Informacje

03.12.2016 07:12 STRAJK W SZKOLE POŻARNICTWA

ZOMO kontra młodzi strażacy.
Zdjęcia leżały w szufladzie 35 lat

SERWISY:

Helikopter? W latach 80. to było trochę abstrakcyjne. Usłyszeliśmy hałas, ukryłam dzieci w pokoju od podwórka, ale sama wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia. Nie wiem dlaczego.

- Znalazłam kliszę przypadkowo, przy okazji porządkowania rzeczy po mamie. Rozwinęłam w ciemności i zobaczyłam, że jest wywołana. Obejrzałam negatyw. Były na nim zdjęcia zrobione 35 lat temu, z okien mieszkania przy ulicy Gdańskiej, w którym mieszkał mój brat z żoną i dziećmi – opowiada tvnwarszawa.pl pani Stanisława Fabijańska.

Na zdjęciach widać uzbrojone oddziały ZOMO okrążające szkołę, wozy transportowe i wreszcie dramatyczny desant ze śmigłowca na dach, do którego doszło dokładnie 35 lat temu. To jedne z niewielu zdjęć tego wydarzenia. Pokazujemy je jako pierwsi, na tvnwarszawa.pl.

Końcówka karnawału

Strajk w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarniczej przy Słowackiego był jednym z wielu, jakie przetoczyły się przez polskie uczelnie w listopadzie 1981 roku. Główną przyczyną było objęcie WOSP ustawą o szkolnictwie wojskowym. Podchorążowie nie chcieli się poddać militaryzacji w obawie, że zostaną wykorzystani do tłumienia demonstracji i zamieszek, jakie miały miejsce nie tylko w Warszawie.

Dzisiaj wiadomo, że komunistyczne władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej szykowały się już wtedy do zakończenia "karnawału Solidarności" - okresu legalnej działalności związku zawodowego, skupiającego miliony Polaków, a także ograniczenia cenzury czy wolności organizowania zgromadzeń.

25 listopada studenci ogłosili strajk okupacyjny uczelni. Przyłączyła się do nich część wykładowców. Jednak wiece, spotkania, dyskusje trwały już od tygodnia. - Obserwowaliśmy z naszych okien wzmożony ruch na uczelni. Ciągle się tam coś działo. Ktoś przyjeżdżał, odjeżdżał – wspomina Fabijańska. Od dziecka mieszka po drugiej stronie ulicy Gdańskiej. Z okien może niemal zajrzeć do wnętrza. Wtedy obserwowała, jak podchorążowie zaczęli organizować życie strajkowe - od zaopatrzenia, po uruchomienie radiowęzła.

- Byliśmy bardzo dobrze zorganizowani pod względem porządkowym, funkcjonalnym. Każdy wiedział, co ma robić. Były sekcje: porządkowe, propagandy, specjalne, poligrafia, archiwum, zaopatrzeniowa, łączności, kontaktu z mediami. To funkcjonowało jak dobrze zorganizowana armia, bo tak szkoła funkcjonowała wcześniej na wzór wojskowy. Przy takiej organizacji nie można było nas rozbić. Strajkowało z przekonania 96 proc. podchorążych – relacjonował na łamach biuletynu Instytutu Pamięci Narodowej Zbigniew Szablewski – wtedy student trzeciego roku i członek komitetu Strajkowego.

Strażacy nadają Morsem

W mediacje między włączyli się znani profesorowie: Aleksander Gieysztor, Andrzej Stelmachowski i Klemens Szaniawski. Sami studenci byli gotowi do rozmów z władzami. Ale ta się nie - nomen omen - nie paliła. Wkrótce po ogłoszeniu okupacji szkoły, pod murami pojawiły się oddziały ZOMO, zwykle wspierające Milicję Obywatelską w tłumieniu demonstracji i zamieszek.

- Tu pod naszym oknem stał szpaler milicjantów. Szkoła była ze wszystkich stron otoczona. Zablokowano ulicę, stanęły tramwaje. Narastała atmosfera strachu i niepewności. Na jednym ze zrobionych przez nas zdjęć widać, jak w oknie akademika ktoś daje nam znaki latarką. Nie znałam alfabetu Morse'a, więc nie wiem, co chciano nam przekazać. Pewne jest, że oni się bali i my też – mówi Fabijańska.

W ówczesnych mediach pojawiły się informacje, że strajk inspirowany jest przez ludzi związanych z Solidarnością i jest kierowany z zewnątrz. Jednocześnie rodziny podchorążych otrzymywali telegramy z fałszywymi informacjami na temat np. ich stanu zdrowia. Część z nich, szczególnie spoza stolicy, uwierzyła. Zmartwieni przyjeżdżali pod mury szkoły. Jednak zanim tam docierali, wcześniej, na dworcach kolejowych i autobusowych czekali na nich funkcjonariusze Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Grożąc domagali się, aby rodziny wpłynęły na protestujących synów czy braci. Wręczano im przy tym deklaracje wystąpienia ze strajku i formularze zgody na rozpoczęcie nauki w nowej uczelni.

To samo szło w drugą stronę: do podchorążych docierały informacje o złym stanie zdrowia członków ich rodzin. Część uwierzyła, opuściła szkołę i pojechała do domów.

Papierosy dla ZOMO

1 grudnia sytuacja się zmieniła. Uczelnię otoczono metalowym płotem i zabroniono przekazywania żywności. Jednak protestujący dalej mogli liczyć na wsparcie mieszkańców stolicy. - Przychodziło tutaj bardzo dużo osób. Solidaryzowały się z nimi tłumy ludzi – poskreśla Fabijańska.

Obecni na miejscu rodzice studentów korzystali z podstawionych przez MZK tramwajów i w nich oczekiwali na dalszy rozwój wypadków. - Do trzeciego dnia strajku były regularne obiady; kiedy odcięto nam dostawy żywności z zewnątrz, była już tylko zupa. Jedliśmy też kanapki rzucane nam przez okna budynku przez ludzi z zewnątrz – wspominał na łamach biuletynu IPN Aleksander Zblewski, który w czasie strajku zajmował się propagandą.

Mieszkańcy przerzucali strajkującym także papierosy, którymi ci częstowali zmarzniętych zomowców. - Gadaliśmy też z nimi. Zdarzało się, że po obu stronach spotykali się koledzy. ZOMO było więc przy szkole często wymieniane. Powtarzaliśmy im, że jesteśmy tacy sami jak oni, że chodzi o naszą wspólną przyszłość – relacjonował Zblewski.

Desant

Studenci spodziewali się, że władza może użyć siły. Decyzję o takim sposobie pacyfikacji protestu podjął ówczesny minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak. W nocy przed atakiem silniki w milicyjnych nyskach chodziły bez przerwy. Było już naprawdę zimno.

Szturm nastąpił 2 grudnia przed południem. Przed szkołą ciągle przybywało oddziałów ZOMO wspieranych przez wojsko. Pojawiły się transportery opancerzone. W sumie w operacji zaangażowano 5 tys. milicjantów.

- W pewnym momencie usłyszeliśmy w domu straszny warkot. W 1981 roku pojęcie helikoptera było trochę abstrakcyjne, teraz jesteśmy opatrzeni przez telewizję i filmy. W strachu zabrałam dzieci do pokoju od strony podwórka i zabroniłam wychodzić. Nie wiem z jakiego powodu, ale wyjęłam aparat i zaczęłam robić zdjęcia – opowiada Halina Fabijańska, bratowa pani Stanisławy.

- Nas zaskoczyło lądowanie na dachu. Myśleliśmy, że poleci za budynek, gdzie jest duży dziedziniec. Ci zomowcy wyskoczyli, a helikopter odleciał. Akcja pacyfikacji zaczęła się od otoczenia szkoły. A to był jej finał – wspomina pani Stanisława.

"A pana ktoś tutaj zapraszał?"

Antyterroryści z bronią maszynową opanowali budynek szkoły. W tym samym czasie, po przerzuconych przez płot kładkach na dziedziniec przedostało się 600 zomowców. Na uczelni przebywało wtedy 347 studentów. - Proszę sobie wyobrazić jakich sił użyto do spacyfikowania tych młodych chłopców – mówi Fabijańska.

Części podchorążych udało się uciec, pozostałych wyłapano i umieszczono w sali gimnastycznej. W czasie szturmu wyważono drzwi do auli. Studentów otoczyli milicjanci. - Antyterroryści obstawili okna auli, aby uniemożliwić nam kontakt z otoczeniem na zewnątrz. W pewnym momencie, w napiętej sytuacji w auli, gdzie staliśmy naprzeciwko siebie, na katedrę wszedł jakiś człowiek i mówi, że mamy teraz pojedynczo wychodzić. Na to odezwał się jeden z kolegów: – A pana ktoś tutaj zapraszał? Gruchnęliśmy wszyscy śmiechem. Ktoś głośno powiedział, że jak wychodzimy, to wszyscy razem – relacjonował Zblewski.

Studentów zabrano do podstawionych autobusów i wywieziono na dworce. Każdy otrzymał nakaz udania się do domu. Większość nie posłuchała. 229 podchorążych do 6 grudnia kontynuowała strajk na Politechnice Warszawskiej. - Miejscem mojego zakwaterowania była szkoła – byłem na II roku. Nam polecono po wyjściu z auli wziąć swoje rzeczy osobiste i zabrać do autokarów. Obawiałem się, że wywiozą nas na jakiś poligon. Autobusy pojechały na Dworzec Wschodni i Zachodni. Gdy podjechaliśmy na Dworzec Zachodni, nie wiedzieliśmy, co ze sobą zrobić. Kiedy więc drzwi się otworzyły, uzgodniliśmy z kierowcą, żeby zawrócił pod Zarząd Regionu Mazowsze na ul. Mokotowską. Potem zaczęliśmy strajk na Politechnice Warszawskiej – wspomina Dariusz Galiński – w czasie strajku zajmował się archiwum.

To była próba generalna

Uczelnie zamknięto na dwa miesiące. Najpierw przemianowano ją na Szkołę Główną Służby Pożarniczej. Na początku lutego 1982 roku wznowiono zajęcia. Władzom zależało na wyciszeniu sprawy, dlatego nikt nie usłyszał zarzutów, a większość uczestników strajku ukończyła szkołę. Ale nie wszyscy - niektórzy z protestujących nie ukończyli żadnych studiów. A wykładowcy uczestniczący w strajku stracili pracę.

Strajku, w pierwszym etapie, nie podjęło jedynie czterech studentów, którzy opuścili budynek i wyjechali do domów. Na imiennej liście, do której w zeszłym roku dotarł portal tvn24.pl, jest nazwisko Leszka Suskiego. W 2016 roku Suski został komendantem głównym straży pożarnej. Zastąpił uczestnika strajku, Wiesława Leśniakiewicza, który pełnił tę funkcję od 2008 do 2015 roku. - Pan Komendant przystąpił do strajku podchorążych na terenie WOSP w Warszawie - mówił wtedy o Suskim rzecznik KGSP Paweł Frątczak. Skonfrontowany z relacjami innych strażaków, odmówił komentarza.

Wszystko wskazuje dziś, że pacyfikacja szkoły na Żoliborzu była próbą generalną do o wiele większej operacji. 11 dni później wprowadzono stan wojenny.

Sławomir Krejpowicz

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • Strażak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.12.2016 16:03 ~Strażak

    Prawda~Prawda

    Prawda jest zupełnie inna.. Niestety większość strajkujących podchorążych nigdy nie została oficerami pożarnictwa. I po pacyfikacji strajku nie byli już strażakami. Ale.. prawdziwa historia tego strajku jest jeszcze ciekawsza..

    Piszesz głupstwa.
    Wprawdzie bezpośrednio po rozbiciu strajku Rektor Politechniki Warszawskiej obiecał otwarcie katedry a docelowo wydziału pożarnictwa, ale przyszedł stan wojenny i na obietnicach się skończyło. Większość podchorążych podwinęła więc ogony i wróciła na nową powołana w miejsce WOSP uczelnię, bo CO mieli robić? Machnąć ręką na 2, 3 czy nawet 3,5 roku studiów a w perspektywie iść do wojska? A ponieważ zaliczono im wszystko, to dziś WIĘKSZOŚĆ z nich jest już na emeryturach

  • Prawda

    zgłoś naruszenie odpowiedz 06.12.2016 15:45 ~Prawda

    Prawda jest zupełnie inna.. Niestety większość strajkujących podchorążych nigdy nie została oficerami pożarnictwa. I po pacyfikacji strajku nie byli już strażakami. Ale.. prawdziwa historia tego strajku jest jeszcze ciekawsza..

  • Grażyna

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.12.2016 12:12 ~Grażyna

    Pamiętam ten dzień i do dziś mam ciarki na plecach.2 grudnia 1981 r. mój syn kończył 1 rok- jechałam właśnie na Nowy Świat do cukierni po pierwszy tort na jego urodziny. Pamiętam zablokowaną ulicę Słowackiego i dawną ul. Stołeczną - kordony ZOMO-wców z plastikowymi tarczami. Koszmar

  • Strażak

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.12.2016 12:03 ~Strażak

    hahahahahahahahaha~hahahahahahahahaha

    I właśnie dziś bronicie emerytur tych którzy pacyfikowali tą szkołę, którzy kierowali akcją i którzy doskonale się dziś mają. I zasilają szeregi KOD i innych odłamów peło.


    Szkoła podlegała wówczas pod MSW.
    więc zgodnie z projektem ustawy dezubekizacyjnej ci strajkujący wówczas studenci i wykładowcy, dziś w większości emerytowani oficerowie Państwowej Straży Pożarnej mogą stracić swoje emerytury mundurowe.

    No chyba że wymieniony tu Komendant PSP Suski zainterweniuje u brata posła, a ten wiadomo u kogo :-)

  • Tomek

    zgłoś naruszenie odpowiedz 05.12.2016 09:14 ~Tomek

    I TO jest historia.. a nie "widziałam ptaka cień" czy "wszystko sie moze zdazyc" wielkie mi co...

  • Do idioty

    zgłoś naruszenie odpowiedz 04.12.2016 22:16 ~Do idioty

    Tede~Tede

    PISowska cenzura już działa ,większość komentarzy anty PISiorom jest blokowana i nie wyświetlana ,,wystąpił błąd przy dodawaniu komentarza,, a krzyżyk wam na drogę głupie PISiory.

    Mhm, oczywiscie - bo ta strona jest pro-PiSowska. :D Walnij się w leb. Jak nie umiesz dodawac komentarzy to twoja wina i tyle.

  • ToJaja

    zgłoś naruszenie odpowiedz 04.12.2016 19:19 ~ToJaja


    hahahahahahahahaha~hahahahahahahahaha

    I właśnie dziś bronicie emerytur tych którzy pacyfikowali tą szkołę, którzy kierowali akcją i którzy doskonale się dziś mają. I zasilają szeregi KOD i innych odłamów peło.
    Wprost~Wprost

    Dokładnie tak.


    No niestety nie wszyscy się dobrze mają.
    Mało wiesz.

  • ToJaja

    zgłoś naruszenie odpowiedz 04.12.2016 19:16 ~ToJaja

    decio~decio

    Jednemu biedakowi co desant robił z tego helikoptera to nawet jaja urwało.


    Dokładnie. A sporo się o odciągi poturbowało.
    Bo gnojkom się zachciało kozaczyć.

  • Tede

    zgłoś naruszenie odpowiedz 04.12.2016 15:24 ~Tede

    PISowska cenzura już działa ,większość komentarzy anty PISiorom jest blokowana i nie wyświetlana ,,wystąpił błąd przy dodawaniu komentarza,, a krzyżyk wam na drogę głupie PISiory.

  • decio

    zgłoś naruszenie odpowiedz 04.12.2016 14:45 ~decio

    Jednemu biedakowi co desant robił z tego helikoptera to nawet jaja urwało.

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Wybite szyby i zniszczone auta

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Z tramwaju wprost pod koła

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Anioł objawił się na Ursynowie

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Hipsterskie śniadania w autobusowej hali

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zorganizowali "gang dzieciaków" i pomazali chodniki

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: To może być bardzo droga podróż

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Trawa z rolki na torowisku

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Auto zawisło na słupku. "Nieudana próba parkowania"

Auto zawisło na słupku. "Nieudana próba parkowania"

Jedni parkują na trawniku, inni na chodniku, a jeszcze inni na… słupku. Ten nietypowy sposób wybrał kierowca z Ursynowa. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »