Informacje

15.01.2016 06:48 WYROK NIE JEST PRAWOMOCNY

Sąd: nie będzie odszkodowania
za kawałek Pola Mokotowskiego

SERWISY:

Ratusz nie musi wykupywać fragmentu Pola Mokotowskiego, który pozostaje w prywatnych rękach. Ani płacić odszkodowania z powodu uchwalenia planu miejscowego. Właściciel, który zasłynął budową ogrodzenia, przegrał proces w pierwszej instancji, ale zapowiada apelację. Sąd ostro skrytykował zaś Warszawę za opieszałość przy uchwalaniu planu.

Chodzi o działkę położoną na rogu ulic św. Andrzeja Boboli i Rostafińskich, na skraju Pola Mokotowskiego. Marek Czeredys kupił ją w 2003 roku (miasto miało prawo pierwokupu, ale nie skorzystało). W 2004 przedsiębiorca wystąpił o warunki zabudowy dla budynków usługowo-mieszkaniowych, choć początkowo planował tam centrum konferencyjne. - Gdy zorientowałem się, że na taką dużą inwestycję nie dostanę zgody, architekt doradził mi, by próbować z mieszkaniami. Obok była już taka zabudowa, więc zgodnie z prawem powinienem dostać warunki - tłumaczy w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

Ratusz dwukrotnie odmawiał wydania decyzji, a Samorządowe Kolegium Odwoławcze dwukrotnie odsyłało sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Tymczasem w 2005 roku Rada Warszawy przyjęła uchwałę o przystąpieniu do sporządzania projektu planu miejscowego dla terenu Pola Mokotowskiego. Procedura ciągnęła się jednak latami, a postępowanie o wydanie warunków zabudowy stało w miejscu, choć zgodnie z prawem miasto ma ich wydanie od 30 do 60 dni, a po przystąpieniu do sporządzenia planu może odłożyć to o rok.

W tej sprawie przekroczono jednak wszelkie terminy i już wtedy było jasne, że miasto nie chce zabudowy narożnika. W rozmowie z tvnwarszawa.pl Czeredys zapewniał później, że szukał kompromisu z miastem. - Składałem pisma, w których proponowałem zamianę na inną działkę, ale nikt nawet nie raczył odpisać - mówił.

Postawił płot, wywołał burzę

Wiosną 2009 zaczął więc grodzić teren. - Prawnicy uświadomili mi, że gdyby ktoś złamał tam rękę, to ponosiłbym za to odpowiedzialność. Mógłby mnie pozwać. Uznałem więc, że muszę się zabezpieczyć - tłumaczył w tym samym wywiadzie.

Budowa płotu wywołała burzę. Zaczęły się ostre protesty mieszkańców okolicy, wspierane przez ówczesnych radnych Mokotowa. Ratusz wyciągnął projekt planu miejscowego z "zamrażarki", a Rada Warszawy błyskawicznie go uchwaliła.

Obrońcy Pola obwieścili sukces, zaś ratusz umorzył postępowanie ws. wydania warunków zabudowy. A Marek Czeredys poszedł do sądu. Chciał, by sąd nakazał wykupienie działki po cenie rynkowej - sprzed uchwalenia planu - lub zasądził 200 milionów złotych odszkodowania. W pozwie przekonywał, że uchwalenie planu ograniczyło jego prawo do dysponowania nieruchomością, a zapis, że teren ma pozostać ogólnodostępny, w praktyce uniemożliwił jej sprzedaż. Twierdził też, że gdyby miasto w terminie wydało warunki zabudowy, działka mogłaby zostać zabudowana, więc uchwalenie planu spowodowało utratę wartości.

Proces ciągnął się 6 lat. Prawnicy ratusza argumentowali, że działka była oznaczona jako teren zielony już w planie ogólnym zagospodarowania Warszawy z 1992 roku (przestał obowiązywać z końcem 2003 roku, a więc już po tym, jak Czeredys podpisał wstępną umowę zakupu działki - red.) i studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego z 2006 roku (zastąpiło plan ogólny - red.). W ich ocenie uchwalony w 2009 roku plan miejscowy nie zmieniał przeznaczenia działki, więc nie może więc być mowy o utracie wartości. Przekonywali też, że w chwili zakupu Czeredys wiedział, że dla tej działki miasto już raz odmówiło wydania warunków zabudowy.

W postępowaniu kilkukrotnie wypowiadali się biegli. Ich zdania były podzielone, a niemożliwość pogodzenia doprowadziła nawet do niecodziennej sytuacji: sąd zdecydował się na... konfrontację biegłych na sali rozpraw.

Pozew oddalony

Ostatecznie, 10 listopada zeszłego roku sąd uznał, że korzystna dla Czeredysa decyzja o warunkach zabudowy mogła zostać wydanie tylko teoretycznie - w praktyce wszystkie dokumenty planistyczne, także te już nie obowiązujące, wskazywały że tak się nie stanie. Sędzia Ewa Ligoń-Krawczyk powołała się przy tym na wyrok Sądu Najwyższego z 2015 roku, który stwierdził, że "brak planu zagospodarowania nie oznacza, że grunt nie ma konkretnego przeznaczenia", a w uzasadnieniu wyjaśniła, że "ustalając czy doszło do istotnych ograniczeń w korzystaniu z nieruchomości zgodnie z jej dotychczasowym przeznaczeniem, należy badać faktyczne z niej korzystanie, jak również potencjalne, ale przy respektowaniu dotychczasowego planu który przestał obowiązywać, jak i postanowień studium, pomimo tego iż pierwszy z tych aktów nie obowiązuje, a drugi nie stanowi źródła prawa".

- A skoro tak, nie może być mowy o utracie wartości działki - stwierdził sąd. I oddalił pozew w całości.

Czeredys zapowiedział apelację. - Jak można mówić, że nie straciła na wartości, skoro początkowo miasto dopuszczało tam 30 procent zabudowy, potem 10, a ostatecznie tylko 5? Miały być funkcje parkowe i centralne miejskie, a zostały tylko parkowe. To nie jest zmiana?

Sąd gani ratusz

Sędzia nie pozostawiła natomiast złudzeń, co do przyczyn całego zamieszania: "Na marginesie należy jedynie podnieść, iż nagannym stanem było utrzymywanie przez pozwaną [stronę - red.] okresu bezplanowego w latach od 2004 do 2009 roku, w sytuacji gdy pozwana zdawała sobie sprawę z upływu terminu obowiązywania poprzedniego planu ogólnego. Opieszałość pozwanej jednostki samorządowej w tym wypadku doprowadziła do niedopuszczalnego i nieuzasadnionego stanu niepewności prawa".

Jak opłakane skutki może mieć ten bałagan, można zobaczyć obok stacji metra Świętokrzyska. Tam też kawałek publicznego parku, chronionego planem miejscowym, jest w prywatnych rękach - odzyskał go spadkobierca przedwojennych właścicieli działki, Tadeusz Koss. Nie może go zabudować, więc wynajmuje fragment prywatnej firmie, która powoli zamieniają cały narożnik w bazar. Zdaniem nadzoru budowlanego; nielegalny. Ale procedura usunięcia budy jest równie skomplikowana i nieefektywna, jak przy nielegalnych reklamach.

- Mam 20 milionów zaległych zobowiązań z tytułu zakupu tej działki. Ale nie będę sięgał po takie metody, bo nie chcę krzywdzić warszawiaków. To nigdy nie było moją intencją - zapewnia dziś właściciel kawałka Pola Mokotowskiego.

>> NOWA ATRAKCJA A WOKÓŁ BUDY <<

Obok Metra Świętokrzyska wyrósł bazar:

Karol Kobos

Podziel się:

Bądź na bieżąco:
  • wesoła

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.01.2016 08:14 ~wesoła

    "ustalając czy doszło do istotnych ograniczeń w korzystaniu z nieruchomości zgodnie z jej dotychczasowym przeznaczeniem, należy badać faktyczne z niej korzystanie, jak również potencjalne, ale przy respektowaniu dotychczasowego planu który przestał obowiązywać, jak i postanowień studium, pomimo tego iż pierwszy z tych aktów nie obowiązuje, a drugi nie stanowi źródła prawa".

    Mieszkańcy Wesołej, którym GDDKiA przeprowadziła znienacka projektowaną obwodnicę pod oknami i przez las-park, wbrew postanowieniom Studium z 2006 r będą pamiętać o tym wyroku. Za ewentualne odszkodowania zapłacą wszyscy z podatków.

  • Prezesunio

    zgłoś naruszenie odpowiedz 16.01.2016 01:59 ~Prezesunio

    Ten Pan jeździ bentleyem i jest właścicielem dużej spółki giełdowej. Ale jeszcze było mu mało, więc zaryzykował i wyłożył 20 mln zł na niepewny interes, ale z potencjalną wielokrotną przebitką. Doskonale wiedział, że nie ma tam planu miejscowego, a teren nie jest przewidziany pod zabudowę. Liczył na to, że dadzą mu warunki zabudowy na podstawie planu ogólnego i różnych znanych kruczków typu "ale obok stoją bloki i będzie to nawiązanie do sąsiedniej działki". Wyłożył się, bo komuś ważnemu w ratuszu akurat zależało, żeby w tym miejscu nie robić zwyczajowej siary. Jakby kupił gdzie indziej, np. park na Odolanach, to byłby wygrany. Ale tutaj nie i już. Zamiast przyjąć do wiadomości, że hazard tym razem nie wyszedł i wtopił 20 baniek, robi cyrk na kółkach i pozuje na biednego uciśnionego. Spadaj facet na drzewo i przestań się kompromitować!

  • Boom

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 16:17 ~Boom

    toja~toja

    studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego z 2006 roku nie ma żadnego znaczenia - przykład, próba wepchnięcia WOW w Wesołej wbrew zapisom tego dokumentu (wariant forsowany przez GDDKiA). Dlatego miasto nigdy nie chciało się wypowiedzieć w kwestii WOW (chociaż wypowiedziała się dzielnica, a nawet władze i sejmik Mazowsza, podnosząc kwestię niezgodności dokumentów planistycznych), bo musiałoby przyznać, że ten dokument to zwykły smieć, interpretowany według widzimisię władz miasta.


    Studium nie jest prawem miejscowym i w oparciu o studium nie wydaje się żadnych decyzji. Studium jedynie wyznacza kierunki zagospodarowania terenu które muszą być uwzględnione w planie zagospodarowania przestrzennego.

  • iza

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 15:20 ~iza

    ogrodzenie może postawić

    nie potrzebuje nawet pozwolenia na budowę

  • denondenon

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 12:30 denondenon

    Każdy właściciel nieruchomości ma prawo jej ogrodzenia a do pewnej wysokości płotu obowiązuje tylko zgłoszenie. Grodzić wolno jak również wolno pobierać opłaty za przejście przez teren prywatny. Wolno nakładać i egzekwować kary za wstęp bez dokonania opłaty, wolno wpuścić samochody, wolno urządzać tymczasowe place składowe materiałów budowlanych. Tysiące różnych rzeczy można tylko czemu miasto chce jeździć na prywatnym garbie.

  • gość23

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 12:13 ~gość23

    Jak tylko miasto zdecyduje się na przedłużenie ul. Batorego do Żwirki i Wigury, to ten teren bez problemu będzie mógł być zabudowany

  • misiu

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 12:13 ~misiu



    Stawkowicz~Stawkowicz

    Komuna, własność prywatna to własność prywatna, niech facet się odwołuje do skutku...:P
    oczywistości piszę~oczywistości piszę

    Plan zagospodarowania to jedyny w polskim prawie akt prawa miejscowego, który może ingerować we własność prywatną. A to dlatego, że planowanie miasta jest ważniejsze od interesu pojedynczych właścicieli nieruchomości.
    SEBBAXSEBBAX

    w chwili wystapienia o warunki zabudowy nie bylo planu z winy miasta... czlowiek chcial wykorzystac burdel panujacy w ratuszu. Moim zdaniem Polska to kraj bezprawia i sedzia powinien zostac pozbawiony prawa wykonywania zawodu...

    Ten jeden jedyny raz się z Tobą zgodzę. Miasto powinno dać warunki zabudowy w terminie, a jak nie to teraz płacić odszkodowanie.

  • archi

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 11:52 ~archi


    stary ramol~stary ramol

    jakie oszukał??
    cwaniaczek kupił kawałek parku/lasku i myślał, że bloki na tym postawi.
    INB powinien mu dowalić mandat za nielegalne ogrodzenie
    ja_wiem~ja_wiem

    Dla gołodupca każdy inwestor to cwaniaczek.


    Ten akurat jest.

  • ja_wiem

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 11:35 ~ja_wiem

    stary ramol~stary ramol

    jakie oszukał??
    cwaniaczek kupił kawałek parku/lasku i myślał, że bloki na tym postawi.
    INB powinien mu dowalić mandat za nielegalne ogrodzenie

    Dla gołodupca każdy inwestor to cwaniaczek.

  • SEBBAX

    zgłoś naruszenie odpowiedz 15.01.2016 11:27 SEBBAX


    Stawkowicz~Stawkowicz

    Komuna, własność prywatna to własność prywatna, niech facet się odwołuje do skutku...:P
    oczywistości piszę~oczywistości piszę

    Plan zagospodarowania to jedyny w polskim prawie akt prawa miejscowego, który może ingerować we własność prywatną. A to dlatego, że planowanie miasta jest ważniejsze od interesu pojedynczych właścicieli nieruchomości.

    w chwili wystapienia o warunki zabudowy nie bylo planu z winy miasta... czlowiek chcial wykorzystac burdel panujacy w ratuszu. Moim zdaniem Polska to kraj bezprawia i sedzia powinien zostac pozbawiony prawa wykonywania zawodu...

  • ZASADY FORUM: Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. TVN Warszawa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Dodaj swój komentarz »

  • Zobacz wszystkie komentarze »

Byłeś świadkiem ciekawego wydarzenia?

Zostań Reporterem 24 - wyślij nam swój materiał przez Kontakt24 lub kontakt24@tvn.pl

Oglądaj wideo

Oglądasz: Na metrze Wilanowska wciąż trwają lata 90.

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: "Wywieźli hutnictwo, biorą się za górnictwo"

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Skrzypiące tramwaje na Targowej

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Tak mieszkańcy witali autobus

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Ruszyła przebudowa Marynarskiej

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Zrywają asfalt nad głowami pieszych

Przeczytaj o tym więcej »

Oglądasz: Wjechał w kino Praha

Przeczytaj o tym więcej »

Ulice

Komunikaty o utrudnieniach na drogach

Pałac kultury i nauki Mapy z informacjami o ruchu drogowym - Targeo.pl
  • 07:31 Marsa/Żołnierska: uszkodzona sygnalizacja świetlna
  • 09:46 Tunel na ulicy Globusowej: utrudnienia
  • 08:42 Powstańców Śląskich/Połczyńska: potrącenie 2 osób

Absurdy

Zaparkował na ścieżce rowerowej. Marka? Nie musimy pisać

Zaparkował na ścieżce rowerowej. Marka? Nie musimy pisać

Rowerzystów najwyraźniej nie poważa, bo ich ścieżkę traktuje jak parking. Oto "Król Świętokrzyskiej" i jego biała kareta. WIĘCEJ »

Zobacz więcej absurdów »