu obejmującego cały obszar, ale duże miasta objęte są wieloma wycinkowymi planami. Trudno stworzyć w ten sposób spójną politykę - może się nawet zdarzyć, że dwie pierzeje tej samej ulicy podlegać będą innym regulacjom. W myśl nowej ustawy samorząd mógłby przyjąć strategię, która obejmowałaby całą gminę.

- Reklama nie może zniknąć zupełnie, bo jest potrzebna gospodarce. Jeżeli ją ograniczać, to tak żeby nie wylać dziecka z kąpielą - przestrzega Marek Kuzaka, prezes firmy AMS, jednego z liderów rynku reklamy zewnętrznej w Polsce. I podaje przykład decyzji władz Warszawy sprzed kilku lat. Miasto nakazało wtedy usunięcie reklam z tzw. pasa drogowego. - Efekt był taki, że porządne nośniki dużych firm, ustawione w zgodzie z przepisami, w bezpieczny sposób, zastąpił gąszcz przypadkowych konstrukcji. Powstały trochę dalej od dróg, ale za to były większe. Czy na pewno o to chodziło? - pyta prezes AMS.

Tak wygląda Smyk bez reklamy:


Kontrowersyjna opłata

Największe kontrowersje wzbudza jednak inny zapis ustawy - możliwość wprowadzania przez
samorząd opłaty za reklamy. Może to być wykorzystane przez gminy jako sposób na łatanie budżetów.

- Chcielibyśmy zapisu, który sprawi, że te pieniądze nie będą wpadały do wielkiego worka bez dna, lecz będą szły na konkretny, na przykład uzgodniony wcześniej z mieszkańcami cel - podkreśla Aleksandra Stępień, która brała udział w opiniowaniu projektu ustawy.

Obawa ma uzasadnienie - w projekcie znalazł się bowiem zapis, zgodnie z którym dochód
z przyszłych opłat oszacowano na 66,7 mln złotych rocznie.

Zapis o opłacie, co oczywiste, nie podoba się też firmom z branży reklamowej. - Najłatwiej będzie obciążyć opłatami systemowe konstrukcje reklamowe. Za to banery z plastiku, przyczepione do płotów plastikowymi opaskami zaciskowymi pozostaną tam, gdzie są - obawia się Kuzaka. Temu właśnie zaradzić ma zapis o sprawstwie reklamodawcy - to jego, a nie tylko właściciela płotu czy działki i banera szukać będzie straż miejska.

Nie przy tym głosów, że obawy branży są mocno na wyrost, a sama ustawa napisana jest tak, by dużych firm outdoorowych nie tylko nie skrzywdzić, ale przy okazji "wyciąć" ich konkurentów - małe firmy, właścicieli pojedynczych bilbordów czy osoby wynajmujące pod nie grunt. - Duże firmy mogą wkalkulować opłatę w swoje plany. To maili przedsiębiorcy będą mieli problem z opłatami - alarmowała w toku prac nad ustawą opozycja.

- Rzeczywiście, słyszeliśmy zarzuty, że to ustawa lobbystyczna, opracowana pod kątem dużych graczy - potwierdza Stępień. Niektórym przedstawicielom strony społecznej nie podobało się m.in. to, że prace nad projektem toczą się w sejmowej komisji kultury i środków przekazu. Jej szefową jest bowiem Iwona Śledzińska-Katarasińska, związana wcześniej z Agorą, do której należy z kolei firma AMS (posłanka PO była dziennikarką łódzkiego dodatku "Gazety Wyborczej" i choć od 1991 roku zasiadała w sejmie, to aż do 2007 roku, kiedy sprawę opisała "Rzeczpospolita", formalnie była tam zatrudniona).

- Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach. Jeśli opłata będzie powszechna i skutecznie egzekwowana, to może się przyczynić do uporządkowania rynku i tylko w tym kontekście jest nam to na rękę - nie ukrywa prezes Kuzaka. Ale przyznaje też, że bez wprowadzenia opłaty przepisy mogą być po prostu trudne do wyegzekwowania, a liczba reklam wcale się nie zmniejszy.


Jak duży może być szyld?

W odpowiedzi na zarzuty opozycji w projekcie znalazł się zapis, który mówi że bez opłat będzie można ustawić szyld informujący o działalności prowadzonej na terenie danej nieruchomości. Za reklamę nie musiałby więc płacić np. przydrożny warsztat, dopóki byłaby to reklama jego, a nie np. producenta części samochodowych. A same opłaty pobierać będą mogły tylko te samorządy, które uchwalą wcześniej strategię reklamową na swoich terenie.

Ale i tu nie brak wątpliwości. Prokuratura  Generalna, która opiniowała projekt, sugerowała, że samorządy mogą dopuścić tylko tak małe szyldy, że firmy i tak musiały płacić. Strona społeczna obawia się czegoś przeciwnego - czy nie dopuszczą szyldów tak dużych, że efekt regulacji będzie żaden? Między stronami uczestniczącymi w konsultowaniu przepisów trwa więc spór o to, czy wielkość szyldu nie powinna być po prostu zapisana w ustawie. To z jednak nie podoba się samorządom, które chciałyby zachować w tej kwestii autonomię. Prokuratura przekonuje z kolei, że zapisy odwołujące się do "specyfiki lokalnej" są nieprecyzyjne.

To zresztą nie jedyna słabość ustawy wypunktowana przez prokuraturę. Kwestionuje ona również opieranie się na subiektywnych pojęciach, takich jak "oszpecanie" budynku. Wątpliwości budzi też fakt, że w projekcie mowa jest o reklamowaniu działalności gospodarczej i o reklamie o charakterze
zachęcającym do określonego zachowania. Nie ma natomiast mowy o reklamie wizerunkowej czy o działalności społecznej. Nie wiadomo więc, czy bilbordy zachęcające np. do wsparcia fundacji, podlegałyby jej rygorom.

"Początek żmudnego procesu"

Swoje uwagi do projektu miały też Związek Województw RP czy Związek Rewizyjny Spółdzielni
Mieszkaniowych RP, który zwraca uwagę, że wprowadzenie opłat może się przełożyć na wzrost czynszów: - W proponowanych przepisach wprowadza się de facto kolejny podatek ponoszony przez spółdzielnie mieszkaniowe obok podatku od nieruchomości - zwracają uwagę spółdzielcy.

W dodatku ustawa łączy w sobie bardzo wiele dziedzin. By była efektywna, w życie muszą wejść zmiany przepisów w kodeksie wykroczeń, prawie budowlanym, kodeksie drogowym czy ustawie o ochronie zabytków.

Projekt trafił do sejmu w lipcu zeszłego roku. Na etapie I czytania został skierowany do prac w komisjach. To tam mają zostać poprawione kontrowersyjne zapisy. W życie może wejść jeszcze w tym roku. - Nie będzie cudownym lekiem na wszystkie problemy. Nie rozwiąże ich, a na pewno nie od razu. Ale po pierwsze, daje samorządom narzędzia do działania, a po drugie stanowi bardzo wyraźny głos w sprawie estetyki. Pokazuje, że to, co ładnej, jest wartościowe i że warto zacząć o to dbać - przekonuje Dziekoński.


Karol Kobos

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Olo

    zgłoś naruszenie odpowiedz 03.02.2014 14:27 ~Olo

    Ale już pewnie gigantyczny słup MC Donaldsa który wyrósł przy Wale Miedzeszyńskim to nikomu nie przeszkadza. Niska zabudowa Wawra i kolos na parę pięter. Ciekawe kto dostał w łapę.

  • miko

    zgłoś naruszenie odpowiedz 03.02.2014 00:58 ~miko

    a mi tam się podoba, szczególnie w Warszawie :) kocham to miasto i jego klimat. Imprez takich jak w Warszawie nie ma nigdzie indziej :) ostatnio często chodzę do Klubo na Czackiego. Świetny klimat i miejsce! Już nie mogę się doczekać kolejnego wyjścia.

  • bucefał

    zgłoś naruszenie odpowiedz 02.02.2014 17:03 ~bucefał

    tatata~tatata

    do offsiak

    Anarchia to nie wolność. Teraz w Polsce jest taki syf, jak mało gdzie. Najsmutniejsze , że Polacy widzą to tylko jak wrócą z Niemiec czy Austrii. Na codzień ten bałagan nikomu nie przeszkadza

    Mi przeszkadza. Uważam, że tysiące płacht reklamowych, żółte litery na czerwonym tle, fioletowe na zielonym czy ogromne billboary żrące megawaty energii to wiocha i przykry obrazek pokazujący siłę marketingowców w przedsiębiorstwach.

    Ale Polacy to mistrzowie wsiowości i bezguścia. Mieszkam w nowym bloku (z 2012 roku). Wszystkie mieszkania mają balkony i to nawet nie takie małe (od 6 m2 w górę). Elewacja jest nowa, jednolite barierki, drewniane wypełnienia, które mają być zbiorczo konserwowane przez wspólnotę (żeby zachować jednolity kolor). I co chwila jakiś niepogodzony z losem osiołek wprowadza jakieś "udoskonalenia". A to zamuruje okno w kuchni. A to zamieni zwykłe okno na balkonowe (choć nie ma w tym miejscu balkonu). A to zabuduje balkon obrzydliwą pleksi i zrobi kolejny skład śmiec). I jest na to zgoda. Na uchwałach rady osiedla takim pomysłom sprzeciwiają się dwie-trzy rodziny spośród stu.

    To smutne, ale pojedynczy ludzie czy grupki aktywistów nie zmienią tego. Takie tępactwo trzeba tępić ustawą. I ograniczyć te ciągłe udoskonalenia domorosłych architektów (przeróbki jw.), mechaników (bieda-ledy, spoilery) i byznesmenów.

  • pozdrowek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.02.2014 23:54 ~pozdrowek

    Zarząd Dróg Miejskich ma specjalny wydzial do usuwania reklam. bylo ostatnio na gazecie podawane. i wszystko znika. tylko ze musi sie chciec zglosic.

  • Pozdrowek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.02.2014 23:53 ~Pozdrowek

    80 % reklam może nie być, gdyby ZDM wziął sprawy w swoje ręce. Niestety ludzie nie zgłaszają tam reklam i efekt jest taki, że nikt tego nie rusza. A jak wiadomo, na sygnał mieszkańca władza musi zareagować. Już gazeta o tym pisała pare dni temu, że trzeba zgłaszać i wszystko znika. Tam był podany numer do ZDM do odpowiedniego wydziału.

  • Jandrzej

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.02.2014 18:06 ~Jandrzej

    W Warszawie powinna być specjalna dzielnica handlowa, gdzie dozwolone będą reklamy wszelkiej maści, neony itd. A cała reszta z zakazami na reklamy wielkiego formatu.

  • xp123

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.02.2014 11:37 ~xp123

    jak się Polska nie podoba to aut stąd.Nie musimy być idiotyczną kopią europy

  • And192

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.02.2014 08:31 ~And192

    Jedną z zasad powinien być zakaz zasłaniania okien budynków. To niby takie oczywiste, jednak nie dla współczesnego mieszkańca Warszawy i innych miast! Kiedyś pamiętam olbrzymie reklamy ale na ślepych ścianach. Taka była na Kruczej - z kotem trzymającym but. Polska w PRL była jak biedna chata ogrodzona drewnianym płotem. A dzisiejsza Polska jest jak domostwo nuworysza, ogrodzone pseudo-rokokowym ogrodzeniem z białego betonu. Wolałem to pierwsze!

  • Lolek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 01.02.2014 00:55 ~Lolek

    Aby to zmienić to trzeba zmienić rząd i myślenie. Skoro każda inwestycja to jakaś ściema i bule brak jakości a do tego projekty sa na żałosnym poziomie estetycznym. Na zachodzie jesli sie coś buduje to widać ze to coś nowego a w Polsce nie da sie odróżnić nowego od starego bo ludzie którzy decydują urodzili sie 70 lat temu tez maja takie myślenie i wiedzę z przed 70 lat.

  • Nick

    zgłoś naruszenie odpowiedz 31.01.2014 20:54 ~Nick

    Trudno mi uwieżyć, że nikt tu jeszcze nie napisał nic o słoikach. Czyżby poziom komentarzy miałby sie poprawić(?)

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Zablokował montaż słupków, służby nie mogą usunąć auta

Zablokował montaż słupków, służby nie mogą usunąć auta

Na chodniku przy Andersa zaczęły pojawiać się słupki. Znalazł się jednak kierowca, który zaparkował auto w taki sposób, że pokrzyżował drogowcom plany.... WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »