Informacje

30.05.2015 12:01 Felieton Karola Kobosa

Dlaczego (już) nie jeżdżę
w Masie Krytycznej

SERWISY:


We wtorek napisaliśmy na tvnwarszawa.pl o powrocie Masy Krytycznej na warszawskie ulice. Jeszcze przed zawieszeniem działalności masy trzy lata temu i propozycją pełnomocnika do spraw rowerowych, by zmienić formułę prostu, z podobnym pomysłem wyszedł nasz dziennikarz. Dziś przypominamy felieton z maja 2015 roku, w którym Karol Kobos pisał, że "peleton zamienił się w korek".

Zdarzyła mi się w piątek taka sytuacja: po godzinie 18 wyruszyłem z pracy do domu. W samym centrum miasta trafiłem na jadącą w poprzek mojej trasy Masę Krytyczną i utknąłem w korku. Ot, comiesięczne doświadczenie warszawiaków. Tyle że ja... jechałem na rowerze!

Ta anegdotyczna sytuacja skłoniła mnie do ponownej lektury tekstu, który w 2008 roku opublikowałem na swoim blogu - uzasadniałem, dlaczego jeżdżę w Masie Krytycznej. Dziś już tego nie robię, a piątkowa sytuacja sprowokowała mnie, by napisać dlaczego uważam, że to już nie ma sensu.

Po pierwsze, nie jeżdżę w Masie Krytycznej z braku wolnego czasu, którego z czasem jest coraz mniej. Po drugie - i tu już odnoszę się do tamtego tekstu - dlatego, że przestało mnie to bawić. O ile kiedyś nawet najliczniejsze masy jechały przez miasto, o tyle z czasem zaczęły się przez nie raczej przeciskać. Z ostatniej, w której wziąłem udział, uciekłem w połowie, bo stanęła w miejscu i stała tak kilkanaście minut. Peleton zmienił się w korek - zabawa się skończyła.

Po trzecie nie jeżdżę w Masie, bo od niedawna rowerem jeżdżę prawie codziennie. Wiosna jest w tym roku wyjątkowo kapryśna i rozkręca się opornie, więc wciąż jeszcze czasem wygrywa autobus, a nawet - o zgrozo - samochód, ale jednak staram się do pracy jak najczęściej jeździć rowerem. I sądząc po tym, jak wielu ludzi jedzie razem ze mną, w porannym i popołudniowym szczycie, nie ja jeden się przesiadłem.

Rowerowe korki

Czy to znaczy, że postulaty Masy Krytycznej zostały zrealizowane? Oczywiście nie - stan rowerowej infrastruktury w Warszawie i - przede wszystkim - sposób jej projektowania wciąż pozostawia wiele do życzenia. Przykładem choćby ulica Świętokrzyska. Choć poświęcono sporo pieniędzy i miejsca, by stworzyć tam pasy rowerowe, które na samym początku nawet chwaliłem, w codziennej praktyce szybko wychodzi, jak wiele błędów popełniono: czerwona farba po deszczu zamienia się w lodowisko, w poprzek przechodzą niebezpieczne rynsztoki, pasażerowie metra wychodzą ze stacji prosto pod koła rowerzystów, a ci z niewiadomych przyczyn kierowani są na chodnik tam, gdzie bezpieczniej byłoby puścić ich po jezdni. A to przecież tylko jeden przykład.

Ale mimo wszystko Warszawa z roku 2015 i ta z roku 2008 to pod względem rowerowym niebo i ziemia. Przełomem okazał się oczywiście rower miejski - Veturilo. Hit ostatnich sezonów spowodował, że w Warszawie dosłownie zaroiło się od jednośladów - zarówno tych miejskich, jak i prywatnych, na które wsiedli ci, którym Veturilo otworzyło oczy. Ścieżki, które jeszcze kilka lat temu świeciły pustkami, dziś potrafią się korkować!

Masa się zużyła

I właśnie w tych rowerowych korkach dotarło do mnie, że Masa Krytyczna straciła swój sens. Nie dlatego, że wszystko jest już zbudowane, ale dlatego, że dla dalszego rozwoju ruchu rowerowego w Warszawie potrzebna jest inna forma "lobbingu".

Masa, u swego zarania anarchistyczna impreza, przerodziła się z czasem w legalny sposób wyrażania prostego komunikatu: ISTNIEJEMY! ZAUWAŻCIE NAS! To już się jednak stało - miasto dostrzegło rowerzystów. Masa straciła zaś pazur - stała się wyłącznie zabawą. 7 lat temu broniłem prawa do tej zabawy - dziś uważam, że rowerzyści powinni "dorosnąć" razem z miastem. Na tę dorosłość składać powinny się zaś dwa elementy.

Po pierwsze, praca nad sobą. Jadąc zatłoczoną ścieżką rowerową łatwo dostrzec, jak wielu rowerzystów lekceważy lub po prostu nie zna elementarnych zasad i przepisów. Nie sygnalizują skrętów, blokują szybszych od siebie, wyprzedzają na trzeciego, spychając innych na chodniki, zapominają o oświetleniu, przejeżdżają na czerwonym, straszą pieszych, jeżdżą pod prąd... Lista grzechów jest naprawdę długa i bardzo często widać, że na siodełku wyłazi z nas to samo, co z innych za kółkiem: chamstwo, nieostrożność, poczucie bycia "panem i władcą na skraju drogi". Póki było nas niewielu, można było tłumaczyć, że to pojedyncze czarne owce. Dziś, w - nomen omen - masie, widać że do kierowców bliżej nam, niż chcielibyśmy przyznać. Jeśli rowerzyści chcą być pełnoprawnymi użytkownikami dróg, muszą zacząć wymagać także od siebie.

Drugi element tej dorosłości to zmiana nastawienia do kierowców. Od lat jednych przeciwstawia się drugim, tymczasem kierowcy i rowerzyści w wielkim mieście nie powinni i nie muszą być wrogami. W gruncie rzeczy ich interesy są wspólne - każdy kierowca, który przesiądzie się na rower, to luźniejsze ulice dla pozostałych. Każdy sensownie wytyczony pas dla jednośladów, to mniej konfliktowych sytuacji na jezdniach. Każda minuta oszczędzona przez pasażerów procentuje dla kierowców, choć wciąż nie wszyscy to rozumieją.

Gdy zdarzy mi się - a zdarza się za codziennie - że kierowca utrudni mi przejazd, nie drę się już na niego i nie stukam w maskę, lecz tłumaczę: "męczę się na tym rowerze także po to, żeby tobie jechało się łatwiej. Doceń to i następnym razem pomyśl". Kilku przyznało mi rację.

Porozumienie ponad podziałami jest potrzebne zwłaszcza teraz, gdy ratusz powoli i niezwykle ostrożnie przymierza się do zwężania śródmiejskich ulic i wytyczania tak potrzebnych, naziemnych przejść dla pieszych w centrum. Kierowcy reagują furią i trzeba będzie wiele wysiłku, by zdobyć ich  poparcie dla tych pomysłów. Z czasem się uda, nie wątpię, tak jak udało się z buspasami, które dekadę temu wzbudzały podobne reakcje. Ale po to, by w Warszawie wydarzył się kolejny rowerowy przełom, rowerzyści muszą mieć sojuszników wśród kierowców. Wyborcza logika: jeśli oni tego nie poprą, politycy wycofają się z planów i zostaniem z niedokończoną infrastrukturą.

A zakończenie Masy Krytycznej w obecnej postaci mogłoby się stać pojednawczym gestem. I wcale nie musi oznaczać poddania frontu. Po pierwsze, nie mam wątpliwości, że część anarchistów na dwóch kółkach dalej będzie w ostatni piątek miesiąca wyjeżdżać na ulice. Po drugie, do tej formy zawsze można wrócić, jak stało się w Berlinie. Tam przez lata rowerzyści ograniczali się do jednego przejazdu rocznie, kiedy to kilkadziesiąt tysięcy rowerów opanowywało m.in. trasy szybkiego ruchu przechodzące przez miasto. Od niedawna znów jeżdżą co miesiąc.

Nie namawiam organizatorów, by całkiem wycofali się ze swojej działalności, ale przeniesienie rodzinnego pikniku, jakim stała się Masa, z piątkowego popołudnia na weekend lub ograniczenie do wydarzeń takich Masa Powstańcza, organizowana w okolicy 1 sierpnia, byłoby dobrym ruchem. Szczególnie, gdyby udało się to wykorzystać jako początek kampanii promującej ideę uspokojenia ruchu w centrum Warszawy.

Tak w piątek wyglądała majowa Masa Krytyczna:

Karol Kobos

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • piedzy

    zgłoś naruszenie odpowiedz 28.03.2019 18:48 ~piedzy





    Samochodziarz~Samochodziarz

    Nie musze jeździć z pasażerami wystarczy, że mam coś do przewiezienia w bagażniku.
    Tramwajem i autobusem tego nie przewiozę to chyba logiczne.

    inny pieszy~inny pieszy

    Masz raczej na myśli swój tyłek, do tego nie w bagażniku tylko na fotelu kierowcy. Dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu. Ale jak widać niektórzy nie potrafią inaczej. Wiejska mentalność, że wszędzie daleko i trzeba jechać samochodem, ciągle żywa!
    qwerty~qwerty


    I oczywiście znowu odniesienie do tyłka. To jakiś wasz fetysz kalesoniarze, czy co? A co do meritum - wuj ci do tego czym kto jeździ i po co mu samochód. Dorośniesz, mamusia przestanie ci szykować kanapki do szkoly, po lekcjach nie będzie czekał na stole ciepły obiadek - a będziesz mial swoje dzieci, rodziców którymi trzeba się opiekować, każde pół godziny w ciągu dnia będzie na wagę złota, wtedy wróć dziecko, pogadamy jak dorośli.
    Yami~Yami



    Trafione w sedno. Tak wygląda życie dorosłego człowieka
    inny pieszy~inny pieszy

    Odpowiedziałbym jak dorosłym ludziom, ale widzę, że prezentujecie mentalny poziom gimnazjum. Stać w korkach dwie godziny dziennie, żeby zaoszczędzić pół godziny na wagę złota? Świetna logika! I nie wiem, o co chodzi z kalesoniarzami? To jakaś trauma z dzieciństwa wam została?

    Właśnie mowa o takich ludziach, którym się wydaje, że są dorośli a inni nie. Wystarczy pomyśleć nie przez pryzmat własnego nosa.

  • inny pieszy

    zgłoś naruszenie odpowiedz 28.03.2019 15:09 ~inny pieszy




    Samochodziarz~Samochodziarz

    Nie musze jeździć z pasażerami wystarczy, że mam coś do przewiezienia w bagażniku.
    Tramwajem i autobusem tego nie przewiozę to chyba logiczne.

    inny pieszy~inny pieszy

    Masz raczej na myśli swój tyłek, do tego nie w bagażniku tylko na fotelu kierowcy. Dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu. Ale jak widać niektórzy nie potrafią inaczej. Wiejska mentalność, że wszędzie daleko i trzeba jechać samochodem, ciągle żywa!
    qwerty~qwerty


    I oczywiście znowu odniesienie do tyłka. To jakiś wasz fetysz kalesoniarze, czy co? A co do meritum - wuj ci do tego czym kto jeździ i po co mu samochód. Dorośniesz, mamusia przestanie ci szykować kanapki do szkoly, po lekcjach nie będzie czekał na stole ciepły obiadek - a będziesz mial swoje dzieci, rodziców którymi trzeba się opiekować, każde pół godziny w ciągu dnia będzie na wagę złota, wtedy wróć dziecko, pogadamy jak dorośli.
    Yami~Yami



    Trafione w sedno. Tak wygląda życie dorosłego człowieka

    Odpowiedziałbym jak dorosłym ludziom, ale widzę, że prezentujecie mentalny poziom gimnazjum. Stać w korkach dwie godziny dziennie, żeby zaoszczędzić pół godziny na wagę złota? Świetna logika! I nie wiem, o co chodzi z kalesoniarzami? To jakaś trauma z dzieciństwa wam została?

  • Analityk

    zgłoś naruszenie odpowiedz 28.03.2019 15:04 ~Analityk





    Samochodziarz~Samochodziarz

    Nie musze jeździć z pasażerami wystarczy, że mam coś do przewiezienia w bagażniku.
    Tramwajem i autobusem tego nie przewiozę to chyba logiczne.

    inny pieszy~inny pieszy

    Masz raczej na myśli swój tyłek, do tego nie w bagażniku tylko na fotelu kierowcy. Dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu. Ale jak widać niektórzy nie potrafią inaczej. Wiejska mentalność, że wszędzie daleko i trzeba jechać samochodem, ciągle żywa!
    qwerty~qwerty


    I oczywiście znowu odniesienie do tyłka. To jakiś wasz fetysz kalesoniarze, czy co? A co do meritum - wuj ci do tego czym kto jeździ i po co mu samochód. Dorośniesz, mamusia przestanie ci szykować kanapki do szkoly, po lekcjach nie będzie czekał na stole ciepły obiadek - a będziesz mial swoje dzieci, rodziców którymi trzeba się opiekować, każde pół godziny w ciągu dnia będzie na wagę złota, wtedy wróć dziecko, pogadamy jak dorośli.
    Analityk~Analityk

    Ja mam dzieci pięcioro i 6 w drodze. Najpierw wożę autem - zostawiam samochód na P&R a potem metrem. I ja tez tak byłem wożony, tylko metra nie było.Dało się.
    Najlepiej widać wykorzystanie aut na ulicy Batorego jak jadą rano do Mordora i potem po południu w drodze powrotnej. Samo kierowcy. Bez pasażerów. A tramwaj jest. Pięknie dojeżdża do metra. Ale wolicie stać w korkach i smrodzić ludziom.
    qwerty~qwerty

    5 dzieci, 6 w drodze. Żona też pracuje? I to auto na 7-8 osób to zapewne na wodór jest, i ty innym nie smrodzisz. Metro, ta cała jedna linia, już teraz jest na skraju przepustowości. Poproszę o rzetelne i realne opracowanie gdzie chcecie zmieścić do tego metra choćby tylko kilkadziesiat tysięcy kierowców, bo to pitolenie o przesiadce do metra to już mi bokiem wychodzi.

    Niektóre kursy tak. Ale po 2 minutach jest już luźno. Po prostu ślamazary jesteście.

  • qwerty

    zgłoś naruszenie odpowiedz 28.03.2019 11:40 ~qwerty




    Samochodziarz~Samochodziarz

    Nie musze jeździć z pasażerami wystarczy, że mam coś do przewiezienia w bagażniku.
    Tramwajem i autobusem tego nie przewiozę to chyba logiczne.

    inny pieszy~inny pieszy

    Masz raczej na myśli swój tyłek, do tego nie w bagażniku tylko na fotelu kierowcy. Dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu. Ale jak widać niektórzy nie potrafią inaczej. Wiejska mentalność, że wszędzie daleko i trzeba jechać samochodem, ciągle żywa!
    qwerty~qwerty


    I oczywiście znowu odniesienie do tyłka. To jakiś wasz fetysz kalesoniarze, czy co? A co do meritum - wuj ci do tego czym kto jeździ i po co mu samochód. Dorośniesz, mamusia przestanie ci szykować kanapki do szkoly, po lekcjach nie będzie czekał na stole ciepły obiadek - a będziesz mial swoje dzieci, rodziców którymi trzeba się opiekować, każde pół godziny w ciągu dnia będzie na wagę złota, wtedy wróć dziecko, pogadamy jak dorośli.
    Analityk~Analityk

    Ja mam dzieci pięcioro i 6 w drodze. Najpierw wożę autem - zostawiam samochód na P&R a potem metrem. I ja tez tak byłem wożony, tylko metra nie było.Dało się.
    Najlepiej widać wykorzystanie aut na ulicy Batorego jak jadą rano do Mordora i potem po południu w drodze powrotnej. Samo kierowcy. Bez pasażerów. A tramwaj jest. Pięknie dojeżdża do metra. Ale wolicie stać w korkach i smrodzić ludziom.

    5 dzieci, 6 w drodze. Żona też pracuje? I to auto na 7-8 osób to zapewne na wodór jest, i ty innym nie smrodzisz. Metro, ta cała jedna linia, już teraz jest na skraju przepustowości. Poproszę o rzetelne i realne opracowanie gdzie chcecie zmieścić do tego metra choćby tylko kilkadziesiat tysięcy kierowców, bo to pitolenie o przesiadce do metra to już mi bokiem wychodzi.

  • Analityk

    zgłoś naruszenie odpowiedz 28.03.2019 09:17 ~Analityk



    Samochodziarz~Samochodziarz

    Nie musze jeździć z pasażerami wystarczy, że mam coś do przewiezienia w bagażniku.
    Tramwajem i autobusem tego nie przewiozę to chyba logiczne.

    inny pieszy~inny pieszy

    Masz raczej na myśli swój tyłek, do tego nie w bagażniku tylko na fotelu kierowcy. Dwa razy dziennie, pięć dni w tygodniu. Ale jak widać niektórzy nie potrafią inaczej. Wiejska mentalność, że wszędzie daleko i trzeba jechać samochodem, ciągle żywa!
    qwerty~qwerty


    I oczywiście znowu odniesienie do tyłka. To jakiś wasz fetysz kalesoniarze, czy co? A co do meritum - wuj ci do tego czym kto jeździ i po co mu samochód. Dorośniesz, mamusia przestanie ci szykować kanapki do szkoly, po lekcjach nie będzie czekał na stole ciepły obiadek - a będziesz mial swoje dzieci, rodziców którymi trzeba się opiekować, każde pół godziny w ciągu dnia będzie na wagę złota, wtedy wróć dziecko, pogadamy jak dorośli.

    Ja mam dzieci pięcioro i 6 w drodze. Najpierw wożę autem - zostawiam samochód na P&R a potem metrem. I ja tez tak byłem wożony, tylko metra nie było.Dało się.
    Najlepiej widać wykorzystanie aut na ulicy Batorego jak jadą rano do Mordora i potem po południu w drodze powrotnej. Samo kierowcy. Bez pasażerów. A tramwaj jest. Pięknie dojeżdża do metra. Ale wolicie stać w korkach i smrodzić ludziom.

  • ech

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.03.2019 23:53 ~ech


    Natalia~Natalia

    A po co budować ścieżki rowerowe jak większość rowerzystów i tak jeździ po ulicy? Szczególnie często widuję taki obrazek na Świderskiej na Tarchominie gdzie jest szeroka ścieżka rowerowa oddzielona od chodnika a rowerzyści szczególnie na kolarkach z uporem maniaka jeżdżą po ulicy. Nie wiem czy wynika to z przyzwyczajenia czy też z ogromnych prędkości jakie osiągają na swoich rowerach?
    Skrzydlaty~Skrzydlaty

    Natalio proponuję Ci sie przejechać rowerem szosowym po tej wspaniałej kostce brukowej mając w kołach powyzej 6barów powietrza. Wizyta w jednej z klinik dentystycznych na Tarchominie murowana. Wiem próbowałem. Roerem górskim korzystam ze ścieżki rowerowej.


    To przypominam iż korzystanie z DDR to obowiązek nie obwarowany żadnymi wyjątkami. Jazda ulicą gdy istnieje DDR jest zabroniona.

  • Ja78

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.03.2019 23:19 ~Ja78


    Natalia~Natalia

    A po co budować ścieżki rowerowe jak większość rowerzystów i tak jeździ po ulicy? Szczególnie często widuję taki obrazek na Świderskiej na Tarchominie gdzie jest szeroka ścieżka rowerowa oddzielona od chodnika a rowerzyści szczególnie na kolarkach z uporem maniaka jeżdżą po ulicy. Nie wiem czy wynika to z przyzwyczajenia czy też z ogromnych prędkości jakie osiągają na swoich rowerach?
    Skrzydlaty~Skrzydlaty

    Natalio proponuję Ci sie przejechać rowerem szosowym po tej wspaniałej kostce brukowej mając w kołach powyzej 6barów powietrza. Wizyta w jednej z klinik dentystycznych na Tarchominie murowana. Wiem próbowałem. Roerem górskim korzystam ze ścieżki rowerowej.
    A w mieście to mamy ulice czy szosy ?
    Skoro rower jest szosowy to chyba nie nadaje się do jazdy w mieście ?
    I jazda po ulicy, kiedy obok jest droga rowerowa, jest niezgodna z przepisami. Rowerzyści wymagają by kierowcy przestrzegali przepisów, a sami mają ją gdzieś.
    Albo się wszyscy dogadamy, abo zezwalamy na wolną amerykankę.

  • Marian

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.03.2019 22:11 ~Marian


    Natalia~Natalia

    A po co budować ścieżki rowerowe jak większość rowerzystów i tak jeździ po ulicy? Szczególnie często widuję taki obrazek na Świderskiej na Tarchominie gdzie jest szeroka ścieżka rowerowa oddzielona od chodnika a rowerzyści szczególnie na kolarkach z uporem maniaka jeżdżą po ulicy. Nie wiem czy wynika to z przyzwyczajenia czy też z ogromnych prędkości jakie osiągają na swoich rowerach?
    Skrzydlaty~Skrzydlaty

    Natalio proponuję Ci sie przejechać rowerem szosowym po tej wspaniałej kostce brukowej mając w kołach powyzej 6barów powietrza. Wizyta w jednej z klinik dentystycznych na Tarchominie murowana. Wiem próbowałem. Roerem górskim korzystam ze ścieżki rowerowej.

    Ja też zacząłem jeździć głównymi ulicami tam gdzie równolegle na bocznych ulicach są spowalniacze. Katorga co chwila się podnosić i zwalniać.

  • Marian

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.03.2019 22:08 ~Marian

    Kampania uspokojenia ruchu. Całe miasto usiane jest spowalniczami gdzie trzeba zwalniać do 10km/h. Co tu jeszcze uspokajać? Czas juz tylko na ludzi z chorągiewkami idącymi przed samochodem. A potem przesiadka na konie, którym nie będą przeszkadzały spowalniacze.

  • Stary Warszawiak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 27.03.2019 20:20 ~Stary Warszawiak

    I znowu nie puszczono mojego komentarza pewnie dlatego że był krytyczny :( Więc jeszcze raz: artykuł zawiera stwierdzenie: "Porozumienie ponad podziałami jest potrzebne zwłaszcza teraz, gdy ratusz powoli i niezwykle ostrożnie przymierza się do zwężania śródmiejskich ulic ..." to granda! przecież Pan Prezydent obiecał podczas kampanii że nie będzie zwężał ulic i jak tu wierzyć obietnicom skoro tuż po zakończeniu wyborów samorządowych już są one łamane !!! :( to nie wróży dobrze na przyszłość. Dlaczego mieszkańcy śródmieścia znowu będą karani i tak śródmieście powoli umiera pozostają w nim tylko knajpy, banki i biurowce, szerokie chodniki jako aleje do spacerów i oczywiście rowerostrady a znikają miejsca parkingowe dla mieszkańców. I wyprzedzająco powiem, że nie ma tu podziemnych parkingów pod budynkami mieszkalnymi tak jak to jest w każdym nowo wybudowanym osiedlu. Nie ma jak podjechać do sklepu, punktu usługowego itp. bo nie ma gdzie zaparkować, wszyscy kupcy się wynoszą. Ale kogo to obchodzi, to przykre.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Mur runął na parkingu

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Dokąd zmierzasz, Ursusie?

Mieszkańcy Ursusa nie chcą, by jedna z ulic nosiła nazwę Quo Vadis. Twierdzą, że tytuł powieści Henryka Sienkiewicza ma zbyt trudną pisownię. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »